"Podróżnicy mówią, że nie ma nic jaśniejszego na twarzy Ziemi niż Kair (...)

Ten, który nie widział Kairu, nie widział świata. Jego kurz jest jak złoto, jego Nil jest jak cud, jego kobiety są jak czarnookie niewiasty z raju, jego domy są jak pałace (...)

I jakże mogłoby być inaczej, skoro Kair jest Matką Świata?"

(opowieść żydowskiego lekarza)

23 lutego 2012

Przypadkowa zbieżność terminów?

23 lutego 2012, godzina 18:00

Jak wspominałam wcześniej, proces Hosniego Mobaraka wciąż trwa. Jak podał sąd, wyrok zostanie ogłoszony na początku czerwca 2012 roku… krótko przez planowanymi wyborami prezydenckimi. Mam dziwne przeczucie, iż termin ten nie jest zupełnie przypadkowy. Mowa końcowa oskarżyciela, który domaga się kary śmierci dla byłego prezydenta Egiptu, miała miejsce na początku tego tygodnia. Mowa końcowa obrońcy jest planowana w najbliższych dniach… a wyrok zostanie ogłoszony za cztery miesiące… Bez względu na swoją treść, wyrok wzbudzi nie tylko duże zainteresowanie wśród Egipcjan, ale również skrajne emocje… I chociaż osobiście mam duże wątpliwości co do istnienia grupy zwolenników Mobaraka, obawiam się, że treść wyroku i wymiar zasądzonej kary, doprowadzą do kolejnych masowych protestów w centrum Kairu. Na Tahrir znów pojawią się demonstranci, których policja siłą zmusi do opuszczenia centralnego i najważniejszego Placu w całym mieście. Dojdzie do kolejnych walk ulicznych z udziałem sił bezpieczeństwa, na ulicach stolicy znów będą ginąć ludzie… A wszystko to krótko przed wyborami, które, podobnie jak to miało miejsce w listopadzie 2011 roku, zostaną zbojkotowane przez dużą część opozycji. Dlaczego moja intuicja podpowiada mi, że komuś na takim właśnie rozwoju sytuacji bardzo zależy? Dlaczego mam wrażenie, że termin ogłoszenia wyroku w procesie byłego prezydenta oskarżonego między innymi o współudział w zabójstwie ponad 800 demonstrantów, nie jest przypadkowy?
Mam tylko głęboką nadzieję, że moje przeczucia okażą się zawodne i pierwsze wolne wybory prezydenckie w Egipcie odbędą się bez żadnych zakłóceń - „insza Allah”.

21 lutego 2012

Proces wciąż trwa…

21 lutego 2012, godzina 14:00

Proces byłego prezydenta Hosniego Mobaraka wciąż trwa. Oskarżyciel, w swojej mowie końcowej, po raz kolejny domagał się wymierzenia najwyższej kary – kary śmierci. Przypomnę tylko, że były prezydent Egiptu oskarżony jest między innymi o użycie „żywej” amunicji przeciw protestującym na Tahrir podczas Rewolucji. W ciągu 18 dni masowych protestów, które objęły cały kraj, zginęło ponad 800 osób cywilnych. Mowa końcowa Mobaraka ma być wygłoszona jeszcze w tym tygodniu…

