"Podróżnicy mówią, że nie ma nic jaśniejszego na twarzy Ziemi niż Kair (...)

Ten, który nie widział Kairu, nie widział świata. Jego kurz jest jak złoto, jego Nil jest jak cud, jego kobiety są jak czarnookie niewiasty z raju, jego domy są jak pałace (...)

I jakże mogłoby być inaczej, skoro Kair jest Matką Świata?"

(opowieść żydowskiego lekarza)

29 marca 2012

Spotkanie trzech religii

29 marca 2012, godzina 20:00

Do koptyjskiej części miasta można dotrzeć między innymi metrem – należy wysiąść na stacji Marii Girgis, która znajduje się w samym centrum tej części Kairu. Wśród obiektów sakralnych udostępnionych zwiedzającym należy wymienić przede wszystkim:
- kościół wiszący;
- kaplicę św. Grzegorza;
- kościół św. Barbary;
- synagogę Ben Ezra;

Warto również poświęcić trochę czasu na obejrzenie eksponatów zebranych w Muzeum Koptyjskim, wśród których na szczególną uwagę zasługuje wczesnochrześcijański relief, który sugeruje, że krzyż chrześcijański swoimi korzeniami sięga do „krzyża życia” (krzyż z pętlą u góry) pochodzącego z czasów faraonów. Warto również zwrócić uwagę na freski pochodzące z VI wieku, kamienną ambonę z klasztoru św. Jeremiasza w Sakkarze oraz liczący około 1600 lat egzemplarz Psalmów Dawida.
Muzeum Koptyjskie prezentuje sztukę zarówno religijną, jak i świecką pochodzącą z lat 200-1800 n.e.

Muzeum Koptyjskie
Stary Kair (zwany też Kairem Koptyjskim) miałam okazję zobaczyć podczas mojego pierwszego pobytu w stolicy Egiptu, w kwietniu 2010 roku. Półdniową wycieczkę tej części miasta rozpoczęłam od najstarszego w Kairze meczetu – meczetu Amr Ibn al-Asa. Jest on udostępniony zwiedzającym bez żadnych opłat. Trzeba jednak pamiętać, że kobiety zobowiązane są do zakrycia całego ciała i głowy – opiekun świątyni dysponuje specjalnymi „pelerynami” dla tych turystek, które staną u progu meczetu w nieodpowiednim stroju. Należy również pamiętać, że zwiedzanie meczetu jest zabronione podczas modlitw: o świcie, w południe, tuż przed zachodem słońca, o zachodzie słońca i gdy zapadnie noc.
Sam meczet robi wrażenie, szczególnie jeśli podczas pobytu wewnątrz świątyni uświadomimy sobie, że został on wybudowany w roku 642 i jest nie tylko najstarszym meczetem w całym Egipcie, ale również na całym kontynencie afrykańskim.

wnętrze meczetu Amr Ibn al-Asa w Kairze

Kościół wiszący (Al Muallaka) jest chyba jednym z najbardziej interesujących i najbardziej znanym kościołem chrześcijańskim w całym Egipcie. Swoją nazwę zawdzięcza temu, iż został zbudowany na fundamentach rzymskiej twierdzy – sprawia wrażenie „zawieszonego” na skalistym zboczu. Trudno dzisiaj określić datę wzniesienia świątyni – egipscy Koptowie uważają, iż powstał on w IV wieku.
Na specjalną uwagę zasługuje sklepienie nawy głównej, które swoim kształtem przypomina arkę oraz marmurowa ambona wznosząca się na 12 kolumnach, które symbolizują 12 apostołów.

kościół wiszący w Kairze
kolorowa mozaika
kościół św. Barbary w Kairze
W obrębie Kairu Koptyjskiego, poza meczetem i kościołami chrześcijańskimi, wznosi się również świątynia żydowska. Synagoga Ben Ezry jest najstarszą zachowaną do dzisiaj synagogą w całym Egipcie – powstała w IV wieku p.n.e. Koptowie wierzą, iż w miejscu, gdzie powstała świątynia, znaleziono kosz z małym Mojżeszem. Żydzi natomiast wierzą, że to właśnie tutaj swoje kazania wygłaszał Jeremiasz w VI wieku p.n.e.
Wstęp do synagogi jest bezpłatny, obowiązuje jednak zakaz fotografowania.



Zwiedzanie tej części miasta można zakończyć na stacji metra Marii Girgis lub krótkim spacerem wąskimi uliczkami Starego Kairu, które zaprowadzą turystę nad Nil. 

23 marca 2012

Cytadela

23 marca 2012, godzina 14:00

Cytadela w Kairze to okazała budowla wniesiona na skalistym wzgórzu w XII wieku na rozkaz Salah al Dina (Saladyna). W obrębie murów Cytadeli znajdują się trzy meczety i aż cztery muzea, w tym: Muzeum Policji i Muzeum Wojskowe. Najważniejszą i najokazalszą budowlą wznoszącą się w obrębie Cytadeli jest meczet sułtana Muhammada Alego, zwany również Alabastrowym. Inspirowany był on wielkimi, osmańskimi meczetami, które wznosiły się wówczas w Stambule. Budynek świątyni jest tak bardzo okazały, że jego kopuła i minarety są widoczne z wielu, nawet odległych, miejsc w Kairze.

meczet Muhammada Alego na kairskiej Cytadeli
wnętrze meczetu Muhammada Alego

Cytadela jako budowla obronna miała na celu przede wszystkim odpierać atak nieprzyjaciela, w tym również ataki wrogich wojsk krzyżowców (czyli chrześcijan).


Zwiedzanie Cytadeli należałoby rozpocząć nad Nilem (!), na skrzyżowaniu ulic Corniche al Nil i Magri al Auoen, 4 kilometry od wzgórza Cytadeli. Dlaczego aż nad Nilem? Bo właśnie tutaj swój początek ma stary akwedukt, którym za czasów Saladyna tłoczono wodę z Nilu na teren Cytadeli. Mury starego akweduktu można oglądać do dzisiaj, stąd moja propozycja rozpoczęcia zwiedzania Cytadeli właśnie w tym miejscu.

Poza meczetami i muzeami jest jeszcze jeden powód, dla którego warto odwiedzić fortyfikację – to przepiękna panorama miasta jaka rozpościera się ze szczytu wzgórza. Przy dobrej widoczności można nawet zobaczyć Piramidy w Gizie. 

panorama miasta z Cytadeli

Informacje praktyczne:
- Cytadela czynna jest codziennie od 9 do 17;
- bilet wstępu kosztuje 60EGP;
- aby wejść na teren Cytadeli trzeba okazać dokument tożsamości ze zdjęciem – paszport;
- wejście do Meczetu Alabastrowego nie jest płatne i nie wymaga zakrycia głowy (dla kobiet), ale mimo wszystko należy pamiętać, iż jest to miejsce kultu religijnego i wymaga odpowiedniego – skromnego ubioru (długie spodnie zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, ponadto bluzka zakrywająca przynajmniej ramiona) i obowiązkowo należy pamiętać o zdjęciu butów przed wejściem do świątyni;
- na terenie fortyfikacji znajduje się kawiarnia, gdzie można nie tylko odpocząć, ale również podziwiać panoramę miasta;

meczety widziane z Cytadeli

21 marca 2012

Mama…

21 marca 2012, godzina 13:00

W polskim kalendarzu jest dzisiaj święto – przez wielu „zimowych śpiochów” długo wyczekiwane – pierwszy dzień wiosny! I nawet pogoda za oknem potwierdza, że zima jest już gdzieś za nami… w egipskim kalendarzu wciąż zima… do święta wiosny pozostały jeszcze ponad trzy tygodnie ( w tym roku Sham el Nessim, czyli święto wiosny przypada 16 kwietnia). Ale także w egipskim kalendarzu jest dzisiaj święto… - Dzień Matki. I nikogo chyba nie dziwi obecność tego święta w żadnym kalendarzu, gdyż przeciętnemu Europejczykowi wydaje się, że skoro w Polsce obchodzony jest Dzień Matki, Ojca, Babci, Dziadka, Dziecka itd… to pewnie wszędzie na świecie owe grupy społeczne (czy rodzinne) mają też swoje święta (może tylko przypadające innego dnia). A jednak długo (może nawet bardzo długo) można by szukać jakiegokolwiek innego święta w kalendarzu egipskim; nie znajdziemy w nim ani Dnia Ojca, ani Dnia Babci, nie ma też Dnia Dziadka, Dziecka, czy Mężczyzn (a propos to dowiedziałam się o istnieniu tego święta dopiero w tym roku i to całkiem przypadkowo). Skąd więc takie wyróżnienie dla wszystkich mam, że jako jedyne mają one swoje święto?

