"Podróżnicy mówią, że nie ma nic jaśniejszego na twarzy Ziemi niż Kair (...)

Ten, który nie widział Kairu, nie widział świata. Jego kurz jest jak złoto, jego Nil jest jak cud, jego kobiety są jak czarnookie niewiasty z raju, jego domy są jak pałace (...)

I jakże mogłoby być inaczej, skoro Kair jest Matką Świata?"

(opowieść żydowskiego lekarza)

10 marca 2012

Bezpieczne wakacje w Kairze

10 marca 2012, godzina 21:00

„Podróżnicy mówią, że nie ma nic jaśniejszego na twarzy Ziemi niż Kair (...) Ten, który nie widział Kairu, nie widział świata. Jego kurz jest jak złoto, jego Nil jest jak cud, jego kobiety są jak czarnookie niewiasty z Raju, jego domy są jak pałace (...) i jakże mogłoby być inaczej, skoro Kair jest Matką Świata?”
(opowieść żydowskiego lekarza)

Od powstania opowieści, z której pochodzi powyższy cytat minęło już wiele stuleci, podczas których Kair zmienił swoje oblicze… a jednak wciąż bywa określany mianem Matki Świata. Czy słusznie? Na to pytanie spróbuję udzielić odpowiedzi w kilku kolejnych wpisach, które będą poświęcone zabytkom i innym, wartym zobaczenia, miejscom w stolicy Egiptu ( chociaż mam takie wrażenie, że cały mój blog jest próbą odpowiedzi na to właśnie pytanie). Dzisiaj chciałabym skupić swoją uwagę na zupełnie innym pytaniu – czy wakacje zorganizowane „na własną rękę” w Kairze są w obecnej sytuacji bezpieczne?
Jak już wspominałam wcześniej, sytuacja w stolicy Egiptu ( i w całym kraju, chociaż w różnych regionach w różnym stopniu) jest wciąż niestabilna. Proces Hosniego Mubaraka trwa, a wyrok usłyszymy nie wcześniej niż na początku czerwca. Władza jest wciąż w rękach armii i nikt tak naprawdę nie wie, kiedy zostanie przekazana cywilnemu rządowi. Ostatnie protesty na Placu Tahrir miały miejsce wczoraj, 09 marca 2012 roku… a jednak pragnę zapewnić, że w Kairze wciąż jest bezpiecznie. Nie widzę żadnych powodów, dla których jakikolwiek turysta miałby zmieniać swoje wakacyjne plany i rezygnować z zobaczenia Piramid w Gizie, zbiorów Muzeum Starożytności, Cytadeli,  bazaru Khan al Khalili… i wielu innych, równie ciekawych, miejsc.

Wystarczy przestrzegać kilku złotych zasad:
- po pierwsze, nie planować wizyty nad Nilem, w Muzeum, czy w okolicach Placu Tahrir w dzień wolny od pracy (właśnie w piątki i inne dni świąteczne istnieje duże prawdopodobieństwo, że w centrum miasta odbędzie się demonstracja);
- po drugie, należy unikać rozmów z obcymi spotkanymi przypadkowo na ulicy;
- po trzecie, należy trzymać się z daleka od dużych grup ludzi, szczególnie jeżeli ich rozmowa jest bardzo głośna, emocjonalna, a zachowanie zaczyna być agresywne;
- po czwarte, należy unikać wszelkich rozmów politycznych czy religijnych (nigdy tak naprawdę nie wiadomo czy rozmówca jest zwolennikiem czy przeciwnikiem obalonego prezydenta);
- po piąte, należy unikać kontaktów z lokalną policją (nawet dla zabłąkanego turysty dużo rozsądniejszym rozwiązaniem będzie zapytać o drogę przechodnia czy sklepikarza niż policjanta);
- po szóste, nie fotografować  żadnych przedstawicieli służb bezpieczeństwa – policjantów i żołnierzy;
- po siódme, (niestety) należy zrezygnować z samotnych późnowieczornych i nocnych spacerów (bez względu na dzielnicę).
I to chyba najważniejsze złote zasady, które pozwolą każdemu turyście bezpiecznie spędzić wakacje w Kairze.

A czy istnieje jakiś powód, dla którego należałoby zdecydować się na wakacje w Kairze właśnie w roku 2012? Najważniejszym z nich jest chyba czynnik finansowy – w wielu sklepach, hotelach, restauracjach ceny są dużo niższe niż wcześniej.

A co warto zobaczyć w Kairze? – o tym już wkrótce…

8 marca 2012

Dwudniowa wycieczka do Kairu

08 marca 2012, godzina 13:30

Kair można zwiedzać na przynajmniej dwa sposoby. Pierwszym z nich jest przerwanie wylegiwania się na piaszczystych plażach Morza Czerwonego i skorzystanie z dwudniowej wycieczki fakultatywnej oferowanej przez wszystkie biura turystyczne (ściśle współpracujące z hotelami) w Hurghadzie i większość biur w Marsa Alam (a  także przez biura w Sharm el Sheikh, ale w związku z obecną sytuacją na Półwyspie Synaj, tę miejscowość pozwolę sobie pominąć).
Wyjazd z hotelu, klimatyzowanym autokarem (jeszcze dwa lata temu eskortowanym przez policję turystyczną, ale w świetle obecnego stosunku Egipcjan do służb bezpieczeństwa, a szczególnie do policji, autokary nie są już eskortowane), następuje około północy. Po siedmiu – ośmiu godzinach turyści są już w stolicy i kolejne osiem, a może dziesięć godzin, spędzą na pospiesznym zwiedzaniu najważniejszych zabytków Kairu – Piramid w Gizie, Sfinksa, Muzeum Starożytności, Wytwórni Perfum… Wieczorem, jeszcze przed snem wszyscy będą mogli skorzystać z dwóch wycieczek fakultatywnych (swoją drogą ciekawą osobliwością pobytu w stolicy jest to, że podczas wycieczki fakultatywnej można skorzystać z kolejnej propozycji fakultatywnej ;) Są to, do wyboru, kolacja połączona z pokazem tańca brzucha na stateczku wycieczkowym pływającym po Nilu oraz przedstawienie „Światło i dźwięk” pod Piramidami w Gizie. Na tym kończą się atrakcje dnia pierwszego. Około godziny 22 nadchodzi czas na zasłużony odpoczynek – najczęściej w trzygwiazdkowym hotelu gdzieś na obrzeżach miasta – na nocleg w jednym z kairskich hoteli położonych w centrum nie ma co liczyć.
Następnego dnia rano pracownicy hotelu, w którym przebywają turyści, serwują europejskie śniadanie. Najczęściej w skład takiego śniadania wchodzą: dwie podłużne bułki, topiony ser, dżem, żółty ser i jajko ugotowane na twardo. Do popicia zazwyczaj turysta ma do wyboru herbatę lub kawę rozpuszczalną. Po śniadaniu rozpoczyna się kolejny dzień zwiedzania Kairu: Cytadeli, Meczetu Alabastrowego (zwanego również Meczetem Muhammada Alego), Muzeum Policji i Muzeum Wojska – wszystko w obrębie Cytadeli. Następnie turyści są podwożeni do Starego Kairu, gdzie mogą odbyć pośpieszny spacer wąskimi uliczkami tej najstarszej dzielnicy miasta, a na deser odwiedzają jeden z najstarszych i największych bazarów w Afryce – bazar Khan al Khalili. W prezencie od organizatora wycieczki turyści otrzymują prezent – dwie (czasem trzy) godziny czasu wolnego, podczas których tracą oni cały zapas pieniędzy, który miał im wystarczyć do końca wakacji. Ale byłoby przecież grzechem nie skorzystać ze specjalnej oferty cenowej na najrozmaitsze prezenty, które oferują sprzedawcy na bazarze… mało który turysta wie, że to, co właśnie kupił za okazyjne 100 funtów, mógłby kupić w zupełnie innym miejscu za zupełnie inne pieniądze (czyli przynajmniej za połowę kwoty, którą wydał). Ale tego przeciętny turysta nie wie, jest przekonany, że zrobił interes życia, i że oferowana cena była naprawdę okazyjna. Straciwszy niemało pieniędzy na zakup prezentów dla całej rodziny i przyjaciół, którzy zostali w Polsce, turyści są już gotowi do drogi powrotnej nad Morze Czerwone. Kolejne siedem, a może osiem, godzin spędzą w klimatyzowanym autokarze wracając do Hurghady (lub Marsa Alam). 