11 lutego 2012

Rok temu o tej porze…

11 lutego 2012, godzina 19:00

Dokładnie rok temu o tej porze w centrum Kairu świętowano… świętowano zwycięstwo narodu egipskiego nad prezydentem… świętowano zwycięstwo protestujących, którzy przez 18 dni i 18 nocy pozostawali na Placu Tahrir i domagali się ustąpienia prezydenta ze stanowiska… świętowano w centrum Kairu, świętowano w dzielnicach peryferyjnych, świętowano w całym Egipcie – w stolicy, w Aleksandrii – drugim co do wielkości mieście Egiptu, w Suezie, w Port Said, w Asjut, w Luksorze, w Asuanie, w Abu Simbel, w odległych od stolicy oazach, świętowano gdzieś pośrodku pustynnych piasków. Świętowano wszędzie, w każdym, nawet najmniejszym, zakątku kraju. Dokładnie rok temu o tej porze osiemdziesięciomilionowe społeczeństwo potomków faraonów dowiedziało się, że prezydent Hosni Mobarak ugiął się pod wpływem masowych protestów w całym kraju i zrezygnował ze stanowiska… Rok temu o tej porze nikt nie pytał o to, co będzie dalej, nikt nie myślał o tym, czy zwycięstwo jest zwycięstwem… Rok temu o tej porze świętowano… kairskie niebo rozświetlały kolorowe fajerwerki, a wszyscy mieszkańcy (około 18 milionów) wyszli na ulice, żeby uczcić swoje zwycięstwo.
Rok temu o tej porze władzę w kraju przejęła Naczelna Rada Wojskowa (SCAF) z marszałkiem Tantawim na czele. Zgodnie z konstytucją i zgodnie z zapowiedziami wojsko miało przejąć władzę na sześć miesięcy, w ciągu których powinny odbyć się wybory prezydenckie… Naczelna Rada Wojskowa miała ustabilizować sytuację w kraju, odsunąć od władzy byłych współpracowników obalonego prezydenta, wprowadzić zmiany w Konstytucji, doprowadzić do wyborów i przekazać władzę w ręce cywilnego rządu. Rok temu o tej porze w taki właśnie scenariusz wydarzeń wierzono…
Mija dokładnie rok od tamtych wydarzeń, rok od wielkiego świętowania na ulicach Kairu i pozostałych miast Egiptu, rok od obalenia prezydenta, rok od zwycięstwa.
Ale czy owe zwycięstwo okazało się zwycięstwem? Czy wojsko przeprowadziło zapowiadane zmiany? Czy sytuacja przeciętnego mieszkańca Egiptu jest lepsza niż była rok temu? Czy żądania, z którymi rok temu naród egipski wyszedł na ulice, zostały, choć w części, spełnione? Czy były prezydent Mobarak poniósł karną odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w trakcie 18 dni i 18 nocy Rewolucji? Czy byli współpracownicy byłego prezydenta zostali odsunięci od władzy? Czy odbyły się zapowiadane wybory prezydenckie, a krajem rządzi cywilny rząd?
Podobnych pytań pojawia się wiele… szkoda tylko, że na wszystkie z nich jest dzisiaj tylko jedna odpowiedź – odpowiedź, która brzmi „nie”.
Rok temu o tej porze świętowano zakończenie Rewolucji… Dzisiaj wiadomo, że Rewolucja wciąż trwa… na co dowodem są chociażby wydarzenia z lipca 2011 roku, kiedy miasteczko namiotowe powróciło na Plac Tahrir, a budynek Mogammy przez kilka dni pozostawał zamknięty; wydarzenia z początku września 2011 roku, kiedy po zakończeniu pokojowej demonstracji w centrum miasta, zaatakowano ambasadę Izraela; wydarzenia z połowy listopada 2011 roku, kiedy demonstrujący ponownie wrócili na Tahrir i kiedy po raz kolejny użyto wobec nich siły; wydarzenia z grudnia 2011 roku, kiedy na ulicach Kairu znów ginęli ludzie; wydarzenia z końca stycznia 2012 roku, kiedy po meczu piłki nożnej w Port Said doszło do krwawych zamieszek, w wyniku których zginęły 74 osoby…
Rok temu o tej porze świętowano zwycięstwo, a dzisiaj o tej porze w oczach wielu mieszkańców Kairu widać strach, niedowierzanie, obawę o dzień jutrzejszy, rezygnację, zażenowanie, smutek… ogromny smutek. Ale w oczach mieszkańców Kairu można zaobserwować coś jeszcze – energię, ukrytą siłę, chęć walki i chęć dokończenia tego, co rozpoczęło się rok, osiemnaście dni i osiemnaście nocy temu… coś, co rozpoczęło się 25 stycznia 2011 roku na Placu Tahrir w centrum stolicy… jest w tym miejscu i w tych ludziach coś jeszcze, coś, co chyba jest dzisiaj najważniejsze – to jedność, jedność narodu egipskiego.  Jedność, która sprawia, że zarówno 11 lutego 2011 roku, jak i rok później 11 lutego 2012 roku, wierzyłam i wierzę w sens Rewolucji i z całych sił trzymam kciuki za to, żeby jutro żyło się lepiej. 

3 lutego 2012

1700

03 lutego 2012, godzina 22:00

Niestety, moja intuicja mnie nie zawiodła… Piszę – niestety, bo dotyczy ona bardzo smutnych i tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w dniu dzisiejszym w Kairze. Tak jak się tego spodziewałam, w okolicy południa na Placu Tahrir w centrum miasta zebrały się setki, a właściwie tysiące Egipcjan. Swoją narastającą agresję skierowali w stronę policji i wojska, które obarczają pełną odpowiedzialnością za tragiczne wydarzenia z Port Said. Demonstranci postanowili, po raz kolejny, opanować budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych… Policja skierowała w stronę tłumu przede wszystkim gaz łzawiący i kamienie… Znów było niebezpiecznie w centrum miasta… znów ginęli ludzie (ostatniej nocy śmierć poniosło 5 osób, w tym jeden żołnierz). W starciach z siłami policyjnymi, mającymi na celu zapewnienie bezpieczeństwa w kraju, rannych zostało 1700 osób (w przeciągu ostatnich dwóch dni). Poza Kairem do zamieszek doszło także w Suezie, Aleksandrii, Port Said…