Początków Dnia Matki należałoby szukać w Koranie, świętej księdze islamu.

„Mężczyzna przyszedł do Proroka Allaha (pokój i błogosławieństwo Allaha z nim)  i powiedział: Proroku Allaha! Kto spośród ludzi zasługuje na moje najlepsze traktowanie? " On odpowiedział: "Twoja matka". Mężczyzna zapytał "Kto potem?". Prorok odpowiedział: "Twoja matka". Mężczyzna zapytał po raz trzeci: "Kto potem?".  I prorok jeszcze raz powtórzył: "Twoja matka". Kiedy mężczyzna znów zapytał: "Kto potem?", Prorok odpowiedział: "Potem twój ojciec"”

Koran, święta księga islamu, w wielu miejscach nakazuje bezgraniczny i niezachwiany szacunek do matki, a także podkreśla odpowiedzialność i trud, jaki ponoszą one rodząc i wychowując swoje dzieci. Wydawać by się mogło, że szacunek i bezwzględne posłuszeństwo wobec rodziców (ze szczególnym naciskiem na posłuszeństwo syna wobec swojej matki) są, w dobie XXI wieku, zapomniane i pomijane przez wielu młodych muzułmanów. Ale nic bardziej mylnego… do dnia dzisiejszego muzułmanie wiernie przestrzegają jednego z najważniejszych obowiązków ( zaraz po oddaniu czci Bogu), jakim jest łagodne traktowanie swoich matek. Honor i szacunek jakim synowie i córki obdarzają swoje rodzicielki do dzisiaj budzi  niezrozumienie, kontrowersje, a czasem także zachwyt wśród ludzi Zachodu. Ale w krajach islamskich, w tym także w Egipcie, dość często można spotkać matki spacerujące, czy robiące zakupy częściej w towarzystwie swoich synów (lub córek) niż w obecności swoich mężów.
Matka na zawsze pozostaje najważniejszą kobietą w życiu swojego syna – nawet jeżeli posiada on cztery żony i dziesięć córek. To mamie należy się najwyższy szacunek, najgłębsza miłość i posłuszeństwo.
Można zapytać skąd specjalne wyróżnienie dla matek w sytuacji kiedy oboje rodzice są równo odpowiedzialni za przyjście na świat i wychowanie swoich dzieci? W kulturze islamu podział ról w rodzinie jest dość wyraźny. W odróżnieniu od rodzin europejskich cały trud wychowania dzieci spoczywa na jednym tylko rodzicu – na matce. To ona przez dziewięć miesięcy ciąży wytwarza specjalną więź jaka łączy ją na całe życie ze swoim dzieckiem, to ona karmi je piersią przez dwa lata (jak nakazuje Koran), to ona jest odpowiedzialna za wychowanie. W tradycyjnej rodzinie muzułmańskiej rolą mężczyzny jest wyłącznie zarabianie pieniędzy na utrzymanie żony (lub żon) i dzieci. Dlatego też szczególne traktowanie, szacunek i honor należą się właśnie matce, która bierze na swoje barki cały trud wychowania i opieki nad dziećmi. Ale myli się każdy, kto myśli, że poprzez taki ogrom obowiązków nałożonych na kobietę, czuje się ona źle lub niesprawiedliwie traktowana. Dla muzułmańskiej kobiety nie ma nic ważniejszego niż bycie matką (szczególnie jeśli doczeka się syna). W zamian za podjęcie samotnego trudu wychowania dzieci, otrzymuje szacunek i posłuszeństwo swoich dzieci i jako jedyna posiada swoje święto w kalendarzu egipskim.

(a już wkrótce powrócę do odpowiedzi na pytanie – co warto obejrzeć w Kairze? )

17 marca 2012

Pogoda nieprzewidywalną jest…

17 marca 2012, godzina 15:30

Pozwolę sobie na chwilkę przerwać opisywanie zabytków wartych zobaczenia w stolicy Egiptu, żeby wyrazić moje ogromne zdumienie. Otóż właśnie dzisiaj zaobserwowałam pewien zaskakujący fakt pogodowy – a mianowicie temperatura w Kairze jest o dwa stopnie Celsjusza niższa niż w moim rodzinnym mieście. Jest to o tyle zaskakujące, że jest połowa marca, a w stolicy kraju faraonów wciąż jest dość chłodno – temperatura waha się w okolicach zaledwie (!) 20 stopni Celsjusza, a nocami spada poniżej 10. Jak na egipskie upały, których doświadczałam jeszcze rok temu, sytuacja jest co najmniej dziwna. Pamiętam takie marcowe dni, kiedy zamiast siedzieć w recepcji, spędzaliśmy długie wieczory i noce aż do wczesnych godzin porannych na hotelowym tarasie. I nie przypominam sobie, żebym musiała jakoś szczególnie walczyć z chłodem poniżej 10 stopni… pogoda jest jednak nieprzewidywalna. Przypuszczam jednak, że tak zwana temperatura „odczuwalna” jest w Kairze wyższa niż ta, którą wskazuje termometr – a to ze względu na dużą ilość promieni słonecznych – chociaż i w moim rodzinnym mieście, gdzieś pośrodku Wielkopolski, ani wczoraj, ani dzisiaj ich nie brakuje. 

wschód słońca nad centrum Kairu (Downtown)

14 marca 2012

Skarby Muzeum Starożytności

14 marca 2012, godzina 12:00

Muzeum Starożytności w Kairze


(zobacz na mapie)

W  samym centrum miasta, tuż przy Placu Tahrir, wznosi się ogromny różowy gmach Muzeum Starożytności., które jest największym na świecie zbiorem artefaktów pochodzących z czasów kiedy Egiptem rządzili faraonowie. Na zwiedzanie Muzeum trzeba przeznaczyć przynajmniej cztery godziny (opcja dla tych, którzy nie są miłośnikami starożytnego Egiptu), ale dokładne zapoznanie się ze zbiorami może potrwać nawet kilka dni (opcja dla tych bardziej zainteresowanych kulturą, sztuką i zabytkami świata starożytnego).  Muzeum najlepiej zwiedza się z przewodnikiem, ale taki luksus niestety sporo kosztuje. Samodzielne zwiedzanie należałoby poprzedzić przeczytaniem publikacji poświęconej Kairowi, Egiptowi lub nawet samemu Muzeum, a tych na rynku polskim i międzynarodowym nie brakuje.

Całe Muzeum zostało podzielone na siedem części, w porządku chronologicznym:
- skarby Tutenchamona;
- okres Starego Państwa;
- okres Średniego Państwa;
- okres Nowego Państwa;
- skarby okresu greckiego i rzymskiego;
- wystawa monet i papirusów;
- kolekcja sarkofagów.

Chcąc zwiedzić wszystkie eksponaty w porządku chronologicznym, należałoby zaraz po wejściu do wnętrza budynku skręcić w lewo i kierować się zgodnie z ruchem wskazówek zegara.  Na parterze wystawiono najstarsze (zachowane w całości lub we fragmentach) zabytki starożytnego Egiptu.  Są tutaj między innymi monumentalne rzeźby, wierzchołki piramid, fragmenty płyt nagrobnych i fragmenty grobowców.
Na piętrze zebrano skarby znalezione w grobowcach i wnętrzach piramid (choć te w większości zostały niestety rozkradzione). Najbardziej znaną kolekcją skarbów jest galeria Tutenchamona, na którą składa się 1700 przedmiotów. Oglądać można między innymi złotą maskę Tutenchamona, trony, a także kolekcję rydwanów.
Jednym z najcenniejszych galerii Muzeum (poza skarbami Tutenchamona) jest Sala Mumii Królewskich, gdzie znajduje się około (piszę około, gdyż ta liczba zmienia się w zależności od kolejnych odkryć archeologów) 19 mumii – w tym mumia faraona Ramzesa II. Aby móc podziwiać zabalsamowane ciała władców starożytnego Egiptu trzeba kupić dodatkowy bilet wstępu.