Czy warto skorzystać z takiej dwudniowej wycieczki do Kairu?

Dwudniową wycieczkę do stolicy polecam:
- po pierwsze, tym, którzy już po kilku dniach wakacji są znudzeni plażą, słońcem, drinkami i hotelowymi basenami;
- po drugie, tym, którzy chcą na własne oczy ( a nie tylko w podręcznikach szkolnych, filmach, folderach, pocztówkach itd…) zobaczyć Piramidy w Gizie, Sfinksa – strażnika Piramid, czy zbiory Muzeum Starożytności (w tym kolekcję Mumii Królewskich);
- po trzecie, tym, dla których jest to pierwsze ale na pewno nie ostatnie spotkanie z Kairem, i którzy w towarzystwie opiekuna – pilota wycieczki chcą się „zaznajomić” z miastem, aby w terminie późniejszym powrócić na „własną rękę” i na dłużej (czyli skorzystać z drugiej opcji zwiedzania stolicy).

Dodam tylko, że część biur turystycznych zlokalizowanych w hotelach w kurortach nad Morzem Czerwonym oferuje również jednodniowe wycieczki do stolicy – i jeśli jest to wycieczka autokarowa ( bo bywają również takie, które do pokonania dużej odległości pomiędzy Hurghadą a Kairem wykorzystują samolot) to stanowczo odradzam. Jedynym wrażeniem jakie pozostanie nam w pamięci z takiej „eskapady” to śmiertelne zmęczenie (a i czasu na zakup pamiątek dla siebie i bliskich zabraknie).

ogrody nad Nilem
Zamalek - zielone płuca Kairu
panorama Kairu
feluka na Nilu w Kairze
A już wkrótce: Kair na własną rękę – czy to bezpieczne?

4 marca 2012

Wakacje coraz bliżej…

04 marca 2012, godzina 13:30

Jest początek marca, a więc zakładam, że większość z pracujących Czytelników bloga podjęło już decyzję o terminie swojego urlopu. Dla tych, którzy jeszcze nie zdecydowali się gdzie spędzą tegoroczne wakacje, pragnę zadedykować kilka kolejnych wpisów, w których spróbuję odpowiedzieć na pytania: czy warto wyruszyć w podróż do Egiptu i czy warto zobaczyć jego stolicę? I czy właśnie rok 2012 jest tym rokiem, w którym powinno się planować wakacje w kraju faraonów, czy może należałoby z takimi planami poczekać do czasu, kiedy sytuacja będzie stabilniejsza? W oparciu o własne doświadczenia, przeżycia i przekonania postaram się odpowiedzieć nie tylko na pytania postawione przeze mnie powyżej, ale także na wiele innych. Serdecznie zapraszam do śledzenia wpisów na blogu… w najbliższym czasie odpowiedź na pytanie: czy warto planować wakacje w Egipcie?

3 marca 2012

W wolnym czasie…

03 marca 2012, godzina 14:30

Zachęcam do zaglądania na podstrony niniejszego bloga.
„Czytam – Polecam” to subiektywne opinie o książkach, które w wolnym czasie czytam i polecam (lub odradzam) innym. Prezentowane przeze mnie publikacje dotyczą zarówno Kairu, Egiptu, jak i kultury arabskiej, islamu i całego regionu Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. „Baza” recenzji jest i będzie rozbudowywana na bieżąco…
Drugą podstroną bloga jest podstrona z linkami do stron, które mniej lub bardziej przypadkowo odnalazłam w sieci, które mnie, z różnych względów, zainteresowały, i które polecam do odwiedzenia innym… Prezentowane przeze mnie strony i serwisy internetowe dotyczą przede wszystkim Kairu, Egiptu, podróży i polityki Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej. Baza linków jest i będzie aktualizowana na bieżąco.
Zachęcam do regularnego zaglądania na obie podstrony bloga…

1 marca 2012

Wyniki wyborów

29 lutego 2012, godzina 23:00

Znana jest już data ogłoszenia wyników wyborów prezydenckich w Egipcie – pierwszych po obaleniu Hosniego Mobaraka. Jak powiedział przewodniczący Komisji Wyborczej, Farouk Sultan, ostateczne wyniki zostaną przekazane opinii publicznej 21 czerwca 2012 roku – 16 miesięcy i 10 dni po ustąpieniu byłego prezydenta. 

23 lutego 2012

Przypadkowa zbieżność terminów?

23 lutego 2012, godzina 18:00

Jak wspominałam wcześniej, proces Hosniego Mobaraka wciąż trwa. Jak podał sąd, wyrok zostanie ogłoszony na początku czerwca 2012 roku… krótko przez planowanymi wyborami prezydenckimi. Mam dziwne przeczucie, iż termin ten nie jest zupełnie przypadkowy. Mowa końcowa oskarżyciela, który domaga się kary śmierci dla byłego prezydenta Egiptu, miała miejsce na początku tego tygodnia. Mowa końcowa obrońcy jest planowana w najbliższych dniach… a wyrok zostanie ogłoszony za cztery miesiące… Bez względu na swoją treść, wyrok wzbudzi nie tylko duże zainteresowanie wśród Egipcjan, ale również skrajne emocje… I chociaż osobiście mam duże wątpliwości co do istnienia grupy zwolenników Mobaraka, obawiam się, że treść wyroku i wymiar zasądzonej kary, doprowadzą do kolejnych masowych protestów w centrum Kairu. Na Tahrir znów pojawią się demonstranci, których policja siłą zmusi do opuszczenia centralnego i najważniejszego Placu w całym mieście. Dojdzie do kolejnych walk ulicznych z udziałem sił bezpieczeństwa, na ulicach stolicy znów będą ginąć ludzie… A wszystko to krótko przed wyborami, które, podobnie jak to miało miejsce w listopadzie 2011 roku, zostaną zbojkotowane przez dużą część opozycji. Dlaczego moja intuicja podpowiada mi, że komuś na takim właśnie rozwoju sytuacji bardzo zależy? Dlaczego mam wrażenie, że termin ogłoszenia wyroku w procesie byłego prezydenta oskarżonego między innymi o współudział w zabójstwie ponad 800 demonstrantów, nie jest przypadkowy?
Mam tylko głęboką nadzieję, że moje przeczucia okażą się zawodne i pierwsze wolne wybory prezydenckie w Egipcie odbędą się bez żadnych zakłóceń - „insza Allah”.

21 lutego 2012

Proces wciąż trwa…

21 lutego 2012, godzina 14:00

Proces byłego prezydenta Hosniego Mobaraka wciąż trwa. Oskarżyciel, w swojej mowie końcowej, po raz kolejny domagał się wymierzenia najwyższej kary – kary śmierci. Przypomnę tylko, że były prezydent Egiptu oskarżony jest między innymi o użycie „żywej” amunicji przeciw protestującym na Tahrir podczas Rewolucji. W ciągu 18 dni masowych protestów, które objęły cały kraj, zginęło ponad 800 osób cywilnych. Mowa końcowa Mobaraka ma być wygłoszona jeszcze w tym tygodniu…