2 lutego 2012

Żałoba narodowa, demonstracje i gaz łzawiący

02 lutego 2012, godzina 19:00

Jeszcze kilka słów o wczorajszym meczu w Port Said. Wygląda na to, że winą za zamieszki, w wyniku których zginęło ponad 70 osób, należy obarczyć służby porządkowe Egiptu. To one doprowadziły do tego, że na stadion można było wejść bez biletu, można też było swobodnie wnieść na teren areny sportowej niebezpieczne przedmioty jakimi są na przykład noże. A tuż po zakończeniu, wygranego przez drużynę z Port Said, meczu otworzono barierki odgraniczające trybuny od boiska i pozwolono wtargnąć chuliganom na murawę. Ci brutalnie zaatakowali kibiców drużyny z Kairu… którzy nie mieli nawet dokąd uciekać. Jedyne wejście (a zarazem wyjście) na stadion zostało bowiem zamknięte przez policję. Aby ujść z życiem kibice drużyny gości mieli dwa wyjścia: skakać przez płot, który znajdował się około 12 metrów nad ziemią lub walczyć z napastnikami. W efekcie śmierć poniosło ponad 70 osób.
Po smutnych i tragicznych wydarzeniach w Port Said wprowadzono trzydniową żałobę narodową. I, jak się można było tego spodziewać, w czwartek doszło do kolejnych masowych demonstracji w centrum stolicy. Oburzeni zachowaniem służb mających na celu pilnowanie porządku i zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, Kairczycy wrócili na Tahrir, gdzie zorganizowali masowe demonstracje. Policja ponownie użyła gazu łzawiącego wobec protestujących, którzy próbowali dotrzeć do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W wyniku kolejnych walk na ulicach w centrum Kairu zostało rannych 120 osób, odwożonych do pobliskich szpitali na prywatnych motorach.
A jutro piątek – dzień wolny od pracy, i aż strach pomyśleć, co wydarzy się w stolicy…

1 lutego 2012

Przemoc na stadionie

01 lutego 2012, godzina 21:00

Egipt, Port Said na północy kraju, stadion… mecz piłki nożnej pomiędzy dwoma znienawidzonymi przez siebie nawzajem drużynami: Al-Masry z Port Said i Al-Ahly z Kairu. Mecz, z różnych – nie tylko sportowych – powodów, ważny dla kibiców obu drużyn. Wynik – 3:1 dla teamu z Port Said… kilka sekund po zakończeniu meczu na boisko wtargnęli kibice miejscowego klubu i zaatakowali butelkami oraz kamieniami nie tylko kibiców przeciwnej drużyny, ale również i sportowców, służby porządkowe i policję. Agresja narosła do tego stopnia, że walki przeniosły się ze stadionu na ulice Port Said… Ludzie znów walczyli na ulicach używając przeciw sobie butelek, kamieni a nawet krzeseł. Jak podają źródła ministerstwa zdrowia, w wyniku zamieszek śmierć poniosły 74 osoby, w przeważającej części kibice Al-Ahly z Kairu.
W tym samym czasie w stolicy kraju rozgrywał się inny mecz z udziałem drugiej kairskiej drużyny, który, w wyniku wydarzeń w Port Said, natychmiast został przerwany. Rozwścieczeni kibice podpalili stadion… 

Przyjaźń z kotem

01 lutego 2012, godzina 19:30

Za oknem coraz większy mróz, temperatura w całym kraju spada poniżej -10 stopni Celsjusza. Wszystko, co żywe szuka schronienia przed zimnem… Władze polskich miast, w te wyjątkowo mroźne dni, pamiętają nie tylko o bezdomnych ludziach, ale także o dziko żyjących zwierzętach. Budują prowizoryczne drewniane schronienia, stawiają w parkach i blokowiskach budy, a także dbają o zapewnienie pożywienia – pomoc ta szczególnie dotyczy bezdomnych kotów. W jednym z większych miast Polski, władze zaapelowały, aby lokatorzy i dozorcy bloków pozostawili otwarte okna od piwnic i dały schronienie zwierzętom. Niestety, nie wszyscy do apelu się przyłączyli. Jedna ze stacji telewizyjnych wyemitowała materiał, w którym jeden z mieszkańców uznał, że woli mieć w piwnicy 100 szczurów niż 100 kotów i okien absolutnie nie otworzy. Szkoda tylko, że ów mężczyzna nie miał odwagi pokazać swojej twarzy publicznie. Wniosek mam tylko jeden – proponuję na czas zimowych mrozów zarekwirować mieszkanie tego pana i przeprowadzić go do… piwnicy. A mieszkanie przekazać organizacjom, które na co dzień pomagają zwierzętom. W końcu, jak powiedziała jedna z kobiet występujących w tym samym materiale filmowym „o kulturze narodu świadczy jego stosunek do zwierząt”. I ja się z tą tezą w pełni zgadzam…
Dodam tylko, że jeśli miarą poziomu naszej kultury jest troska o czworonożnych przyjaciół, to jesteśmy bardzo daleko za Egipcjanami. W Kairze kot jest prawie święty… i może mieszkać wszędzie tam, gdzie ma na to ochotę. Jedzenie, troskę i miłość dostanie dosłownie wszędzie… na ulicy, w parku, a nawet w kamienicy w samym centrum miasta… naprawdę wszędzie. W kamienicy, w której spędziłam prawie rok mieszkało na stałe około 10 „mruczków”. Nie było dnia, żebym korzystając z klatki schodowej, nie spotkała przynajmniej jednego… i nikt nigdy ich stamtąd nie wyganiał. Stanowiły jakby stały element wyposażenia naszej kamienicy i mieszkały tam na tych samych zasadach co i my ( a może nawet i lepszych, bo przecież nie musiały płacić za mieszkanie, za media, jedzenie też dostawały od lokatorów - sąsiadów za darmo).
Na koniec mam dobrą radę dla wszystkich bezpańskich kotów w Polsce – proszę jak najszybciej zebrać rodzinę i przyjaciół, wynająć samolot i przeprowadzić się do Kairu ( bo tam jakby kultura jest wyższa). 