Informacje praktyczne:
- Muzeum czynne jest codziennie od 9 do 17 (do 15 w czasie Ramadanu);
- bilet wstępu do Muzeum kosztuje 60EGP;
- bilet wstępu do Sali Mumii Królewskich kosztuje 100EGP;
- na terenie całego Muzeum obowiązuje zakaz fotografowania! (aparaty fotograficzne należy pozostawić w depozycie – za pozostawienie aparatu nie są pobierane żadne opłaty);
- aby wejść na teren Muzeum trzeba okazać dokument tożsamości ze zdjęciem – paszport;
- na terenie Muzeum znajduje się kawiarnia, gdzie można odpocząć po kilku godzinach zwiedzania, a także księgarnia, gdzie można zakupić publikacje (także w języku polskim) poświęcone sztuce i kulturze starożytnego Egiptu.


13 marca 2012

Pocałunek Sfinksa

13 marca 2012, godzina 18:00

Mówiąc (a raczej pisząc) o Piramidach w Gizie, nie mogę nie wspomnieć o Sfinksie – strażniku Piramid. Masywny posąg wykonany z kamienia przedstawia lwa z głową człowieka. Do dzisiaj pozostaje tajemnicą w jaki sposób go „wybudowano”… 



10 marca 2012

Bezpieczne wakacje w Kairze

10 marca 2012, godzina 21:00

„Podróżnicy mówią, że nie ma nic jaśniejszego na twarzy Ziemi niż Kair (...) Ten, który nie widział Kairu, nie widział świata. Jego kurz jest jak złoto, jego Nil jest jak cud, jego kobiety są jak czarnookie niewiasty z Raju, jego domy są jak pałace (...) i jakże mogłoby być inaczej, skoro Kair jest Matką Świata?”
(opowieść żydowskiego lekarza)

Od powstania opowieści, z której pochodzi powyższy cytat minęło już wiele stuleci, podczas których Kair zmienił swoje oblicze… a jednak wciąż bywa określany mianem Matki Świata. Czy słusznie? Na to pytanie spróbuję udzielić odpowiedzi w kilku kolejnych wpisach, które będą poświęcone zabytkom i innym, wartym zobaczenia, miejscom w stolicy Egiptu ( chociaż mam takie wrażenie, że cały mój blog jest próbą odpowiedzi na to właśnie pytanie). Dzisiaj chciałabym skupić swoją uwagę na zupełnie innym pytaniu – czy wakacje zorganizowane „na własną rękę” w Kairze są w obecnej sytuacji bezpieczne?
Jak już wspominałam wcześniej, sytuacja w stolicy Egiptu ( i w całym kraju, chociaż w różnych regionach w różnym stopniu) jest wciąż niestabilna. Proces Hosniego Mubaraka trwa, a wyrok usłyszymy nie wcześniej niż na początku czerwca. Władza jest wciąż w rękach armii i nikt tak naprawdę nie wie, kiedy zostanie przekazana cywilnemu rządowi. Ostatnie protesty na Placu Tahrir miały miejsce wczoraj, 09 marca 2012 roku… a jednak pragnę zapewnić, że w Kairze wciąż jest bezpiecznie. Nie widzę żadnych powodów, dla których jakikolwiek turysta miałby zmieniać swoje wakacyjne plany i rezygnować z zobaczenia Piramid w Gizie, zbiorów Muzeum Starożytności, Cytadeli,  bazaru Khan al Khalili… i wielu innych, równie ciekawych, miejsc.

Wystarczy przestrzegać kilku złotych zasad:
- po pierwsze, nie planować wizyty nad Nilem, w Muzeum, czy w okolicach Placu Tahrir w dzień wolny od pracy (właśnie w piątki i inne dni świąteczne istnieje duże prawdopodobieństwo, że w centrum miasta odbędzie się demonstracja);
- po drugie, należy unikać rozmów z obcymi spotkanymi przypadkowo na ulicy;
- po trzecie, należy trzymać się z daleka od dużych grup ludzi, szczególnie jeżeli ich rozmowa jest bardzo głośna, emocjonalna, a zachowanie zaczyna być agresywne;
- po czwarte, należy unikać wszelkich rozmów politycznych czy religijnych (nigdy tak naprawdę nie wiadomo czy rozmówca jest zwolennikiem czy przeciwnikiem obalonego prezydenta);
- po piąte, należy unikać kontaktów z lokalną policją (nawet dla zabłąkanego turysty dużo rozsądniejszym rozwiązaniem będzie zapytać o drogę przechodnia czy sklepikarza niż policjanta);
- po szóste, nie fotografować  żadnych przedstawicieli służb bezpieczeństwa – policjantów i żołnierzy;
- po siódme, (niestety) należy zrezygnować z samotnych późnowieczornych i nocnych spacerów (bez względu na dzielnicę).
I to chyba najważniejsze złote zasady, które pozwolą każdemu turyście bezpiecznie spędzić wakacje w Kairze.

A czy istnieje jakiś powód, dla którego należałoby zdecydować się na wakacje w Kairze właśnie w roku 2012? Najważniejszym z nich jest chyba czynnik finansowy – w wielu sklepach, hotelach, restauracjach ceny są dużo niższe niż wcześniej.

A co warto zobaczyć w Kairze? – o tym już wkrótce…

8 marca 2012

Dwudniowa wycieczka do Kairu

08 marca 2012, godzina 13:30

Kair można zwiedzać na przynajmniej dwa sposoby. Pierwszym z nich jest przerwanie wylegiwania się na piaszczystych plażach Morza Czerwonego i skorzystanie z dwudniowej wycieczki fakultatywnej oferowanej przez wszystkie biura turystyczne (ściśle współpracujące z hotelami) w Hurghadzie i większość biur w Marsa Alam (a  także przez biura w Sharm el Sheikh, ale w związku z obecną sytuacją na Półwyspie Synaj, tę miejscowość pozwolę sobie pominąć).
Wyjazd z hotelu, klimatyzowanym autokarem (jeszcze dwa lata temu eskortowanym przez policję turystyczną, ale w świetle obecnego stosunku Egipcjan do służb bezpieczeństwa, a szczególnie do policji, autokary nie są już eskortowane), następuje około północy. Po siedmiu – ośmiu godzinach turyści są już w stolicy i kolejne osiem, a może dziesięć godzin, spędzą na pospiesznym zwiedzaniu najważniejszych zabytków Kairu – Piramid w Gizie, Sfinksa, Muzeum Starożytności, Wytwórni Perfum… Wieczorem, jeszcze przed snem wszyscy będą mogli skorzystać z dwóch wycieczek fakultatywnych (swoją drogą ciekawą osobliwością pobytu w stolicy jest to, że podczas wycieczki fakultatywnej można skorzystać z kolejnej propozycji fakultatywnej ;) Są to, do wyboru, kolacja połączona z pokazem tańca brzucha na stateczku wycieczkowym pływającym po Nilu oraz przedstawienie „Światło i dźwięk” pod Piramidami w Gizie. Na tym kończą się atrakcje dnia pierwszego. Około godziny 22 nadchodzi czas na zasłużony odpoczynek – najczęściej w trzygwiazdkowym hotelu gdzieś na obrzeżach miasta – na nocleg w jednym z kairskich hoteli położonych w centrum nie ma co liczyć.
Następnego dnia rano pracownicy hotelu, w którym przebywają turyści, serwują europejskie śniadanie. Najczęściej w skład takiego śniadania wchodzą: dwie podłużne bułki, topiony ser, dżem, żółty ser i jajko ugotowane na twardo. Do popicia zazwyczaj turysta ma do wyboru herbatę lub kawę rozpuszczalną. Po śniadaniu rozpoczyna się kolejny dzień zwiedzania Kairu: Cytadeli, Meczetu Alabastrowego (zwanego również Meczetem Muhammada Alego), Muzeum Policji i Muzeum Wojska – wszystko w obrębie Cytadeli. Następnie turyści są podwożeni do Starego Kairu, gdzie mogą odbyć pośpieszny spacer wąskimi uliczkami tej najstarszej dzielnicy miasta, a na deser odwiedzają jeden z najstarszych i największych bazarów w Afryce – bazar Khan al Khalili. W prezencie od organizatora wycieczki turyści otrzymują prezent – dwie (czasem trzy) godziny czasu wolnego, podczas których tracą oni cały zapas pieniędzy, który miał im wystarczyć do końca wakacji. Ale byłoby przecież grzechem nie skorzystać ze specjalnej oferty cenowej na najrozmaitsze prezenty, które oferują sprzedawcy na bazarze… mało który turysta wie, że to, co właśnie kupił za okazyjne 100 funtów, mógłby kupić w zupełnie innym miejscu za zupełnie inne pieniądze (czyli przynajmniej za połowę kwoty, którą wydał). Ale tego przeciętny turysta nie wie, jest przekonany, że zrobił interes życia, i że oferowana cena była naprawdę okazyjna. Straciwszy niemało pieniędzy na zakup prezentów dla całej rodziny i przyjaciół, którzy zostali w Polsce, turyści są już gotowi do drogi powrotnej nad Morze Czerwone. Kolejne siedem, a może osiem, godzin spędzą w klimatyzowanym autokarze wracając do Hurghady (lub Marsa Alam). 