11 lutego 2012

Rok temu o tej porze…

11 lutego 2012, godzina 19:00

Dokładnie rok temu o tej porze w centrum Kairu świętowano… świętowano zwycięstwo narodu egipskiego nad prezydentem… świętowano zwycięstwo protestujących, którzy przez 18 dni i 18 nocy pozostawali na Placu Tahrir i domagali się ustąpienia prezydenta ze stanowiska… świętowano w centrum Kairu, świętowano w dzielnicach peryferyjnych, świętowano w całym Egipcie – w stolicy, w Aleksandrii – drugim co do wielkości mieście Egiptu, w Suezie, w Port Said, w Asjut, w Luksorze, w Asuanie, w Abu Simbel, w odległych od stolicy oazach, świętowano gdzieś pośrodku pustynnych piasków. Świętowano wszędzie, w każdym, nawet najmniejszym, zakątku kraju. Dokładnie rok temu o tej porze osiemdziesięciomilionowe społeczeństwo potomków faraonów dowiedziało się, że prezydent Hosni Mobarak ugiął się pod wpływem masowych protestów w całym kraju i zrezygnował ze stanowiska… Rok temu o tej porze nikt nie pytał o to, co będzie dalej, nikt nie myślał o tym, czy zwycięstwo jest zwycięstwem… Rok temu o tej porze świętowano… kairskie niebo rozświetlały kolorowe fajerwerki, a wszyscy mieszkańcy (około 18 milionów) wyszli na ulice, żeby uczcić swoje zwycięstwo.
Rok temu o tej porze władzę w kraju przejęła Naczelna Rada Wojskowa (SCAF) z marszałkiem Tantawim na czele. Zgodnie z konstytucją i zgodnie z zapowiedziami wojsko miało przejąć władzę na sześć miesięcy, w ciągu których powinny odbyć się wybory prezydenckie… Naczelna Rada Wojskowa miała ustabilizować sytuację w kraju, odsunąć od władzy byłych współpracowników obalonego prezydenta, wprowadzić zmiany w Konstytucji, doprowadzić do wyborów i przekazać władzę w ręce cywilnego rządu. Rok temu o tej porze w taki właśnie scenariusz wydarzeń wierzono…
Mija dokładnie rok od tamtych wydarzeń, rok od wielkiego świętowania na ulicach Kairu i pozostałych miast Egiptu, rok od obalenia prezydenta, rok od zwycięstwa.
Ale czy owe zwycięstwo okazało się zwycięstwem? Czy wojsko przeprowadziło zapowiadane zmiany? Czy sytuacja przeciętnego mieszkańca Egiptu jest lepsza niż była rok temu? Czy żądania, z którymi rok temu naród egipski wyszedł na ulice, zostały, choć w części, spełnione? Czy były prezydent Mobarak poniósł karną odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w trakcie 18 dni i 18 nocy Rewolucji? Czy byli współpracownicy byłego prezydenta zostali odsunięci od władzy? Czy odbyły się zapowiadane wybory prezydenckie, a krajem rządzi cywilny rząd?
Podobnych pytań pojawia się wiele… szkoda tylko, że na wszystkie z nich jest dzisiaj tylko jedna odpowiedź – odpowiedź, która brzmi „nie”.
Rok temu o tej porze świętowano zakończenie Rewolucji… Dzisiaj wiadomo, że Rewolucja wciąż trwa… na co dowodem są chociażby wydarzenia z lipca 2011 roku, kiedy miasteczko namiotowe powróciło na Plac Tahrir, a budynek Mogammy przez kilka dni pozostawał zamknięty; wydarzenia z początku września 2011 roku, kiedy po zakończeniu pokojowej demonstracji w centrum miasta, zaatakowano ambasadę Izraela; wydarzenia z połowy listopada 2011 roku, kiedy demonstrujący ponownie wrócili na Tahrir i kiedy po raz kolejny użyto wobec nich siły; wydarzenia z grudnia 2011 roku, kiedy na ulicach Kairu znów ginęli ludzie; wydarzenia z końca stycznia 2012 roku, kiedy po meczu piłki nożnej w Port Said doszło do krwawych zamieszek, w wyniku których zginęły 74 osoby…
Rok temu o tej porze świętowano zwycięstwo, a dzisiaj o tej porze w oczach wielu mieszkańców Kairu widać strach, niedowierzanie, obawę o dzień jutrzejszy, rezygnację, zażenowanie, smutek… ogromny smutek. Ale w oczach mieszkańców Kairu można zaobserwować coś jeszcze – energię, ukrytą siłę, chęć walki i chęć dokończenia tego, co rozpoczęło się rok, osiemnaście dni i osiemnaście nocy temu… coś, co rozpoczęło się 25 stycznia 2011 roku na Placu Tahrir w centrum stolicy… jest w tym miejscu i w tych ludziach coś jeszcze, coś, co chyba jest dzisiaj najważniejsze – to jedność, jedność narodu egipskiego.  Jedność, która sprawia, że zarówno 11 lutego 2011 roku, jak i rok później 11 lutego 2012 roku, wierzyłam i wierzę w sens Rewolucji i z całych sił trzymam kciuki za to, żeby jutro żyło się lepiej. 

3 lutego 2012

1700

03 lutego 2012, godzina 22:00

Niestety, moja intuicja mnie nie zawiodła… Piszę – niestety, bo dotyczy ona bardzo smutnych i tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w dniu dzisiejszym w Kairze. Tak jak się tego spodziewałam, w okolicy południa na Placu Tahrir w centrum miasta zebrały się setki, a właściwie tysiące Egipcjan. Swoją narastającą agresję skierowali w stronę policji i wojska, które obarczają pełną odpowiedzialnością za tragiczne wydarzenia z Port Said. Demonstranci postanowili, po raz kolejny, opanować budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych… Policja skierowała w stronę tłumu przede wszystkim gaz łzawiący i kamienie… Znów było niebezpiecznie w centrum miasta… znów ginęli ludzie (ostatniej nocy śmierć poniosło 5 osób, w tym jeden żołnierz). W starciach z siłami policyjnymi, mającymi na celu zapewnienie bezpieczeństwa w kraju, rannych zostało 1700 osób (w przeciągu ostatnich dwóch dni). Poza Kairem do zamieszek doszło także w Suezie, Aleksandrii, Port Said…

2 lutego 2012

Żałoba narodowa, demonstracje i gaz łzawiący

02 lutego 2012, godzina 19:00

Jeszcze kilka słów o wczorajszym meczu w Port Said. Wygląda na to, że winą za zamieszki, w wyniku których zginęło ponad 70 osób, należy obarczyć służby porządkowe Egiptu. To one doprowadziły do tego, że na stadion można było wejść bez biletu, można też było swobodnie wnieść na teren areny sportowej niebezpieczne przedmioty jakimi są na przykład noże. A tuż po zakończeniu, wygranego przez drużynę z Port Said, meczu otworzono barierki odgraniczające trybuny od boiska i pozwolono wtargnąć chuliganom na murawę. Ci brutalnie zaatakowali kibiców drużyny z Kairu… którzy nie mieli nawet dokąd uciekać. Jedyne wejście (a zarazem wyjście) na stadion zostało bowiem zamknięte przez policję. Aby ujść z życiem kibice drużyny gości mieli dwa wyjścia: skakać przez płot, który znajdował się około 12 metrów nad ziemią lub walczyć z napastnikami. W efekcie śmierć poniosło ponad 70 osób.
Po smutnych i tragicznych wydarzeniach w Port Said wprowadzono trzydniową żałobę narodową. I, jak się można było tego spodziewać, w czwartek doszło do kolejnych masowych demonstracji w centrum stolicy. Oburzeni zachowaniem służb mających na celu pilnowanie porządku i zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, Kairczycy wrócili na Tahrir, gdzie zorganizowali masowe demonstracje. Policja ponownie użyła gazu łzawiącego wobec protestujących, którzy próbowali dotrzeć do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W wyniku kolejnych walk na ulicach w centrum Kairu zostało rannych 120 osób, odwożonych do pobliskich szpitali na prywatnych motorach.
A jutro piątek – dzień wolny od pracy, i aż strach pomyśleć, co wydarzy się w stolicy…