czas na relaks - kamienica w centrum miasta

spacerujący nad Nilem kot

Czas decyzji

01 lutego 2012, godzina 18:00

Początek lutego to szczytowy moment działalności biur podróży i agentów turystycznych. Zniżki dla dzieci, rabaty cenowe, oferty first minute to tylko niektóre promocje, którymi kuszą nas ci, którym wydaje się, że doskonale wiedzą jak, kiedy i gdzie zorganizować nam wymarzony urlop. Tunezja, Turcja, Egipt to miejsca dla tych z mniej zasobnymi portfelami, safari w Tanzanii, Kenii a może wyprawa dookoła świata to już oferty dla bogatszych turystów. Ja jednak chciałabym skupić się na wakacjach w Egipcie.
Jak już wielokrotnie wspominałam, podstawowym źródłem dochodu Egipcjan jest turystyka, a ta już od roku dość mocno kuleje. W roku 2011 ruch turystyczny w tym kraju spadł o 33% w stosunku do roku poprzedniego, a co za tym idzie pogorszyła się sytuacja finansowa całego państwa. Czy jednak słusznie turyści omijają Egipt szerokim łukiem wybierając za cel swoich wymarzonych wakacji chociażby Turcję? Czy uzasadniony jest strach przed wakacjami nad Morzem Czerwonym?
Nie będę ukrywać, że sytuacja w Egipcie wciąż jest niestabilna i wciąż dochodzi do masowych demonstracji na ulicach stolicy. Jednak z pełną odpowiedzialnością pragnę zapewnić, że można całkiem bezpiecznie i swobodnie poruszać się po ulicach Kairu: można swobodnie zwiedzać Muzeum Starożytności, Piramidy w Gizie, Cytadelę, można swobodnie spacerować nad Nilem. Można także, bez żadnych obaw, korzystać z taksówek, minibusów, można również zaufać własnym nogom i poruszać się po stolicy pieszo (pod warunkiem, że mamy do pokonania niewielkie odległości). Jedyna rada, jaką pragnę dać wszystkim tym, którzy chcą spędzić kilka (albo kilkanaście) dni w stolicy jest taka, żeby nie planowali zwiedzania Muzeum Egipskiego czy spacerów po Placu Tahrir w piątek. Poza tym, można się poruszać po Kairze swobodnie i bez żadnych obaw.
Tym turystom, którzy zamiast spędzać urlop w osiemnastomilionowej metropolii pragną korzystać z kąpieli słonecznych na plażach Morza Czerwonego, polecam wakacje w Marsa Alam, na południu kraju.  Miejsce chyba wymarzone… zdecydowanie mniej popularne niż Hurghada (której, z oczywistych powodów, nie polecam w ogóle – niewtajemniczeni znajdą rozwiązanie zagadki we wpisie „Darling I lowe ju”), a przez to bardziej egzotyczne i bardziej egipskie.
Żeby nie być posądzoną o niesumienność, nieprawdziwość lub zatajanie faktów, odradzam wszelkie wyjazdy (zarówno 14- jak i 1- dniowe) na Półwysep Synaj. Wciąż napięta sytuacja z Izraelem oraz rosnące niezadowolenie z sytuacji w kraju wśród ludności beduińskiej powodują, że okolice Sharm el Sheikh, Dahab czy klasztoru świętej Katarzyny mogą (ale mnie muszą!) okazać się niebezpieczne. Nie oznacza to jednak, że planując wakacje w roku 2012 musimy, już na samym początku, wymazać z mapy świata Egipt.  

31 stycznia 2012

Hosni Mobarak zabiera głos

30 stycznia 2012, godzina 22:00

Proces Hosniego Mobaraka wciąż trwa i trudno przewidzieć kiedy i jakim wyrokiem się zakończy. Na ławie oskarżonych zasiadają również obaj synowie byłego prezydenta: Alee i Gamal, obaj z zarzutami korupcji. Tymczasem dyktator, za pośrednictwem żony, zwrócił się do przywódców państw arabskich i europejskich o pomoc. Prosi o to, aby prezydenci między innymi Arabii Saudyjskiej, Francji, Niemiec, Włoch wywarli wpływ na nowo wybrany parlament egipski i nie zastosowali kary śmierci wobec dyktatora oraz, żeby pomogli jego rodzinie bezpiecznie opuścić kraj.
Nie od wczoraj wiadomo, że Bractwo Muzułmańskie, zdelegalizowane przez byłego prezydenta, stoi w silnej opozycji do Mobaraka. Wygląda więc na to, że teraz kiedy partie islamistyczne wygrały wybory parlamentarne, zaczął się on na poważnie martwić o życie swoje i swoich najbliższych. Szkoda tylko, że podczas osiemnastu dni Rewolucji nie myślał o życiu tych, których był przedstawicielem. Dla przypomnienia powiem tylko, że podczas Rewolucji na ulicach Kairu i całego Egiptu śmierć poniosło ponad 800 osób. 