Czy warto skorzystać z takiej dwudniowej wycieczki do Kairu?

Dwudniową wycieczkę do stolicy polecam:
- po pierwsze, tym, którzy już po kilku dniach wakacji są znudzeni plażą, słońcem, drinkami i hotelowymi basenami;
- po drugie, tym, którzy chcą na własne oczy ( a nie tylko w podręcznikach szkolnych, filmach, folderach, pocztówkach itd…) zobaczyć Piramidy w Gizie, Sfinksa – strażnika Piramid, czy zbiory Muzeum Starożytności (w tym kolekcję Mumii Królewskich);
- po trzecie, tym, dla których jest to pierwsze ale na pewno nie ostatnie spotkanie z Kairem, i którzy w towarzystwie opiekuna – pilota wycieczki chcą się „zaznajomić” z miastem, aby w terminie późniejszym powrócić na „własną rękę” i na dłużej (czyli skorzystać z drugiej opcji zwiedzania stolicy).

Dodam tylko, że część biur turystycznych zlokalizowanych w hotelach w kurortach nad Morzem Czerwonym oferuje również jednodniowe wycieczki do stolicy – i jeśli jest to wycieczka autokarowa ( bo bywają również takie, które do pokonania dużej odległości pomiędzy Hurghadą a Kairem wykorzystują samolot) to stanowczo odradzam. Jedynym wrażeniem jakie pozostanie nam w pamięci z takiej „eskapady” to śmiertelne zmęczenie (a i czasu na zakup pamiątek dla siebie i bliskich zabraknie).

ogrody nad Nilem
Zamalek - zielone płuca Kairu
panorama Kairu
feluka na Nilu w Kairze
A już wkrótce: Kair na własną rękę – czy to bezpieczne?

4 marca 2012

Wakacje coraz bliżej…

04 marca 2012, godzina 13:30

Jest początek marca, a więc zakładam, że większość z pracujących Czytelników bloga podjęło już decyzję o terminie swojego urlopu. Dla tych, którzy jeszcze nie zdecydowali się gdzie spędzą tegoroczne wakacje, pragnę zadedykować kilka kolejnych wpisów, w których spróbuję odpowiedzieć na pytania: czy warto wyruszyć w podróż do Egiptu i czy warto zobaczyć jego stolicę? I czy właśnie rok 2012 jest tym rokiem, w którym powinno się planować wakacje w kraju faraonów, czy może należałoby z takimi planami poczekać do czasu, kiedy sytuacja będzie stabilniejsza? W oparciu o własne doświadczenia, przeżycia i przekonania postaram się odpowiedzieć nie tylko na pytania postawione przeze mnie powyżej, ale także na wiele innych. Serdecznie zapraszam do śledzenia wpisów na blogu… w najbliższym czasie odpowiedź na pytanie: czy warto planować wakacje w Egipcie?

3 marca 2012

W wolnym czasie…

03 marca 2012, godzina 14:30

Zachęcam do zaglądania na podstrony niniejszego bloga.
„Czytam – Polecam” to subiektywne opinie o książkach, które w wolnym czasie czytam i polecam (lub odradzam) innym. Prezentowane przeze mnie publikacje dotyczą zarówno Kairu, Egiptu, jak i kultury arabskiej, islamu i całego regionu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. „Baza” recenzji jest i będzie rozbudowywana na bieżąco…
Drugą podstroną bloga jest podstrona z linkami do stron, które mniej lub bardziej przypadkowo odnalazłam w sieci, które mnie, z różnych względów, zainteresowały, i które polecam do odwiedzenia innym… Prezentowane przeze mnie strony i serwisy internetowe dotyczą przede wszystkim Kairu, Egiptu, podróży i polityki Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej. Baza linków jest i będzie aktualizowana na bieżąco.
Zachęcam do regularnego zaglądania na obie podstrony bloga…

1 marca 2012

Wyniki wyborów

29 lutego 2012, godzina 23:00

Znana jest już data ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich w Egipcie – pierwszych po obaleniu Hosniego Mobaraka. Jak powiedział przewodniczący Komisji Wyborczej, Farouk Sultan, ostateczne wyniki zostaną przekazane opinii publicznej 21 czerwca 2012 roku – 16 miesięcy i 10 dni po ustąpieniu byłego prezydenta. 

23 lutego 2012

Przypadkowa zbieżność terminów?

23 lutego 2012, godzina 18:00

Jak wspominałam wcześniej, proces Hosniego Mobaraka wciąż trwa. Jak podał sąd, wyrok zostanie ogłoszony na początku czerwca 2012 roku… krótko przez planowanymi wyborami prezydenckimi. Mam dziwne przeczucie, iż termin ten nie jest zupełnie przypadkowy. Mowa końcowa oskarżyciela, który domaga się kary śmierci dla byłego prezydenta Egiptu, miała miejsce na początku tego tygodnia. Mowa końcowa obrońcy jest planowana w najbliższych dniach… a wyrok zostanie ogłoszony za cztery miesiące… Bez względu na swoją treść, wyrok wzbudzi nie tylko duże zainteresowanie wśród Egipcjan, ale również skrajne emocje… I chociaż osobiście mam duże wątpliwości co do istnienia grupy zwolenników Mobaraka, obawiam się, że treść wyroku i wymiar zasądzonej kary, doprowadzą do kolejnych masowych protestów w centrum Kairu. Na Tahrir znów pojawią się demonstranci, których policja siłą zmusi do opuszczenia centralnego i najważniejszego Placu w całym mieście. Dojdzie do kolejnych walk ulicznych z udziałem sił bezpieczeństwa, na ulicach stolicy znów będą ginąć ludzie… A wszystko to krótko przed wyborami, które, podobnie jak to miało miejsce w listopadzie 2011 roku, zostaną zbojkotowane przez dużą część opozycji. Dlaczego moja intuicja podpowiada mi, że komuś na takim właśnie rozwoju sytuacji bardzo zależy? Dlaczego mam wrażenie, że termin ogłoszenia wyroku w procesie byłego prezydenta oskarżonego między innymi o współudział w zabójstwie ponad 800 demonstrantów, nie jest przypadkowy?
Mam tylko głęboką nadzieję, że moje przeczucia okażą się zawodne i pierwsze wolne wybory prezydenckie w Egipcie odbędą się bez żadnych zakłóceń - „insza Allah”.