1 lutego 2012

Przemoc na stadionie

01 lutego 2012, godzina 21:00

Egipt, Port Said na północy kraju, stadion… mecz piłki nożnej pomiędzy dwoma znienawidzonymi przez siebie nawzajem drużynami: Al-Masry z Port Said i Al-Ahly z Kairu. Mecz, z różnych – nie tylko sportowych – powodów, ważny dla kibiców obu drużyn. Wynik – 3:1 dla teamu z Port Said… kilka sekund po zakończeniu meczu na boisko wtargnęli kibice miejscowego klubu i zaatakowali butelkami oraz kamieniami nie tylko kibiców przeciwnej drużyny, ale również i sportowców, służby porządkowe i policję. Agresja narosła do tego stopnia, że walki przeniosły się ze stadionu na ulice Port Said… Ludzie znów walczyli na ulicach używając przeciw sobie butelek, kamieni a nawet krzeseł. Jak podają źródła ministerstwa zdrowia, w wyniku zamieszek śmierć poniosły 74 osoby, w przeważającej części kibice Al-Ahly z Kairu.
W tym samym czasie w stolicy kraju rozgrywał się inny mecz z udziałem drugiej kairskiej drużyny, który, w wyniku wydarzeń w Port Said, natychmiast został przerwany. Rozwścieczeni kibice podpalili stadion… 

Przyjaźń z kotem

01 lutego 2012, godzina 19:30

Za oknem coraz większy mróz, temperatura w całym kraju spada poniżej -10 stopni Celsjusza. Wszystko, co żywe szuka schronienia przed zimnem… Władze polskich miast, w te wyjątkowo mroźne dni, pamiętają nie tylko o bezdomnych ludziach, ale także o dziko żyjących zwierzętach. Budują prowizoryczne drewniane schronienia, stawiają w parkach i blokowiskach budy, a także dbają o zapewnienie pożywienia – pomoc ta szczególnie dotyczy bezdomnych kotów. W jednym z większych miast Polski, władze zaapelowały, aby lokatorzy i dozorcy bloków pozostawili otwarte okna od piwnic i dały schronienie zwierzętom. Niestety, nie wszyscy do apelu się przyłączyli. Jedna ze stacji telewizyjnych wyemitowała materiał, w którym jeden z mieszkańców uznał, że woli mieć w piwnicy 100 szczurów niż 100 kotów i okien absolutnie nie otworzy. Szkoda tylko, że ów mężczyzna nie miał odwagi pokazać swojej twarzy publicznie. Wniosek mam tylko jeden – proponuję na czas zimowych mrozów zarekwirować mieszkanie tego pana i przeprowadzić go do… piwnicy. A mieszkanie przekazać organizacjom, które na co dzień pomagają zwierzętom. W końcu, jak powiedziała jedna z kobiet występujących w tym samym materiale filmowym „o kulturze narodu świadczy jego stosunek do zwierząt”. I ja się z tą tezą w pełni zgadzam…
Dodam tylko, że jeśli miarą poziomu naszej kultury jest troska o czworonożnych przyjaciół, to jesteśmy bardzo daleko za Egipcjanami. W Kairze kot jest prawie święty… i może mieszkać wszędzie tam, gdzie ma na to ochotę. Jedzenie, troskę i miłość dostanie dosłownie wszędzie… na ulicy, w parku, a nawet w kamienicy w samym centrum miasta… naprawdę wszędzie. W kamienicy, w której spędziłam prawie rok mieszkało na stałe około 10 „mruczków”. Nie było dnia, żebym korzystając z klatki schodowej, nie spotkała przynajmniej jednego… i nikt nigdy ich stamtąd nie wyganiał. Stanowiły jakby stały element wyposażenia naszej kamienicy i mieszkały tam na tych samych zasadach co i my ( a może nawet i lepszych, bo przecież nie musiały płacić za mieszkanie, za media, jedzenie też dostawały od lokatorów - sąsiadów za darmo).
Na koniec mam dobrą radę dla wszystkich bezpańskich kotów w Polsce – proszę jak najszybciej zebrać rodzinę i przyjaciół, wynająć samolot i przeprowadzić się do Kairu ( bo tam jakby kultura jest wyższa). 

czas na relaks - kamienica w centrum miasta

spacerujący nad Nilem kot

Czas decyzji

01 lutego 2012, godzina 18:00

Początek lutego to szczytowy moment działalności biur podróży i agentów turystycznych. Zniżki dla dzieci, rabaty cenowe, oferty first minute to tylko niektóre promocje, którymi kuszą nas ci, którym wydaje się, że doskonale wiedzą jak, kiedy i gdzie zorganizować nam wymarzony urlop. Tunezja, Turcja, Egipt to miejsca dla tych z mniej zasobnymi portfelami, safari w Tanzanii, Kenii a może wyprawa dookoła świata to już oferty dla bogatszych turystów. Ja jednak chciałabym skupić się na wakacjach w Egipcie.
Jak już wielokrotnie wspominałam, podstawowym źródłem dochodu Egipcjan jest turystyka, a ta już od roku dość mocno kuleje. W roku 2011 ruch turystyczny w tym kraju spadł o 33% w stosunku do roku poprzedniego, a co za tym idzie pogorszyła się sytuacja finansowa całego państwa. Czy jednak słusznie turyści omijają Egipt szerokim łukiem wybierając za cel swoich wymarzonych wakacji chociażby Turcję? Czy uzasadniony jest strach przed wakacjami nad Morzem Czerwonym?
Nie będę ukrywać, że sytuacja w Egipcie wciąż jest niestabilna i wciąż dochodzi do masowych demonstracji na ulicach stolicy. Jednak z pełną odpowiedzialnością pragnę zapewnić, że można całkiem bezpiecznie i swobodnie poruszać się po ulicach Kairu: można swobodnie zwiedzać Muzeum Starożytności, Piramidy w Gizie, Cytadelę, można swobodnie spacerować nad Nilem. Można także, bez żadnych obaw, korzystać z taksówek, minibusów, można również zaufać własnym nogom i poruszać się po stolicy pieszo (pod warunkiem, że mamy do pokonania niewielkie odległości). Jedyna rada, jaką pragnę dać wszystkim tym, którzy chcą spędzić kilka (albo kilkanaście) dni w stolicy jest taka, żeby nie planowali zwiedzania Muzeum Egipskiego czy spacerów po Placu Tahrir w piątek. Poza tym, można się poruszać po Kairze swobodnie i bez żadnych obaw.
Tym turystom, którzy zamiast spędzać urlop w osiemnastomilionowej metropolii pragną korzystać z kąpieli słonecznych na plażach Morza Czerwonego, polecam wakacje w Marsa Alam, na południu kraju.  Miejsce chyba wymarzone… zdecydowanie mniej popularne niż Hurghada (której, z oczywistych powodów, nie polecam w ogóle – niewtajemniczeni znajdą rozwiązanie zagadki we wpisie „Darling I lowe ju”), a przez to bardziej egzotyczne i bardziej egipskie.
Żeby nie być posądzoną o niesumienność, nieprawdziwość lub zatajanie faktów, odradzam wszelkie wyjazdy (zarówno 14- jak i 1- dniowe) na Półwysep Synaj. Wciąż napięta sytuacja z Izraelem oraz rosnące niezadowolenie z sytuacji w kraju wśród ludności beduińskiej powodują, że okolice Sharm el Sheikh, Dahab czy klasztoru świętej Katarzyny mogą (ale mnie muszą!) okazać się niebezpieczne. Nie oznacza to jednak, że planując wakacje w roku 2012 musimy, już na samym początku, wymazać z mapy świata Egipt.  

31 stycznia 2012

Hosni Mobarak zabiera głos

30 stycznia 2012, godzina 22:00

Proces Hosniego Mobaraka wciąż trwa i trudno przewidzieć kiedy i jakim wyrokiem się zakończy. Na ławie oskarżonych zasiadają również obaj synowie byłego prezydenta: Alee i Gamal, obaj z zarzutami korupcji. Tymczasem dyktator, za pośrednictwem żony, zwrócił się do przywódców państw arabskich i europejskich o pomoc. Prosi o to, aby prezydenci między innymi Arabii Saudyjskiej, Francji, Niemiec, Włoch wywarli wpływ na nowo wybrany parlament egipski i nie zastosowali kary śmierci wobec dyktatora oraz, żeby pomogli jego rodzinie bezpiecznie opuścić kraj.
Nie od wczoraj wiadomo, że Bractwo Muzułmańskie, zdelegalizowane przez byłego prezydenta, stoi w silnej opozycji do Mobaraka. Wygląda więc na to, że teraz kiedy partie islamistyczne wygrały wybory parlamentarne, zaczął się on na poważnie martwić o życie swoje i swoich najbliższych. Szkoda tylko, że podczas osiemnastu dni Rewolucji nie myślał o życiu tych, których był przedstawicielem. Dla przypomnienia powiem tylko, że podczas Rewolucji na ulicach Kairu i całego Egiptu śmierć poniosło ponad 800 osób. 