26 stycznia 2012

„Droga na Tahrir” – album z Rewolucji już w sprzedaży

25 stycznia 2012, godzina 22:00

„Droga na Tahrir - rewolucja w centrum Kairu” - fotoalbum autorstwa Marthy Lou jest już w sprzedaży!
Fotoalbum prezentuje historię ulicy położonej w dzielnicy rządowej; w bliskim sąsiedztwie Placu Tahrir oraz budynków Ministerstwa Podatkowego i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ulica ta całkowicie zmieniła swoje oblicze na 18 długich dni i nocy.
Fotoalbum ma 74 strony i zawiera ponad 200 kolorowych fotografii z samego serca Rewolucji. Obecnie w sprzedaży dostępna jest wersja anglojęzyczna. 


zobacz darmowy fragment...


przejdź na stronę księgarni internetowej

25 stycznia 2012

Tysiące Egipcjan na Placu Tahrir

25 stycznia 2012, godzina 14:00

Od rozpoczęcia Rewolucji w Egipcie, która doprowadziła do obalenia prezydenta Hosniego Mobaraka, mija rok… Na Placu Tahrir w centrum Kairu znów zbierają się Egipcjanie i trudno powiedzieć, czy wynika to z chęci świętowania wydarzeń sprzed roku, czy też jest to kolejny etap Rewolucji. Bo przecież, pomimo zakończonych wyborów i pomimo zaprzysiężenia nowego parlamentu, nic się w tym kraju nie zmieniło… a przynajmniej nie zmieniło się na lepsze. Bezrobocie wciąż rośnie, przeciętna pensja jest dużo niższa niż jeszcze rok temu, a turyści omijają Egipt szerokim łukiem. Pomimo przeprowadzonych wyborów władzę w kraju wciąż trzyma armia, z marszałkiem Tantawim na czele… nic się nie zmieniło. Z postulatów, z którymi Egipcjanie tak licznie przyszli na Plac Tahrir rok temu, udało się zrealizować tylko jeden – odsunięto Hosniego Mobaraka od władzy. Poza tym, nic…
Dzisiaj mija rok od tamtych wydarzeń, rok od rozpoczęcia masowych demonstracji… i nie wiem, czy tysiące Egipcjan zebrane na Placu Tahrir świętują swoje „zwycięstwo” (mam na myśli rezygnację Mobaraka ze stanowiska i, w porównaniu z Libią czy Syrią, bezkrwawy przebieg Rewolucji, chociaż nie zapominam o ofiarach tamtych wydarzeń), czy też może rozpoczynają kolejną Rewolucję po Rewolucji. Postulaty wciąż są aktualne, a wydaje się, że Rewolucja jeszcze nie została zakończona. 

19 stycznia 2012

Wybory, wybory i jeszcze raz wybory…

15 stycznia 2012, godzina 18:00

Według oficjalnych wyników wybory parlamentarne w Egipcie wygrali islamiści zdobywając łącznie ponad 60% głosów. Kolejnym etapem zmian będzie wyłonienie izby wyższej, która w pierwszej kolejności zajmie się zmianami w konstytucji.
A pod koniec czerwca (lub też na początku lipca 2012 roku), po szesnastu miesiącach od obalenia prezydenta Hosniego Mobaraka, odbędą się wybory prezydenckie. Jeszcze do wczoraj najpoważniejszym kandydatem opozycji był Mohamed El Baradei, ale jak podają media arabskie, zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydenta. Powodem, dla którego się wycofał jest obecna sytuacja w kraju oraz sposób rządzenia przez Naczelną Radę Wojskową.
Oficjalnie, rejestracja kandydatów na urząd prezydenta rozpocznie się w połowie kwietnia. 

16 stycznia 2012

O czym tęsknię?

13 stycznia 2012, godzina 12:30

(w tytule nie ma błędu – użyłam zwrotu „o czym” zamiast „za czym”, bo uznałam, że tak jest bardziej poetycko…)

Odkąd jestem w Polsce pracuję w domu w godzinach, które sama uznaję za najdogodniejsze i najbardziej efektywne, i zazwyczaj są to godziny późno wieczorne. Także dni wolne od pracy (czyli tak zwany weekend) wybieram wówczas, kiedy uznaję to za stosowne, a więc najczęściej są to piątek i niedziela (dla wytłumaczenia, gdzie jest logika w rozdzielaniu weekendu dniem pracującym powiem tylko, że w takim systemie pracowałam będąc w Kairze i w tej chwili jest to raczej kwestia przyzwyczajenia niż logiki. Jak powszechnie wiadomo w społeczeństwach muzułmańskich dniem wolnym od pracy jest zawsze piątek - wyjątek stanowi Tunezja, gdzie weekend „przypada” w sobotę i niedzielę; a ponieważ jestem chrześcijanką, staram się również nie pracować w niedziele.)