21 lutego 2012

Proces wciąż trwa…

21 lutego 2012, godzina 14:00

Proces byłego prezydenta Hosniego Mobaraka wciąż trwa. Oskarżyciel, w swojej mowie końcowej, po raz kolejny domagał się wymierzenia najwyższej kary – kary śmierci. Przypomnę tylko, że były prezydent Egiptu oskarżony jest między innymi o użycie „żywej” amunicji przeciw protestującym na Tahrir podczas Rewolucji. W ciągu 18 dni masowych protestów, które objęły cały kraj, zginęło ponad 800 osób cywilnych. Mowa końcowa Mobaraka ma być wygłoszona jeszcze w tym tygodniu…

11 lutego 2012

Rok temu o tej porze…

11 lutego 2012, godzina 19:00

Dokładnie rok temu o tej porze w centrum Kairu świętowano… świętowano zwycięstwo narodu egipskiego nad prezydentem… świętowano zwycięstwo protestujących, którzy przez 18 dni i 18 nocy pozostawali na Placu Tahrir i domagali się ustąpienia prezydenta ze stanowiska… świętowano w centrum Kairu, świętowano w dzielnicach peryferyjnych, świętowano w całym Egipcie – w stolicy, w Aleksandrii – drugim co do wielkości mieście Egiptu, w Suezie, w Port Said, w Asjut, w Luksorze, w Asuanie, w Abu Simbel, w odległych od stolicy oazach, świętowano gdzieś pośrodku pustynnych piasków. Świętowano wszędzie, w każdym, nawet najmniejszym, zakątku kraju. Dokładnie rok temu o tej porze osiemdziesięciomilionowe społeczeństwo potomków faraonów dowiedziało się, że prezydent Hosni Mobarak ugiął się pod wpływem masowych protestów w całym kraju i zrezygnował ze stanowiska… Rok temu o tej porze nikt nie pytał o to, co będzie dalej, nikt nie myślał o tym, czy zwycięstwo jest zwycięstwem… Rok temu o tej porze świętowano… kairskie niebo rozświetlały kolorowe fajerwerki, a wszyscy mieszkańcy (około 18 milionów) wyszli na ulice, żeby uczcić swoje zwycięstwo.
Rok temu o tej porze władzę w kraju przejęła Naczelna Rada Wojskowa (SCAF) z marszałkiem Tantawim na czele. Zgodnie z konstytucją i zgodnie z zapowiedziami wojsko miało przejąć władzę na sześć miesięcy, w ciągu których powinny odbyć się wybory prezydenckie… Naczelna Rada Wojskowa miała ustabilizować sytuację w kraju, odsunąć od władzy byłych współpracowników obalonego prezydenta, wprowadzić zmiany w Konstytucji, doprowadzić do wyborów i przekazać władzę w ręce cywilnego rządu. Rok temu o tej porze w taki właśnie scenariusz wydarzeń wierzono…
Mija dokładnie rok od tamtych wydarzeń, rok od wielkiego świętowania na ulicach Kairu i pozostałych miast Egiptu, rok od obalenia prezydenta, rok od zwycięstwa.
Ale czy owe zwycięstwo okazało się zwycięstwem? Czy wojsko przeprowadziło zapowiadane zmiany? Czy sytuacja przeciętnego mieszkańca Egiptu jest lepsza niż była rok temu? Czy żądania, z którymi rok temu naród egipski wyszedł na ulice, zostały, choć w części, spełnione? Czy były prezydent Mobarak poniósł karną odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w trakcie 18 dni i 18 nocy Rewolucji? Czy byli współpracownicy byłego prezydenta zostali odsunięci od władzy? Czy odbyły się zapowiadane wybory prezydenckie, a krajem rządzi cywilny rząd?
Podobnych pytań pojawia się wiele… szkoda tylko, że na wszystkie z nich jest dzisiaj tylko jedna odpowiedź – odpowiedź, która brzmi „nie”.
Rok temu o tej porze świętowano zakończenie Rewolucji… Dzisiaj wiadomo, że Rewolucja wciąż trwa… na co dowodem są chociażby wydarzenia z lipca 2011 roku, kiedy miasteczko namiotowe powróciło na Plac Tahrir, a budynek Mogammy przez kilka dni pozostawał zamknięty; wydarzenia z początku września 2011 roku, kiedy po zakończeniu pokojowej demonstracji w centrum miasta, zaatakowano ambasadę Izraela; wydarzenia z połowy listopada 2011 roku, kiedy demonstrujący ponownie wrócili na Tahrir i kiedy po raz kolejny użyto wobec nich siły; wydarzenia z grudnia 2011 roku, kiedy na ulicach Kairu znów ginęli ludzie; wydarzenia z końca stycznia 2012 roku, kiedy po meczu piłki nożnej w Port Said doszło do krwawych zamieszek, w wyniku których zginęły 74 osoby…
Rok temu o tej porze świętowano zwycięstwo, a dzisiaj o tej porze w oczach wielu mieszkańców Kairu widać strach, niedowierzanie, obawę o dzień jutrzejszy, rezygnację, zażenowanie, smutek… ogromny smutek. Ale w oczach mieszkańców Kairu można zaobserwować coś jeszcze – energię, ukrytą siłę, chęć walki i chęć dokończenia tego, co rozpoczęło się rok, osiemnaście dni i osiemnaście nocy temu… coś, co rozpoczęło się 25 stycznia 2011 roku na Placu Tahrir w centrum stolicy… jest w tym miejscu i w tych ludziach coś jeszcze, coś, co chyba jest dzisiaj najważniejsze – to jedność, jedność narodu egipskiego.  Jedność, która sprawia, że zarówno 11 lutego 2011 roku, jak i rok później 11 lutego 2012 roku, wierzyłam i wierzę w sens Rewolucji i z całych sił trzymam kciuki za to, żeby jutro żyło się lepiej. 

3 lutego 2012

1700

03 lutego 2012, godzina 22:00

Niestety, moja intuicja mnie nie zawiodła… Piszę – niestety, bo dotyczy ona bardzo smutnych i tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w dniu dzisiejszym w Kairze. Tak jak się tego spodziewałam, w okolicy południa na Placu Tahrir w centrum miasta zebrały się setki, a właściwie tysiące Egipcjan. Swoją narastającą agresję skierowali w stronę policji i wojska, które obarczają pełną odpowiedzialnością za tragiczne wydarzenia z Port Said. Demonstranci postanowili, po raz kolejny, opanować budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych… Policja skierowała w stronę tłumu przede wszystkim gaz łzawiący i kamienie… Znów było niebezpiecznie w centrum miasta… znów ginęli ludzie (ostatniej nocy śmierć poniosło 5 osób, w tym jeden żołnierz). W starciach z siłami policyjnymi, mającymi na celu zapewnienie bezpieczeństwa w kraju, rannych zostało 1700 osób (w przeciągu ostatnich dwóch dni). Poza Kairem do zamieszek doszło także w Suezie, Aleksandrii, Port Said…

2 lutego 2012

Żałoba narodowa, demonstracje i gaz łzawiący

02 lutego 2012, godzina 19:00

Jeszcze kilka słów o wczorajszym meczu w Port Said. Wygląda na to, że winą za zamieszki, w wyniku których zginęło ponad 70 osób, należy obarczyć służby porządkowe Egiptu. To one doprowadziły do tego, że na stadion można było wejść bez biletu, można też było swobodnie wnieść na teren areny sportowej niebezpieczne przedmioty jakimi są na przykład noże. A tuż po zakończeniu, wygranego przez drużynę z Port Said, meczu otworzono barierki odgraniczające trybuny od boiska i pozwolono wtargnąć chuliganom na murawę. Ci brutalnie zaatakowali kibiców drużyny z Kairu… którzy nie mieli nawet dokąd uciekać. Jedyne wejście (a zarazem wyjście) na stadion zostało bowiem zamknięte przez policję. Aby ujść z życiem kibice drużyny gości mieli dwa wyjścia: skakać przez płot, który znajdował się około 12 metrów nad ziemią lub walczyć z napastnikami. W efekcie śmierć poniosło ponad 70 osób.
Po smutnych i tragicznych wydarzeniach w Port Said wprowadzono trzydniową żałobę narodową. I, jak się można było tego spodziewać, w czwartek doszło do kolejnych masowych demonstracji w centrum stolicy. Oburzeni zachowaniem służb mających na celu pilnowanie porządku i zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, Kairczycy wrócili na Tahrir, gdzie zorganizowali masowe demonstracje. Policja ponownie użyła gazu łzawiącego wobec protestujących, którzy próbowali dotrzeć do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W wyniku kolejnych walk na ulicach w centrum Kairu zostało rannych 120 osób, odwożonych do pobliskich szpitali na prywatnych motorach.
A jutro piątek – dzień wolny od pracy, i aż strach pomyśleć, co wydarzy się w stolicy…