26 stycznia 2012

„Droga na Tahrir” – album z Rewolucji już w sprzedaży

25 stycznia 2012, godzina 22:00

„Droga na Tahrir - rewolucja w centrum Kairu” - fotoalbum autorstwa Marthy Lou jest już w sprzedaży!
Fotoalbum prezentuje historię ulicy położonej w dzielnicy rządowej; w bliskim sąsiedztwie Placu Tahrir oraz budynków Ministerstwa Podatkowego i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ulica ta całkowicie zmieniła swoje oblicze na 18 długich dni i nocy.
Fotoalbum ma 74 strony i zawiera ponad 200 kolorowych fotografii z samego serca Rewolucji. Obecnie w sprzedaży dostępna jest wersja anglojęzyczna. 


zobacz darmowy fragment...


przejdź na stronę księgarni internetowej

25 stycznia 2012

Tysiące Egipcjan na Placu Tahrir

25 stycznia 2012, godzina 14:00

Od rozpoczęcia Rewolucji w Egipcie, która doprowadziła do obalenia prezydenta Hosniego Mobaraka, mija rok… Na Placu Tahrir w centrum Kairu znów zbierają się Egipcjanie i trudno powiedzieć, czy wynika to z chęci świętowania wydarzeń sprzed roku, czy też jest to kolejny etap Rewolucji. Bo przecież, pomimo zakończonych wyborów i pomimo zaprzysiężenia nowego parlamentu, nic się w tym kraju nie zmieniło… a przynajmniej nie zmieniło się na lepsze. Bezrobocie wciąż rośnie, przeciętna pensja jest dużo niższa niż jeszcze rok temu, a turyści omijają Egipt szerokim łukiem. Pomimo przeprowadzonych wyborów władzę w kraju wciąż trzyma armia, z marszałkiem Tantawim na czele… nic się nie zmieniło. Z postulatów, z którymi Egipcjanie tak licznie przyszli na Plac Tahrir rok temu, udało się zrealizować tylko jeden – odsunięto Hosniego Mobaraka od władzy. Poza tym, nic…
Dzisiaj mija rok od tamtych wydarzeń, rok od rozpoczęcia masowych demonstracji… i nie wiem, czy tysiące Egipcjan zebrane na Placu Tahrir świętują swoje „zwycięstwo” (mam na myśli rezygnację Mobaraka ze stanowiska i, w porównaniu z Libią czy Syrią, bezkrwawy przebieg Rewolucji, chociaż nie zapominam o ofiarach tamtych wydarzeń), czy też może rozpoczynają kolejną Rewolucję po Rewolucji. Postulaty wciąż są aktualne, a wydaje się, że Rewolucja jeszcze nie została zakończona. 

19 stycznia 2012

Wybory, wybory i jeszcze raz wybory…

15 stycznia 2012, godzina 18:00

Według oficjalnych wyników wybory parlamentarne w Egipcie wygrali islamiści zdobywając łącznie ponad 60% głosów. Kolejnym etapem zmian będzie wyłonienie izby wyższej, która w pierwszej kolejności zajmie się zmianami w konstytucji.
A pod koniec czerwca (lub też na początku lipca 2012 roku), po szesnastu miesiącach od obalenia prezydenta Hosniego Mobaraka, odbędą się wybory prezydenckie. Jeszcze do wczoraj najpoważniejszym kandydatem opozycji był Mohamed El Baradei, ale jak podają media arabskie, zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydenta. Powodem, dla którego się wycofał jest obecna sytuacja w kraju oraz sposób rządzenia przez Naczelną Radę Wojskową.
Oficjalnie, rejestracja kandydatów na urząd prezydenta rozpocznie się w połowie kwietnia. 

16 stycznia 2012

O czym tęsknię?

13 stycznia 2012, godzina 12:30

(w tytule nie ma błędu – użyłam zwrotu „o czym” zamiast „za czym”, bo uznałam, że tak jest bardziej poetycko…)

Odkąd jestem w Polsce pracuję w domu w godzinach, które sama uznaję za najdogodniejsze i najbardziej efektywne, i zazwyczaj są to godziny późno wieczorne. Także dni wolne od pracy (czyli tak zwany weekend) wybieram wówczas, kiedy uznaję to za stosowne, a więc najczęściej są to piątek i niedziela (dla wytłumaczenia, gdzie jest logika w rozdzielaniu weekendu dniem pracującym powiem tylko, że w takim systemie pracowałam będąc w Kairze i w tej chwili jest to raczej kwestia przyzwyczajenia niż logiki. Jak powszechnie wiadomo w społeczeństwach muzułmańskich dniem wolnym od pracy jest zawsze piątek - wyjątek stanowi Tunezja, gdzie weekend „przypada” w sobotę i niedzielę; a ponieważ jestem chrześcijanką, staram się również nie pracować w niedziele.)

I tak nadszedł kolejny piątek… wyglądam przez okno – wbrew moim wcześniejszy wpisom, zima chyba na dobre zawitała do mojego miasta, i to taka prawdziwa polska zima, a nie ta, jaka panuje w Kairze. Za oknem robi się z każdym dniem coraz chłodniej, zapowiadają nawet dość obfite opady śniegu…brrrrr… nawet nie mam co marzyć o przyjemnym spacerze, gdyż wyjątkowo nie lubię mrozów, już taki ze mnie „ciepluch”. O słonecznych promieniach też nie mam co marzyć… w końcu jestem w Polsce a tu, w odróżnieniu od stolicy Egiptu, słońce nie świeci przez cały okrągły rok. Odchodzę od okna… postanawiam sprawdzić, co proponują stacje telewizyjne… wciąż to samo – katastrofa smoleńska, kłótnie polityków, zarzuty wobec rządzących, spór w prokuraturze, itd… wciskam mój ulubiony, czerwony guzik na pilocie od telewizora i z kubkiem świeżo zaparzonej kawy zasiadam na kanapie. Nawet kawa w Polsce smakuje inaczej… spoglądam na zegarek – jest samo południe… samo południe w piątek. Zamykam oczy… w jednej chwili pokonuję 3000 kilometrów i znów jestem w Kairze, w moim Kairze.
Z kubkiem kawy siedzę na hotelowym tarasie w centrum miasta i słyszę śpiewny głos muezina. Wszystkie sklepy są już zamknięte, a mieszkańcy z kolorowymi dywanikami pod pachami spieszą do najbliższego meczetu. Przez najbliższe pół godziny z głośników zamontowanych na kamienicach, słupach, latarniach, będę słyszeć piątkową modlitwę… i chociaż nie rozumiem ani słowa, i chociaż jestem chrześcijanką, bardzo lubię czas piątkowej modlitwy. Jest w tym jakaś  niepowtarzalna magia…
A wieczorem wszystkie kawiarnie i restauracje zapełnią się uśmiechniętymi Egipcjanami, którzy weekendy spędzają w gronie swoich rodzin i przyjaciół… miasto znów będzie tętnić życiem…
Z marzeń wyrywa mnie dźwięk telefonu… - ankieterka. Już chciałam powiedzieć tej natrętnej dziewczynie, że przynajmniej w weekend mogliby człowiekowi pozwolić odpocząć, ale na szczęście w ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że jestem w Polsce i do weekendu wciąż pozostał jeden dzień. Odpowiadam na kilka pytań i wracam do zimnej już kawy… rozglądam się wokół – nie ma ani hotelowego tarasu, ani głosu muezina, ani modlących się na ulicy mężczyzn, ani tym bardziej egipskiego słońca i kairskiej zimy… wszystko to, pozostało 3000 kilometrów za mną i wciąż nie wiem, kiedy będę mogła do tego powrócić… Na razie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko od czasu do czasu potęsknić za stolicą kraju faraonów…

13 stycznia 2012

Szanowny Czytelniku

Konkurs „Blog Roku 2011” przeszedł na wyższy poziom, co oznacza, że rozpoczęło się głosowanie Internautów. I w tym miejscu chciałabym się zwrócić właśnie do Ciebie, Szanowny Czytelniku… jeśli jesteś stałym bywalcem niniejszego bloga, obserwatorem kolejnych losów moich i mojego Kairu, jeżeli uważasz, że wpisy nie są tylko „pustą paplaniną” zwyczajnej blondynki w okolicach trzydziestki, i jeśli Twoim zdaniem dalsze prowadzenie bloga ma jakikolwiek sens, proszę weź do ręki telefon komórkowy , zainwestuj złotówkę bez VAT-u (1,23zł z VAT-em) i jako potwierdzenie, że nadal masz ochotę śledzić moje losy,  wyślij SMS-a o treści D00014 na numer 7122. Za każdy oddany głos serdecznie dziękuję. 