I tak nadszedł kolejny piątek… wyglądam przez okno – wbrew moim wcześniejszy wpisom, zima chyba na dobre zawitała do mojego miasta, i to taka prawdziwa polska zima, a nie ta, jaka panuje w Kairze. Za oknem robi się z każdym dniem coraz chłodniej, zapowiadają nawet dość obfite opady śniegu…brrrrr… nawet nie mam co marzyć o przyjemnym spacerze, gdyż wyjątkowo nie lubię mrozów, już taki ze mnie „ciepluch”. O słonecznych promieniach też nie mam co marzyć… w końcu jestem w Polsce a tu, w odróżnieniu od stolicy Egiptu, słońce nie świeci przez cały okrągły rok. Odchodzę od okna… postanawiam sprawdzić, co proponują stacje telewizyjne… wciąż to samo – katastrofa smoleńska, kłótnie polityków, zarzuty wobec rządzących, spór w prokuraturze, itd… wciskam mój ulubiony, czerwony guzik na pilocie od telewizora i z kubkiem świeżo zaparzonej kawy zasiadam na kanapie. Nawet kawa w Polsce smakuje inaczej… spoglądam na zegarek – jest samo południe… samo południe w piątek. Zamykam oczy… w jednej chwili pokonuję 3000 kilometrów i znów jestem w Kairze, w moim Kairze.
Z kubkiem kawy siedzę na hotelowym tarasie w centrum miasta i słyszę śpiewny głos muezina. Wszystkie sklepy są już zamknięte, a mieszkańcy z kolorowymi dywanikami pod pachami spieszą do najbliższego meczetu. Przez najbliższe pół godziny z głośników zamontowanych na kamienicach, słupach, latarniach, będę słyszeć piątkową modlitwę… i chociaż nie rozumiem ani słowa, i chociaż jestem chrześcijanką, bardzo lubię czas piątkowej modlitwy. Jest w tym jakaś  niepowtarzalna magia…
A wieczorem wszystkie kawiarnie i restauracje zapełnią się uśmiechniętymi Egipcjanami, którzy weekendy spędzają w gronie swoich rodzin i przyjaciół… miasto znów będzie tętnić życiem…
Z marzeń wyrywa mnie dźwięk telefonu… - ankieterka. Już chciałam powiedzieć tej natrętnej dziewczynie, że przynajmniej w weekend mogliby człowiekowi pozwolić odpocząć, ale na szczęście w ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że jestem w Polsce i do weekendu wciąż pozostał jeden dzień. Odpowiadam na kilka pytań i wracam do zimnej już kawy… rozglądam się wokół – nie ma ani hotelowego tarasu, ani głosu muezina, ani modlących się na ulicy mężczyzn, ani tym bardziej egipskiego słońca i kairskiej zimy… wszystko to, pozostało 3000 kilometrów za mną i wciąż nie wiem, kiedy będę mogła do tego powrócić… Na razie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko od czasu do czasu potęsknić za stolicą kraju faraonów…

13 stycznia 2012

Szanowny Czytelniku

Konkurs „Blog Roku 2011” przeszedł na wyższy poziom, co oznacza, że rozpoczęło się głosowanie Internautów. I w tym miejscu chciałabym się zwrócić właśnie do Ciebie, Szanowny Czytelniku… jeśli jesteś stałym bywalcem niniejszego bloga, obserwatorem kolejnych losów moich i mojego Kairu, jeżeli uważasz, że wpisy nie są tylko „pustą paplaniną” zwyczajnej blondynki w okolicach trzydziestki, i jeśli Twoim zdaniem dalsze prowadzenie bloga ma jakikolwiek sens, proszę weź do ręki telefon komórkowy , zainwestuj złotówkę bez VAT-u (1,23zł z VAT-em) i jako potwierdzenie, że nadal masz ochotę śledzić moje losy,  wyślij SMS-a o treści D00014 na numer 7122. Za każdy oddany głos serdecznie dziękuję. 