1 lutego 2012

Przemoc na stadionie

01 lutego 2012, godzina 21:00

Egipt, Port Said na północy kraju, stadion… mecz piłki nożnej pomiędzy dwoma znienawidzonymi przez siebie nawzajem drużynami: Al-Masry z Port Said i Al-Ahly z Kairu. Mecz, z różnych – nie tylko sportowych – powodów, ważny dla kibiców obu drużyn. Wynik – 3:1 dla teamu z Port Said… kilka sekund po zakończeniu meczu na boisko wtargnęli kibice miejscowego klubu i zaatakowali butelkami oraz kamieniami nie tylko kibiców przeciwnej drużyny, ale również i sportowców, służby porządkowe i policję. Agresja narosła do tego stopnia, że walki przeniosły się ze stadionu na ulice Port Said… Ludzie znów walczyli na ulicach używając przeciw sobie butelek, kamieni a nawet krzeseł. Jak podają źródła ministerstwa zdrowia, w wyniku zamieszek śmierć poniosły 74 osoby, w przeważającej części kibice Al-Ahly z Kairu.
W tym samym czasie w stolicy kraju rozgrywał się inny mecz z udziałem drugiej kairskiej drużyny, który, w wyniku wydarzeń w Port Said, natychmiast został przerwany. Rozwścieczeni kibice podpalili stadion… 

Przyjaźń z kotem

01 lutego 2012, godzina 19:30

Za oknem coraz większy mróz, temperatura w całym kraju spada poniżej -10 stopni Celsjusza. Wszystko, co żywe szuka schronienia przed zimnem… Władze polskich miast, w te wyjątkowo mroźne dni, pamiętają nie tylko o bezdomnych ludziach, ale także o dziko żyjących zwierzętach. Budują prowizoryczne drewniane schronienia, stawiają w parkach i blokowiskach budy, a także dbają o zapewnienie pożywienia – pomoc ta szczególnie dotyczy bezdomnych kotów. W jednym z większych miast Polski, władze zaapelowały, aby lokatorzy i dozorcy bloków pozostawili otwarte okna od piwnic i dały schronienie zwierzętom. Niestety, nie wszyscy do apelu się przyłączyli. Jedna ze stacji telewizyjnych wyemitowała materiał, w którym jeden z mieszkańców uznał, że woli mieć w piwnicy 100 szczurów niż 100 kotów i okien absolutnie nie otworzy. Szkoda tylko, że ów mężczyzna nie miał odwagi pokazać swojej twarzy publicznie. Wniosek mam tylko jeden – proponuję na czas zimowych mrozów zarekwirować mieszkanie tego pana i przeprowadzić go do… piwnicy. A mieszkanie przekazać organizacjom, które na co dzień pomagają zwierzętom. W końcu, jak powiedziała jedna z kobiet występujących w tym samym materiale filmowym „o kulturze narodu świadczy jego stosunek do zwierząt”. I ja się z tą tezą w pełni zgadzam…
Dodam tylko, że jeśli miarą poziomu naszej kultury jest troska o czworonożnych przyjaciół, to jesteśmy bardzo daleko za Egipcjanami. W Kairze kot jest prawie święty… i może mieszkać wszędzie tam, gdzie ma na to ochotę. Jedzenie, troskę i miłość dostanie dosłownie wszędzie… na ulicy, w parku, a nawet w kamienicy w samym centrum miasta… naprawdę wszędzie. W kamienicy, w której spędziłam prawie rok mieszkało na stałe około 10 „mruczków”. Nie było dnia, żebym korzystając z klatki schodowej, nie spotkała przynajmniej jednego… i nikt nigdy ich stamtąd nie wyganiał. Stanowiły jakby stały element wyposażenia naszej kamienicy i mieszkały tam na tych samych zasadach co i my ( a może nawet i lepszych, bo przecież nie musiały płacić za mieszkanie, za media, jedzenie też dostawały od lokatorów - sąsiadów za darmo).
Na koniec mam dobrą radę dla wszystkich bezpańskich kotów w Polsce – proszę jak najszybciej zebrać rodzinę i przyjaciół, wynająć samolot i przeprowadzić się do Kairu ( bo tam jakby kultura jest wyższa). 

czas na relaks - kamienica w centrum miasta

spacerujący nad Nilem kot

Czas decyzji

01 lutego 2012, godzina 18:00

Początek lutego to szczytowy moment działalności biur podróży i agentów turystycznych. Zniżki dla dzieci, rabaty cenowe, oferty first minute to tylko niektóre promocje, którymi kuszą nas ci, którym wydaje się, że doskonale wiedzą jak, kiedy i gdzie zorganizować nam wymarzony urlop. Tunezja, Turcja, Egipt to miejsca dla tych z mniej zasobnymi portfelami, safari w Tanzanii, Kenii a może wyprawa dookoła świata to już oferty dla bogatszych turystów. Ja jednak chciałabym skupić się na wakacjach w Egipcie.
Jak już wielokrotnie wspominałam, podstawowym źródłem dochodu Egipcjan jest turystyka, a ta już od roku dość mocno kuleje. W roku 2011 ruch turystyczny w tym kraju spadł o 33% w stosunku do roku poprzedniego, a co za tym idzie pogorszyła się sytuacja finansowa całego państwa. Czy jednak słusznie turyści omijają Egipt szerokim łukiem wybierając za cel swoich wymarzonych wakacji chociażby Turcję? Czy uzasadniony jest strach przed wakacjami nad Morzem Czerwonym?
Nie będę ukrywać, że sytuacja w Egipcie wciąż jest niestabilna i wciąż dochodzi do masowych demonstracji na ulicach stolicy. Jednak z pełną odpowiedzialnością pragnę zapewnić, że można całkiem bezpiecznie i swobodnie poruszać się po ulicach Kairu: można swobodnie zwiedzać Muzeum Starożytności, Piramidy w Gizie, Cytadelę, można swobodnie spacerować nad Nilem. Można także, bez żadnych obaw, korzystać z taksówek, minibusów, można również zaufać własnym nogom i poruszać się po stolicy pieszo (pod warunkiem, że mamy do pokonania niewielkie odległości). Jedyna rada, jaką pragnę dać wszystkim tym, którzy chcą spędzić kilka (albo kilkanaście) dni w stolicy jest taka, żeby nie planowali zwiedzania Muzeum Egipskiego czy spacerów po Placu Tahrir w piątek. Poza tym, można się poruszać po Kairze swobodnie i bez żadnych obaw.
Tym turystom, którzy zamiast spędzać urlop w osiemnastomilionowej metropolii pragną korzystać z kąpieli słonecznych na plażach Morza Czerwonego, polecam wakacje w Marsa Alam, na południu kraju.  Miejsce chyba wymarzone… zdecydowanie mniej popularne niż Hurghada (której, z oczywistych powodów, nie polecam w ogóle – niewtajemniczeni znajdą rozwiązanie zagadki we wpisie „Darling I lowe ju”), a przez to bardziej egzotyczne i bardziej egipskie.
Żeby nie być posądzoną o niesumienność, nieprawdziwość lub zatajanie faktów, odradzam wszelkie wyjazdy (zarówno 14- jak i 1- dniowe) na Półwysep Synaj. Wciąż napięta sytuacja z Izraelem oraz rosnące niezadowolenie z sytuacji w kraju wśród ludności beduińskiej powodują, że okolice Sharm el Sheikh, Dahab czy klasztoru świętej Katarzyny mogą (ale mnie muszą!) okazać się niebezpieczne. Nie oznacza to jednak, że planując wakacje w roku 2012 musimy, już na samym początku, wymazać z mapy świata Egipt.  

31 stycznia 2012

Hosni Mobarak zabiera głos

30 stycznia 2012, godzina 22:00

Proces Hosniego Mobaraka wciąż trwa i trudno przewidzieć kiedy i jakim wyrokiem się zakończy. Na ławie oskarżonych zasiadają również obaj synowie byłego prezydenta: Alee i Gamal, obaj z zarzutami korupcji. Tymczasem dyktator, za pośrednictwem żony, zwrócił się do przywódców państw arabskich i europejskich o pomoc. Prosi o to, aby prezydenci między innymi Arabii Saudyjskiej, Francji, Niemiec, Włoch wywarli wpływ na nowo wybrany parlament egipski i nie zastosowali kary śmierci wobec dyktatora oraz, żeby pomogli jego rodzinie bezpiecznie opuścić kraj.
Nie od wczoraj wiadomo, że Bractwo Muzułmańskie, zdelegalizowane przez byłego prezydenta, stoi w silnej opozycji do Mobaraka. Wygląda więc na to, że teraz kiedy partie islamistyczne wygrały wybory parlamentarne, zaczął się on na poważnie martwić o życie swoje i swoich najbliższych. Szkoda tylko, że podczas osiemnastu dni Rewolucji nie myślał o życiu tych, których był przedstawicielem. Dla przypomnienia powiem tylko, że podczas Rewolucji na ulicach Kairu i całego Egiptu śmierć poniosło ponad 800 osób. 