Zmiana klimatu

06 stycznia 2012, godzina 20:00

Doszłam do wniosku, ze ocieplenie klimatu to jednak nie jest jakaś fanaberia naukowców, ale potwierdzony przeze mnie empirycznie fakt nie do podważenia. Zazwyczaj o tej porze roku tonę w śniegu po kostki (co najmniej, bo pamiętam i zimy, kiedy śniegu było do kolan), a uszy, nos, szyję i ręce muszę szczelnie owijać szalikami, czapkami i rękawiczkami, co wcale nie oznacza, że przy dłuższym pobycie poza domem, nie marznę. Tak było zazwyczaj, do tej pory… poza zimą, która miała miejsce w roku ubiegłym. Ale wtedy byłam w Afryce i zima wyglądała zupełnie inaczej. Jak? A mianowicie prawie tak, jak wygląda zima w tym roku w Polsce – przynajmniej w mieście, w którym aktualnie przebywam i jak do tej pory. Bo przecież nie wiadomo, co wydarzy się za dni kilka… być może nagle spadnie metr śniegu, który przekona mnie do pozostania w ciepłym mieszkanku. Temperatura, podobnie jak podczas tradycyjnej kairskiej zimy, nie spada poniżej zera – a nawet utrzymuje się kilka stopni powyżej, a śniegu oczywiście brak. Gdyby nie fakt, że dość często pada deszcz pomyślałabym, że wciąż jestem w Kairze, a nie w Polsce. Ale i tam, w północno afrykańskiej metropolii zauważalne jest ocieplenie klimatu, bo temperatura wciąż przekracza 10 stopni Celsjusza (chociaż w Egipcie zima jest jak najbardziej na półmetku). I może właśnie to moje codzienne sprawdzanie prognozy pogody dla Kairu, sprawia, że mimo wyjątkowo łagodnej zimy w Polsce i tak jest mi żal, że jestem tu, a nie tam…

6 stycznia 2012

Mobarak przed sądem

05 stycznia 2012, godzina 16:00

Trwa wznowiony kilka dni temu proces byłego prezydenta Egiptu Hosniego Mobaraka. Od wczoraj głos należy do prokuratora, który oskarża Mobaraka między innymi o zabójstwo ponad 800 demonstrantów podczas Rewolucji zimą 2011 roku i domaga się dla byłego przywódcy kary śmierci poprzez powieszenie.
Zgodnie za postanowieniem sąd z września ubiegłego roku, do czasu zakończenia procesu rozprawy sądowe nie będą transmitowane przez żadną stację telewizyjną.

5 stycznia 2012

Ostatnia tura wyborów parlamentarnych

04 stycznia 2012, godzina 20:00

Zakończyła się ostatnia, trzecia, tura wyborów parlamentarnych rozpoczętych pod koniec listopada 2011 roku między innymi w Kairze i w Aleksandrii. Wszystko wskazuje na to, że wybory wygrała partia założona przez Bractwo Muzułmańskie (zdobyła około 35% głosów), a dwie kolejne partie islamistyczne zebrały łącznie około 30% głosów. Na oficjalne wyniki trzeba jednak jeszcze poczekać…
Co się zmieni dla Kairu i dla całego Egiptu po wyborach? W tej chwili trudno powiedzieć, możliwości jest kilka, a wśród nich ta, która zakłada powrót do źródeł islamu, zwiększenie wpływu religii na życie codzienne nie tylko Egipcjan, ale również turystów, a także wprowadzenie Szariatu. I w tym miejscu musiałabym wyjaśnić, czym jest Szariat?
W największym skrócie można by powiedzieć, że Szariat to prawo koraniczne – zbiór przepisów prawa opartych na Koranie – świętej księdze islamu oraz na hadisach, czyli wypowiedziach proroka Mahometa. Szariat reguluje wszystkie zachowania muzułmanina i jest źródłem wszelkiego prawa. W społeczeństwach muzułmańskich prawo tworzone przez ludzi musi być zgodne z Koranem, a więc z Szariatem.
I o ile w państwach takich jak Iran szariat jest jedynym obowiązującym regulatorem życia, o tyle w Egipcie obowiązujące przepisy prawne w dużym stopniu oparte są na Kodeksie Napoleona. Szariat widoczny jest wyłącznie w prawie rodzinnym, który nakazuje między innymi, aby dzieci dziedziczyły religię po swoim ojcu – muzułmaninie (związek małżeński muzułmanki z wyznawcą innej religii jest surowo zabroniony; a w przypadku związku małżeńskiego muzułmanina z chrześcijanką czy Żydówką, dzieci zawsze pozostaną muzułmanami). Prawo rodzinne Egiptu oparte na Szariacie reguluje również kwestie związane z zaręczynami, ślubem, rozwodem, opieką nad dziećmi w przypadku rozwodu oraz dziedziczeniem.
Czy już wkrótce szariat stanie się w Egipcie prawem obowiązującym we wszystkich sferach życia jak tego chcą członkowie Bractwa Muzułmańskiego? 

1 stycznia 2012

Życzenia noworoczne

01 stycznia 2012

Wszystkim Czytelnikom bloga pragnę życzyć
zdrowia, szczęścia, codziennej radości oraz spełnienia marzeń
w Nowym 2012 Roku. 


Rewolucja, Tahrir i Bractwo Muzułmańskie, czyli rok 2011 w Kairze

31 grudnia 2011, godzina 20:00

Niewątpliwie rok 2011 był rokiem zaskakującym, ważnym, przełomowym i historycznym dla Kairu i całego Egiptu. Głos decydujący w sprawach kraju miał naród egipski, który w wyniku masowych demonstracji (na przełomie stycznia i lutego 2011 roku) doprowadził do obalenia prezydenta. Władzę przejęła Najwyższa Rada Wojskowa, która zapowiedziała zmiany w konstytucji oraz wolne wybory parlamentarne i prezydenckie. Rozpoczął się czas oczekiwania na wprowadzenie zmian, o które walczono na Placu Tahrir w Kairze… okres przejściowy, kiedy to krajem rządzi armia miał trwać, zgodnie z obietnicami marszałka Tantawiego, sześć miesięcy, a więc mniej więcej do początku września. Społeczeństwo egipskie musiało w tym czasie walczyć z coraz wyższym bezrobociem, z upadkiem turystyki, a co za tym idzie z brakiem przypływu gotówki zza granicy, z podwyżką cen na artykuły spożywcze… wierzono jednak, że taki stan rzeczy to tylko sześciomiesięczny okres przejściowy, wstęp do budowania „prawdziwej demokracji”. Ale minęło dziewięć miesięcy i nic się nie zmieniło; wojsko nadal trzymało w swoich rękach pełnię władzy, zmian nie było widać, a życie stawało się coraz trudniejsze. Dla wielu Egipcjan życie codzienne stało się po prostu walką o przetrwanie. Musiało to doprowadzić do „wybuchu”… tym bardziej, że Egipcjanie wiedzieli już, że jako naród dysponują ogromną siłą i potrafią, w sposób pokojowy, wywalczyć to, co dla nich najważniejsze. W połowie listopada rozpoczęła się rewolucja po rewolucji… na Plac Tahrir w centrum miasta powrócili niezadowoleni i domagający się zmian demonstranci…a wojsko, policja i służby specjalne użyły siły do tłumienia wszelkich protestów… Na ulicach Kairu, Aleksandrii i mniejszych miast Egiptu po raz kolejny w tym roku ginęli ludzie…
W końcu listopada rozpoczęły się wolne wybory do parlamentu, których triumfatorem okazała się partia polityczna założona wiosną przez Bractwo Muzułmańskie. Egipcjanie powierzyli swoją przyszłość islamistom; ugrupowaniu, które za rządów Hosniego Mobaraka było nielegalne i pozostawało w podziemiu.
Na wybory prezydenckie trzeba jeszcze poczekać pół roku.