Zmiana klimatu

06 stycznia 2012, godzina 20:00

Doszłam do wniosku, ze ocieplenie klimatu to jednak nie jest jakaś fanaberia naukowców, ale potwierdzony przeze mnie empirycznie fakt nie do podważenia. Zazwyczaj o tej porze roku tonę w śniegu po kostki (co najmniej, bo pamiętam i zimy, kiedy śniegu było do kolan), a uszy, nos, szyję i ręce muszę szczelnie owijać szalikami, czapkami i rękawiczkami, co wcale nie oznacza, że przy dłuższym pobycie poza domem, nie marznę. Tak było zazwyczaj, do tej pory… poza zimą, która miała miejsce w roku ubiegłym. Ale wtedy byłam w Afryce i zima wyglądała zupełnie inaczej. Jak? A mianowicie prawie tak, jak wygląda zima w tym roku w Polsce – przynajmniej w mieście, w którym aktualnie przebywam i jak do tej pory. Bo przecież nie wiadomo, co wydarzy się za dni kilka… być może nagle spadnie metr śniegu, który przekona mnie do pozostania w ciepłym mieszkanku. Temperatura, podobnie jak podczas tradycyjnej kairskiej zimy, nie spada poniżej zera – a nawet utrzymuje się kilka stopni powyżej, a śniegu oczywiście brak. Gdyby nie fakt, że dość często pada deszcz pomyślałabym, że wciąż jestem w Kairze, a nie w Polsce. Ale i tam, w północno afrykańskiej metropolii zauważalne jest ocieplenie klimatu, bo temperatura wciąż przekracza 10 stopni Celsjusza (chociaż w Egipcie zima jest jak najbardziej na półmetku). I może właśnie to moje codzienne sprawdzanie prognozy pogody dla Kairu, sprawia, że mimo wyjątkowo łagodnej zimy w Polsce i tak jest mi żal, że jestem tu, a nie tam…

6 stycznia 2012

Mobarak przed sądem

05 stycznia 2012, godzina 16:00

Trwa wznowiony kilka dni temu proces byłego prezydenta Egiptu Hosniego Mobaraka. Od wczoraj głos należy do prokuratora, który oskarża Mobaraka między innymi o zabójstwo ponad 800 demonstrantów podczas Rewolucji zimą 2011 roku i domaga się dla byłego przywódcy kary śmierci poprzez powieszenie.
Zgodnie za postanowieniem sąd z września ubiegłego roku, do czasu zakończenia procesu rozprawy sądowe nie będą transmitowane przez żadną stację telewizyjną.

5 stycznia 2012

Ostatnia tura wyborów parlamentarnych

04 stycznia 2012, godzina 20:00

Zakończyła się ostatnia, trzecia, tura wyborów parlamentarnych rozpoczętych pod koniec listopada 2011 roku między innymi w Kairze i w Aleksandrii. Wszystko wskazuje na to, że wybory wygrała partia założona przez Bractwo Muzułmańskie (zdobyła około 35% głosów), a dwie kolejne partie islamistyczne zebrały łącznie około 30% głosów. Na oficjalne wyniki trzeba jednak jeszcze poczekać…
Co się zmieni dla Kairu i dla całego Egiptu po wyborach? W tej chwili trudno powiedzieć, możliwości jest kilka, a wśród nich ta, która zakłada powrót do źródeł islamu, zwiększenie wpływu religii na życie codzienne nie tylko Egipcjan, ale również turystów, a także wprowadzenie Szariatu. I w tym miejscu musiałabym wyjaśnić, czym jest Szariat?
W największym skrócie można by powiedzieć, że Szariat to prawo koraniczne – zbiór przepisów prawa opartych na Koranie – świętej księdze islamu oraz na hadisach, czyli wypowiedziach proroka Mahometa. Szariat reguluje wszystkie zachowania muzułmanina i jest źródłem wszelkiego prawa. W społeczeństwach muzułmańskich prawo tworzone przez ludzi musi być zgodne z Koranem, a więc z Szariatem.
I o ile w państwach takich jak Iran szariat jest jedynym obowiązującym regulatorem życia, o tyle w Egipcie obowiązujące przepisy prawne w dużym stopniu oparte są na Kodeksie Napoleona. Szariat widoczny jest wyłącznie w prawie rodzinnym, który nakazuje między innymi, aby dzieci dziedziczyły religię po swoim ojcu – muzułmaninie (związek małżeński muzułmanki z wyznawcą innej religii jest surowo zabroniony; a w przypadku związku małżeńskiego muzułmanina z chrześcijanką czy Żydówką, dzieci zawsze pozostaną muzułmanami). Prawo rodzinne Egiptu oparte na Szariacie reguluje również kwestie związane z zaręczynami, ślubem, rozwodem, opieką nad dziećmi w przypadku rozwodu oraz dziedziczeniem.
Czy już wkrótce szariat stanie się w Egipcie prawem obowiązującym we wszystkich sferach życia jak tego chcą członkowie Bractwa Muzułmańskiego? 

1 stycznia 2012

Życzenia noworoczne

01 stycznia 2012

Wszystkim Czytelnikom bloga pragnę życzyć
zdrowia, szczęścia, codziennej radości oraz spełnienia marzeń
w Nowym 2012 Roku. 