26 stycznia 2012

„Droga na Tahrir” – album z Rewolucji już w sprzedaży

25 stycznia 2012, godzina 22:00

„Droga na Tahrir - rewolucja w centrum Kairu” - fotoalbum autorstwa Marthy Lou jest już w sprzedaży!
Fotoalbum prezentuje historię ulicy położonej w dzielnicy rządowej; w bliskim sąsiedztwie Placu Tahrir oraz budynków Ministerstwa Podatkowego i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ulica ta całkowicie zmieniła swoje oblicze na 18 długich dni i nocy.
Fotoalbum ma 74 strony i zawiera ponad 200 kolorowych fotografii z samego serca Rewolucji. Obecnie w sprzedaży dostępna jest wersja anglojęzyczna. 


zobacz darmowy fragment...


przejdź na stronę księgarni internetowej

25 stycznia 2012

Tysiące Egipcjan na Placu Tahrir

25 stycznia 2012, godzina 14:00

Od rozpoczęcia Rewolucji w Egipcie, która doprowadziła do obalenia prezydenta Hosniego Mobaraka, mija rok… Na Placu Tahrir w centrum Kairu znów zbierają się Egipcjanie i trudno powiedzieć, czy wynika to z chęci świętowania wydarzeń sprzed roku, czy też jest to kolejny etap Rewolucji. Bo przecież, pomimo zakończonych wyborów i pomimo zaprzysiężenia nowego parlamentu, nic się w tym kraju nie zmieniło… a przynajmniej nie zmieniło się na lepsze. Bezrobocie wciąż rośnie, przeciętna pensja jest dużo niższa niż jeszcze rok temu, a turyści omijają Egipt szerokim łukiem. Pomimo przeprowadzonych wyborów władzę w kraju wciąż trzyma armia, z marszałkiem Tantawim na czele… nic się nie zmieniło. Z postulatów, z którymi Egipcjanie tak licznie przyszli na Plac Tahrir rok temu, udało się zrealizować tylko jeden – odsunięto Hosniego Mobaraka od władzy. Poza tym, nic…
Dzisiaj mija rok od tamtych wydarzeń, rok od rozpoczęcia masowych demonstracji… i nie wiem, czy tysiące Egipcjan zebrane na Placu Tahrir świętują swoje „zwycięstwo” (mam na myśli rezygnację Mobaraka ze stanowiska i, w porównaniu z Libią czy Syrią, bezkrwawy przebieg Rewolucji, chociaż nie zapominam o ofiarach tamtych wydarzeń), czy też może rozpoczynają kolejną Rewolucję po Rewolucji. Postulaty wciąż są aktualne, a wydaje się, że Rewolucja jeszcze nie została zakończona. 

19 stycznia 2012

Wybory, wybory i jeszcze raz wybory…

15 stycznia 2012, godzina 18:00

Według oficjalnych wyników wybory parlamentarne w Egipcie wygrali islamiści zdobywając łącznie ponad 60% głosów. Kolejnym etapem zmian będzie wyłonienie izby wyższej, która w pierwszej kolejności zajmie się zmianami w konstytucji.
A pod koniec czerwca (lub też na początku lipca 2012 roku), po szesnastu miesiącach od obalenia prezydenta Hosniego Mobaraka, odbędą się wybory prezydenckie. Jeszcze do wczoraj najpoważniejszym kandydatem opozycji był Mohamed El Baradei, ale jak podają media arabskie, zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydenta. Powodem, dla którego się wycofał jest obecna sytuacja w kraju oraz sposób rządzenia przez Naczelną Radę Wojskową.
Oficjalnie, rejestracja kandydatów na urząd prezydenta rozpocznie się w połowie kwietnia. 

16 stycznia 2012

O czym tęsknię?

13 stycznia 2012, godzina 12:30

(w tytule nie ma błędu – użyłam zwrotu „o czym” zamiast „za czym”, bo uznałam, że tak jest bardziej poetycko…)

Odkąd jestem w Polsce pracuję w domu w godzinach, które sama uznaję za najdogodniejsze i najbardziej efektywne, i zazwyczaj są to godziny późno wieczorne. Także dni wolne od pracy (czyli tak zwany weekend) wybieram wówczas, kiedy uznaję to za stosowne, a więc najczęściej są to piątek i niedziela (dla wytłumaczenia, gdzie jest logika w rozdzielaniu weekendu dniem pracującym powiem tylko, że w takim systemie pracowałam będąc w Kairze i w tej chwili jest to raczej kwestia przyzwyczajenia niż logiki. Jak powszechnie wiadomo w społeczeństwach muzułmańskich dniem wolnym od pracy jest zawsze piątek - wyjątek stanowi Tunezja, gdzie weekend „przypada” w sobotę i niedzielę; a ponieważ jestem chrześcijanką, staram się również nie pracować w niedziele.)

I tak nadszedł kolejny piątek… wyglądam przez okno – wbrew moim wcześniejszy wpisom, zima chyba na dobre zawitała do mojego miasta, i to taka prawdziwa polska zima, a nie ta, jaka panuje w Kairze. Za oknem robi się z każdym dniem coraz chłodniej, zapowiadają nawet dość obfite opady śniegu…brrrrr… nawet nie mam co marzyć o przyjemnym spacerze, gdyż wyjątkowo nie lubię mrozów, już taki ze mnie „ciepluch”. O słonecznych promieniach też nie mam co marzyć… w końcu jestem w Polsce a tu, w odróżnieniu od stolicy Egiptu, słońce nie świeci przez cały okrągły rok. Odchodzę od okna… postanawiam sprawdzić, co proponują stacje telewizyjne… wciąż to samo – katastrofa smoleńska, kłótnie polityków, zarzuty wobec rządzących, spór w prokuraturze, itd… wciskam mój ulubiony, czerwony guzik na pilocie od telewizora i z kubkiem świeżo zaparzonej kawy zasiadam na kanapie. Nawet kawa w Polsce smakuje inaczej… spoglądam na zegarek – jest samo południe… samo południe w piątek. Zamykam oczy… w jednej chwili pokonuję 3000 kilometrów i znów jestem w Kairze, w moim Kairze.
Z kubkiem kawy siedzę na hotelowym tarasie w centrum miasta i słyszę śpiewny głos muezina. Wszystkie sklepy są już zamknięte, a mieszkańcy z kolorowymi dywanikami pod pachami spieszą do najbliższego meczetu. Przez najbliższe pół godziny z głośników zamontowanych na kamienicach, słupach, latarniach, będę słyszeć piątkową modlitwę… i chociaż nie rozumiem ani słowa, i chociaż jestem chrześcijanką, bardzo lubię czas piątkowej modlitwy. Jest w tym jakaś  niepowtarzalna magia…
A wieczorem wszystkie kawiarnie i restauracje zapełnią się uśmiechniętymi Egipcjanami, którzy weekendy spędzają w gronie swoich rodzin i przyjaciół… miasto znów będzie tętnić życiem…
Z marzeń wyrywa mnie dźwięk telefonu… - ankieterka. Już chciałam powiedzieć tej natrętnej dziewczynie, że przynajmniej w weekend mogliby człowiekowi pozwolić odpocząć, ale na szczęście w ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że jestem w Polsce i do weekendu wciąż pozostał jeden dzień. Odpowiadam na kilka pytań i wracam do zimnej już kawy… rozglądam się wokół – nie ma ani hotelowego tarasu, ani głosu muezina, ani modlących się na ulicy mężczyzn, ani tym bardziej egipskiego słońca i kairskiej zimy… wszystko to, pozostało 3000 kilometrów za mną i wciąż nie wiem, kiedy będę mogła do tego powrócić… Na razie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko od czasu do czasu potęsknić za stolicą kraju faraonów…

13 stycznia 2012

Szanowny Czytelniku

Konkurs „Blog Roku 2011” przeszedł na wyższy poziom, co oznacza, że rozpoczęło się głosowanie Internautów. I w tym miejscu chciałabym się zwrócić właśnie do Ciebie, Szanowny Czytelniku… jeśli jesteś stałym bywalcem niniejszego bloga, obserwatorem kolejnych losów moich i mojego Kairu, jeżeli uważasz, że wpisy nie są tylko „pustą paplaniną” zwyczajnej blondynki w okolicach trzydziestki, i jeśli Twoim zdaniem dalsze prowadzenie bloga ma jakikolwiek sens, proszę weź do ręki telefon komórkowy , zainwestuj złotówkę bez VAT-u (1,23zł z VAT-em) i jako potwierdzenie, że nadal masz ochotę śledzić moje losy,  wyślij SMS-a o treści D00014 na numer 7122. Za każdy oddany głos serdecznie dziękuję. 