30 grudnia 2011

Sprawiedliwość dla Mobaraka

30 grudnia 2011, godzina 20:00

Zgodnie z zapowiedziami wznowiono proces sądowy byłego prezydenta Egiptu. Hosni Mobarak oskarżany jest o wydanie rozkazu użycia siły wobec demonstrantów podczas zimowej Rewolucji, w wyniku której ponad 800 osób straciło życie. Ponadto Mobarakowi postawiono zarzut korupcji oraz zarzut sprzedaży gazu do Izraela po mocno zaniżonej cenie. W przeciwieństwie do wcześniejszych rozpraw sądowych, ta z końca grudnia nie wzbudza już tak dużego zainteresowania wśród Egipcjan. O procesie byłego prezydenta rozmawia się coraz mniej i coraz rzadziej. Powodów braku zainteresowania procesem jest kilka – przede wszystkim mało kto wierzy dzisiaj w sprawiedliwy wyrok. Poza tym trudno jest jednoznacznie ocenić prezydenturę Mobaraka i wydać wyrok: winny, czy niewinny; a jeżeli winny to na jaki wyrok zasługuje? Dla rodzin ofiar Rewolucji, które w starciach z policją i wojskiem straciły swoich synów, mężów, ojców… wyrok może być tylko jeden – winny i skazany na karę śmierci. Nie wiem tylko, czy ten 83-letni mężczyzna naprawdę zasługuje na taki wyrok… głębsze rozważania nad osobą prezydenta Hosniego Mobaraka pojawią się już wkrótce. Na razie ograniczę się wyłącznie do tego, co napisałam powyżej.
Innym powodem, dla którego Egipcjanie stracili zainteresowanie procesem sądowym byłego prezydenta jest coraz trudniejsze życie codzienne oraz brak zmian w kraju, o które walczono przez 18 długich dni i nocy. Pełnię władzy w Egipcie wciąż trzyma w swoich rękach wojsko, a wybory parlamentarne rozpoczęły się tu zaledwie miesiąc temu i potrwają do kwietnia 2012 roku. Sytuacja w kraju jest bardzo niestabilna, kasy państwowe świecą pustkami, wzrasta bezrobocie, turyści wciąż omijają Egipt… Myślę, że taki stan rzeczy sprawia, że proces byłego prezydenta przestał być dzisiaj priorytetem. Bez względu na to kiedy zapadnie wyrok i jaką będzie miał treść, życie codzienne Egipcjan nie ulegnie nagłej poprawie…  a przecież właśnie o tę poprawę walczono dziesięć miesięcy temu.

28 grudnia 2011

Rewolucja w Kairze - promocja dla Czytelników bloga

28 grudnia 2011, godzina 21:30

Tylko do 05 stycznia 2012 roku trwa specjalna promocja cenowa ebooka o Rewolucji w Kairze autorstwa Marthy Lou. Ebook jest chronologicznym zapisem wydarzeń jakie rozegrały się na jednej z ulic w centrum miasta pomiędzy 25 stycznia a 11 lutego 2011 roku. 

Dla Czytelników niniejszego bloga została przygotowana specjalna cena promocyjna - 3.99$.
Ebook dostępny jest w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. Aby skorzystać z promocji należy podczas zakupu ebooka podać specjalny kod promocyjny: 

Serdecznie polecam!!!

24 grudnia 2011

Życzenia

24 grudnia 2011, godzina 14:30

Wszystkim Czytelnikom pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia - Zdrowych, Radosnych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

18 grudnia 2011

Magia świąt Bożego Narodzenia w Kairze



Jest niedziela, 18 grudnia, co oznacza, że już za niecały tydzień rozpoczną się święta Bożego Narodzenia. Rok temu o tej porze zaczynałam się przygotowywać do przyjazdu do Polski, co wyglądało mniej więcej tak, że przez pół dnia zaglądałam do szafy i zastanawiałam się, co powinnam ze sobą zebrać, a co mogę zostawić w Kairze. Potem przez kolejne pół dnia włóczyłam się ze znajomymi nad Nilem, a kiedy wracałam późnym wieczorem do hotelu, siadałam z kubkiem gorącej kawy na tarasie i zagłębiałam się we wszelkiego rodzaju rozmyślaniach. W efekcie końcowym spakowałam walizkę w dniu wyjazdu z Kairu, bo jakoś afrykańskie pojęcie czasu wzięło górę nad moją europejską dokładnością, punktualnością i byciem zawsze „przed czasem”. Potem spędziłam sporo godzin na lotniskach: w Kairze i w Warszawie, bo z powodu mroźnej zimy samoloty albo się spóźniały, albo psuły... po kilkunastogodzinnej podróży wreszcie dotarłam do rodzinnego Poznania. Pomimo zmęczenia, miałam w sobie ogromnie dużo energii i bardzo cieszyłam się świętami Bożego Narodzenia, których w Kairze jakby nie ma, a jednak są... i nie tylko są, ale mam wrażenie, że jakoś bardziej cieszą. Jak to jest możliwe w społeczeństwie, w którym aż 90% mieszkańców to muzułmanie? Już wyjaśniam...

Jak powszechnie wiadomo święta Bożego Narodzenia są tradycją chrześcijańską i na próżno można by ich szukać w judaizmie, czy islamie. W Egipcie, okres od 24 do 26 grudnia zasadniczo nie różni się niczym szczególnym od pozostałych dni w roku - są to normalne dni pracujące (chyba, że akurat w któryś z tych dni przypada piątek). A jednak jest coś, co sprawia, że o świętach Bożego Narodzenia zapomnieć nie można. Na kilka dni (podkreślam - kilka dni) przed rozpoczęciem świąt w większości hoteli, restauracji, kawiarni pojawiają się plastikowe drzewka bożonarodzeniowe, przystrojone kolorowymi bombkami, światełkami, łańcuchami... są też kolorowe bombki zawieszone nad stolikami w kawiarniach, czy w hotelowych recepcjach. Ma to oczywiście związek z faktem, iż Kair jest miastem turystycznym i wszystko jest przygotowywane dla podróżnych, którzy postanowili koniec roku spędzić właśnie w stolicy kraju faraonów. I właśnie fakt, że wszystkie świąteczne ozdoby pojawiają się zaledwie na kilka dni przed Wigilią Bożego Narodzenia sprawia, że te święta nabierają właściwego sensu. Nikt w Kairze nie biega od sklepu do sklepu w poszukiwaniu prezentów (tam nigdy nie biega się po sklepach - i znów pojawia mi się afrykańskie pojęcie czasu), nikt nie spędza całego tygodnia w kuchni na przygotowaniach świątecznych potraw, i przede wszystkim nikt nie zaczyna myśleć o nadchodzących świętach jak tylko minie święto zmarłych. A w Polsce mam wrażenie, że Święta Bożego Narodzenia rozpoczynają się jak tylko ze sklepowych półek znikną znicze i chryzantemy, i trwają nieprzerwanie półtora miesiąca, co sprawia, że te właściwe dni świąteczne różnią się od pozostałych w tym terminie tylko tym, że są dniami wolnymi od pracy. Pogłębiająca się komercjalizacja świąt Bożego Narodzenia sprawia, że tak naprawdę przestajemy dostrzegać święta, gubimy ich właściwy sens, ograniczając się do biegania po sklepach, kosmetyczkach, salonach fryzjerskich i hipermarketach. A potem zasiadamy do wigilijnego stołu tak zmęczeni, że właściwie tracimy ochotę na świętowanie i najchętniej zaszylibyśmy się we własnym mieszkaniu z książką w jednej i herbatą w drugiej ręce. A tu trzeba jeszcze odwiedzić rodzinę bliższą i dalszą, spotkać się z przyjaciółmi, cieszyć się z otrzymanych prezentów i z entuzjazmem skosztować wszystkich potraw specjalnie przygotowanych na tę okazję przez babcię, teściową, synową, kuzynkę... itd... no i jeszcze przy tym wszystkim trzeba olśniewająco wyglądać, mieć specjalnie na tę okazję kupioną garsonkę albo nową sukienkę i nienaganny makijaż... i jak to wszystko pogodzić z magią i prawdziwym sensem świąt Bożego Narodzenia?!