Rewolucja, Tahrir i Bractwo Muzułmańskie, czyli rok 2011 w Kairze

31 grudnia 2011, godzina 20:00

Niewątpliwie rok 2011 był rokiem zaskakującym, ważnym, przełomowym i historycznym dla Kairu i całego Egiptu. Głos decydujący w sprawach kraju miał naród egipski, który w wyniku masowych demonstracji (na przełomie stycznia i lutego 2011 roku) doprowadził do obalenia prezydenta. Władzę przejęła Najwyższa Rada Wojskowa, która zapowiedziała zmiany w konstytucji oraz wolne wybory parlamentarne i prezydenckie. Rozpoczął się czas oczekiwania na wprowadzenie zmian, o które walczono na Placu Tahrir w Kairze… okres przejściowy, kiedy to krajem rządzi armia miał trwać, zgodnie z obietnicami marszałka Tantawiego, sześć miesięcy, a więc mniej więcej do początku września. Społeczeństwo egipskie musiało w tym czasie walczyć z coraz wyższym bezrobociem, z upadkiem turystyki, a co za tym idzie z brakiem przypływu gotówki zza granicy, z podwyżką cen na artykuły spożywcze… wierzono jednak, że taki stan rzeczy to tylko sześciomiesięczny okres przejściowy, wstęp do budowania „prawdziwej demokracji”. Ale minęło dziewięć miesięcy i nic się nie zmieniło; wojsko nadal trzymało w swoich rękach pełnię władzy, zmian nie było widać, a życie stawało się coraz trudniejsze. Dla wielu Egipcjan życie codzienne stało się po prostu walką o przetrwanie. Musiało to doprowadzić do „wybuchu”… tym bardziej, że Egipcjanie wiedzieli już, że jako naród dysponują ogromną siłą i potrafią, w sposób pokojowy, wywalczyć to, co dla nich najważniejsze. W połowie listopada rozpoczęła się rewolucja po rewolucji… na Plac Tahrir w centrum miasta powrócili niezadowoleni i domagający się zmian demonstranci…a wojsko, policja i służby specjalne użyły siły do tłumienia wszelkich protestów… Na ulicach Kairu, Aleksandrii i mniejszych miast Egiptu po raz kolejny w tym roku ginęli ludzie…
W końcu listopada rozpoczęły się wolne wybory do parlamentu, których triumfatorem okazała się partia polityczna założona wiosną przez Bractwo Muzułmańskie. Egipcjanie powierzyli swoją przyszłość islamistom; ugrupowaniu, które za rządów Hosniego Mobaraka było nielegalne i pozostawało w podziemiu.
Na wybory prezydenckie trzeba jeszcze poczekać pół roku.

30 grudnia 2011

Sprawiedliwość dla Mobaraka

30 grudnia 2011, godzina 20:00

Zgodnie z zapowiedziami wznowiono proces sądowy byłego prezydenta Egiptu. Hosni Mobarak oskarżany jest o wydanie rozkazu użycia siły wobec demonstrantów podczas zimowej Rewolucji, w wyniku której ponad 800 osób straciło życie. Ponadto Mobarakowi postawiono zarzut korupcji oraz zarzut sprzedaży gazu do Izraela po mocno zaniżonej cenie. W przeciwieństwie do wcześniejszych rozpraw sądowych, ta z końca grudnia nie wzbudza już tak dużego zainteresowania wśród Egipcjan. O procesie byłego prezydenta rozmawia się coraz mniej i coraz rzadziej. Powodów braku zainteresowania procesem jest kilka – przede wszystkim mało kto wierzy dzisiaj w sprawiedliwy wyrok. Poza tym trudno jest jednoznacznie ocenić prezydenturę Mobaraka i wydać wyrok: winny, czy niewinny; a jeżeli winny to na jaki wyrok zasługuje? Dla rodzin ofiar Rewolucji, które w starciach z policją i wojskiem straciły swoich synów, mężów, ojców… wyrok może być tylko jeden – winny i skazany na karę śmierci. Nie wiem tylko, czy ten 83-letni mężczyzna naprawdę zasługuje na taki wyrok… głębsze rozważania nad osobą prezydenta Hosniego Mobaraka pojawią się już wkrótce. Na razie ograniczę się wyłącznie do tego, co napisałam powyżej.
Innym powodem, dla którego Egipcjanie stracili zainteresowanie procesem sądowym byłego prezydenta jest coraz trudniejsze życie codzienne oraz brak zmian w kraju, o które walczono przez 18 długich dni i nocy. Pełnię władzy w Egipcie wciąż trzyma w swoich rękach wojsko, a wybory parlamentarne rozpoczęły się tu zaledwie miesiąc temu i potrwają do kwietnia 2012 roku. Sytuacja w kraju jest bardzo niestabilna, kasy państwowe świecą pustkami, wzrasta bezrobocie, turyści wciąż omijają Egipt… Myślę, że taki stan rzeczy sprawia, że proces byłego prezydenta przestał być dzisiaj priorytetem. Bez względu na to kiedy zapadnie wyrok i jaką będzie miał treść, życie codzienne Egipcjan nie ulegnie nagłej poprawie…  a przecież właśnie o tę poprawę walczono dziesięć miesięcy temu.