Zmiana klimatu

06 stycznia 2012, godzina 20:00

Doszłam do wniosku, ze ocieplenie klimatu to jednak nie jest jakaś fanaberia naukowców, ale potwierdzony przeze mnie empirycznie fakt nie do podważenia. Zazwyczaj o tej porze roku tonę w śniegu po kostki (co najmniej, bo pamiętam i zimy, kiedy śniegu było do kolan), a uszy, nos, szyję i ręce muszę szczelnie owijać szalikami, czapkami i rękawiczkami, co wcale nie oznacza, że przy dłuższym pobycie poza domem, nie marznę. Tak było zazwyczaj, do tej pory… poza zimą, która miała miejsce w roku ubiegłym. Ale wtedy byłam w Afryce i zima wyglądała zupełnie inaczej. Jak? A mianowicie prawie tak, jak wygląda zima w tym roku w Polsce – przynajmniej w mieście, w którym aktualnie przebywam i jak do tej pory. Bo przecież nie wiadomo, co wydarzy się za dni kilka… być może nagle spadnie metr śniegu, który przekona mnie do pozostania w ciepłym mieszkanku. Temperatura, podobnie jak podczas tradycyjnej kairskiej zimy, nie spada poniżej zera – a nawet utrzymuje się kilka stopni powyżej, a śniegu oczywiście brak. Gdyby nie fakt, że dość często pada deszcz pomyślałabym, że wciąż jestem w Kairze, a nie w Polsce. Ale i tam, w północno afrykańskiej metropolii zauważalne jest ocieplenie klimatu, bo temperatura wciąż przekracza 10 stopni Celsjusza (chociaż w Egipcie zima jest jak najbardziej na półmetku). I może właśnie to moje codzienne sprawdzanie prognozy pogody dla Kairu, sprawia, że mimo wyjątkowo łagodnej zimy w Polsce i tak jest mi żal, że jestem tu, a nie tam…

6 stycznia 2012

Mobarak przed sądem

05 stycznia 2012, godzina 16:00

Trwa wznowiony kilka dni temu proces byłego prezydenta Egiptu Hosniego Mobaraka. Od wczoraj głos należy do prokuratora, który oskarża Mobaraka między innymi o zabójstwo ponad 800 demonstrantów podczas Rewolucji zimą 2011 roku i domaga się dla byłego przywódcy kary śmierci poprzez powieszenie.
Zgodnie za postanowieniem sąd z września ubiegłego roku, do czasu zakończenia procesu rozprawy sądowe nie będą transmitowane przez żadną stację telewizyjną.

5 stycznia 2012

Ostatnia tura wyborów parlamentarnych

04 stycznia 2012, godzina 20:00

Zakończyła się ostatnia, trzecia, tura wyborów parlamentarnych rozpoczętych pod koniec listopada 2011 roku między innymi w Kairze i w Aleksandrii. Wszystko wskazuje na to, że wybory wygrała partia założona przez Bractwo Muzułmańskie (zdobyła około 35% głosów), a dwie kolejne partie islamistyczne zebrały łącznie około 30% głosów. Na oficjalne wyniki trzeba jednak jeszcze poczekać…
Co się zmieni dla Kairu i dla całego Egiptu po wyborach? W tej chwili trudno powiedzieć, możliwości jest kilka, a wśród nich ta, która zakłada powrót do źródeł islamu, zwiększenie wpływu religii na życie codzienne nie tylko Egipcjan, ale również turystów, a także wprowadzenie Szariatu. I w tym miejscu musiałabym wyjaśnić, czym jest Szariat?
W największym skrócie można by powiedzieć, że Szariat to prawo koraniczne – zbiór przepisów prawa opartych na Koranie – świętej księdze islamu oraz na hadisach, czyli wypowiedziach proroka Mahometa. Szariat reguluje wszystkie zachowania muzułmanina i jest źródłem wszelkiego prawa. W społeczeństwach muzułmańskich prawo tworzone przez ludzi musi być zgodne z Koranem, a więc z Szariatem.
I o ile w państwach takich jak Iran szariat jest jedynym obowiązującym regulatorem życia, o tyle w Egipcie obowiązujące przepisy prawne w dużym stopniu oparte są na Kodeksie Napoleona. Szariat widoczny jest wyłącznie w prawie rodzinnym, który nakazuje między innymi, aby dzieci dziedziczyły religię po swoim ojcu – muzułmaninie (związek małżeński muzułmanki z wyznawcą innej religii jest surowo zabroniony; a w przypadku związku małżeńskiego muzułmanina z chrześcijanką czy Żydówką, dzieci zawsze pozostaną muzułmanami). Prawo rodzinne Egiptu oparte na Szariacie reguluje również kwestie związane z zaręczynami, ślubem, rozwodem, opieką nad dziećmi w przypadku rozwodu oraz dziedziczeniem.
Czy już wkrótce szariat stanie się w Egipcie prawem obowiązującym we wszystkich sferach życia jak tego chcą członkowie Bractwa Muzułmańskiego? 

1 stycznia 2012

Życzenia noworoczne

01 stycznia 2012

Wszystkim Czytelnikom bloga pragnę życzyć
zdrowia, szczęścia, codziennej radości oraz spełnienia marzeń
w Nowym 2012 Roku. 


Rewolucja, Tahrir i Bractwo Muzułmańskie, czyli rok 2011 w Kairze

31 grudnia 2011, godzina 20:00

Niewątpliwie rok 2011 był rokiem zaskakującym, ważnym, przełomowym i historycznym dla Kairu i całego Egiptu. Głos decydujący w sprawach kraju miał naród egipski, który w wyniku masowych demonstracji (na przełomie stycznia i lutego 2011 roku) doprowadził do obalenia prezydenta. Władzę przejęła Najwyższa Rada Wojskowa, która zapowiedziała zmiany w konstytucji oraz wolne wybory parlamentarne i prezydenckie. Rozpoczął się czas oczekiwania na wprowadzenie zmian, o które walczono na Placu Tahrir w Kairze… okres przejściowy, kiedy to krajem rządzi armia miał trwać, zgodnie z obietnicami marszałka Tantawiego, sześć miesięcy, a więc mniej więcej do początku września. Społeczeństwo egipskie musiało w tym czasie walczyć z coraz wyższym bezrobociem, z upadkiem turystyki, a co za tym idzie z brakiem przypływu gotówki zza granicy, z podwyżką cen na artykuły spożywcze… wierzono jednak, że taki stan rzeczy to tylko sześciomiesięczny okres przejściowy, wstęp do budowania „prawdziwej demokracji”. Ale minęło dziewięć miesięcy i nic się nie zmieniło; wojsko nadal trzymało w swoich rękach pełnię władzy, zmian nie było widać, a życie stawało się coraz trudniejsze. Dla wielu Egipcjan życie codzienne stało się po prostu walką o przetrwanie. Musiało to doprowadzić do „wybuchu”… tym bardziej, że Egipcjanie wiedzieli już, że jako naród dysponują ogromną siłą i potrafią, w sposób pokojowy, wywalczyć to, co dla nich najważniejsze. W połowie listopada rozpoczęła się rewolucja po rewolucji… na Plac Tahrir w centrum miasta powrócili niezadowoleni i domagający się zmian demonstranci…a wojsko, policja i służby specjalne użyły siły do tłumienia wszelkich protestów… Na ulicach Kairu, Aleksandrii i mniejszych miast Egiptu po raz kolejny w tym roku ginęli ludzie…
W końcu listopada rozpoczęły się wolne wybory do parlamentu, których triumfatorem okazała się partia polityczna założona wiosną przez Bractwo Muzułmańskie. Egipcjanie powierzyli swoją przyszłość islamistom; ugrupowaniu, które za rządów Hosniego Mobaraka było nielegalne i pozostawało w podziemiu.
Na wybory prezydenckie trzeba jeszcze poczekać pół roku.