Przyznam szczerze, że rozwiązanie jakie „wybrałam” w zeszłym roku pozwoliło mi naprawdę cieszyć się świętami... i trwały one w moim życiu zaledwie tydzień, a nie półtora miesiąca. Ale z pewnością zdążyłam je zauważyć... w gronie bliskich i przyjaciół. 

17 grudnia 2011

Stracona nadzieja

17 grudnia 2011, godzina 13:15

Jeszcze wczoraj wieczorem miałam nadzieję, że kolejny piątek minął w Kairze spokojnie i bez żadnych nieprzewidzianych wydarzeń. Ale niestety, mocno się pomyliłam. Już w nocy dotarła do mnie informacja, że w centrum miasta wcale spokojnie nie było. Zwolennicy natychmiastowego przekazania władzy w ręce cywilnego rządu znów pojawili się na Placu Tahrir i właśnie wczoraj starli się z wojskiem.  W wyniku użycia siły przez żołnierzy na ulicach stolicy zginęło wczoraj dziewięć osób, a ponad trzysta pięćdziesiąt zostało rannych. Ponadto nad centrum Kairu znów pojawił się czarny dym - wojsko podpaliło bowiem namioty należące do protestujących, które wciąż „zdobiły” Tahrir. I po raz kolejny w tym roku centrum Kairu stało się miejscem walk ulicznych, i po raz kolejny było niebezpiecznie.
Jak długo jeszcze to potrwa?

Wakacje „halal”, czyli pomysł partii islamistycznych

15 grudnia 2011, godzina 15:30

Właśnie dotarły do mnie najnowsze wiadomości ze świata polityki Egiptu. Partie islamistyczne, które w wyborach parlamentarnych uzyskały ponad 60% głosów, zastanawiają się nad wakacjami „po europejsku” w nadmorskich kurortach. Ogólnie wiadomo jak takie wakacje wyglądają i dla przeciętnego przedstawiciela kultury Zachodu, nie ma w tym nic ani nadzwyczajnego, ani tym bardziej gorszącego. A myślę tutaj, za przedstawicielami partii islamistycznych, o skąpych bikini na plaży, o kolorowych drinkach w nadmorskich barach, czy też o dzieleniu jednego hotelowego pokoju przez pary nie będące małżeństwem. I chociaż dla Europejczyka wszystko, co wymieniłam powyżej jest całkiem normalne i powszechne, w religii islamu jest jednak zabronione. I tak partie Al Nour (skrajnie islamistyczna) oraz Wolność i Sprawiedliwość (założona przez Bractwo Muzułmańskie) wpadły na pomysł zakazania wszystkiego, co jest niezgodne z zasadami islamu. Z jednej strony jest to swoisty zamach na turystykę, która jest podstawowym źródłem dochodu dla Egiptu. Bo przecież w dobie demokracji i szerokiej wolności, nikt nie lubi, żeby go ograniczano - a już na pewno nie podczas wakacji. To właśnie podczas wakacji, kiedy człowiek pozostaje poza zasięgiem wzroku rodziny, przyjaciół czy znajomych z pracy, często gubi jakieś własne granice, traci kontrolę i zachowuje się w sposób, w jaki nawet nie podejrzewał, że mógłby się zachowywać. I tak „szara myszka” pracująca na co dzień w urzędzie państwowym, na wakacjach zamienia się w „zdobywczynię” męskich serc, które po jednym dniu łamie poszukując kolejnego obiektu zachwytów ( i nie mówię, że wszyscy zachowują się na wakacjach w taki właśnie sposób, ale z różnych badań wynika, że jest to dość powszechne zjawisko). Tak więc ograniczenia, o jakich myślą partie islamistyczne w Egipcie spowodują, że turyści zamiast odpoczywać nad Morzem Czerwonym, wakacje będą spędzać w kurortach tunezyjskich, tureckich, czy bułgarskich... A brak turystów oznacza dla Egiptu tylko jedno - brak pieniędzy i pogarszającą się sytuację finansową całego państwa.
Z drugiej jednak strony tak sobie myślę, że wprowadzenie powyższych ograniczeń spowoduje, iż Egipt przestanie być miejscem dokąd jedzie się na tak zwane „seks wakacje”, co z kolei doprowadzi do tego, że za 5 - 10 lat Egipcjanie przestaną identyfikować Polkę z prostytutką, a ja osobiście będę mogła przestać się wstydzić własnego pochodzenia.
Może gdyby tak ograniczyć spacerowanie w skąpych przykrótkich spódniczkach po ulicach Hurghady i zabronić spożywania alkoholu, to może do Egiptu turyści zaczęliby jeździć ze względu na Piramidy, Luksor, Asuan, Abu Simbel, Aleksandrię... czyli wszystko to, co w Egipcie najciekawsze...
Gdybym jednak na pytanie, czy warto wprowadzać jakiekolwiek ograniczenia dla zachodnich turystów, miała odpowiedzieć jednoznacznie, to dzisiaj powiedziałabym stanowcze „nie”. I to nie dlatego, że biegam po plaży w bikini, które zasłania mniej niż więcej z kolorowym drinkiem w ręce, ale dlatego, że moim marzeniem jest, aby Egipcjanie nie byli zmuszeni do przeżycia za dwa dolary dziennie i dlatego, że nie chciałabym, aby z powodu szerzącej się biedy musieli wyjeżdżać z własnego kraju.

* „halal” w języku arabskim znaczy dozwolone, w przeciwieństwie do „haram” - czyli zabronione (w odniesieniu do Koranu, oczywiście)

16 grudnia 2011

„Rewolucja w Kairze, godzina za godziną” - polecam!!!

12 grudnia 2011, godzina  23:00

Dziesięć miesięcy po obaleniu prezydenta Hosniego Mobaraka w sprzedaży internetowej pojawiła się publikacja autorstwa Marthy Lou - „Rewolucja w Kairze (godzina za godziną)”. Jest to chronologiczny zapis wydarzeń, jakie rozegrały się na ulicy Mohameda Mahmouda, która łączy Plac Tahrir z budynkiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ulica ta stała się główną areną walk ulicznych pomiędzy demonstrantami a policją i całkowicie zmieniła swoje oblicze na 18 długich dni i nocy.
Publikacja dostępna jest jako ebook w językach: polskim i angielskim.
Jest także dostępna jako tradycyjna publikacja książkowa zawierająca kolorowe fotografie z centrum Rewolucji, również w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

Polecam na długi zimowy wieczór, lub jako prezent pod choinkę.

Zobacz darmowy fragment książki:


15 grudnia 2011

Kryzys finansowy Egiptu

12 grudnia 2011, godzina 18:30

Kilka dni po zaprzysiężeniu nowego rządu premier Kamal el Ganzouri oświadczył drżącym głosem, że stan finansów państwa jest w stanie tak katastrofalnym, że aż trudnym do wyobrażenia. Kasy państwowe świecą dosłownie pustkami, a wydatki ponoszone przez państwo wciąż znacznie przewyższają wpływy do budżetu. Zabrzmiało to jak oświadczenie, że Egiptowi grozi bankructwo! Premier zamierza w najbliższym czasie wprowadzić liczne oszczędności oraz zaostrzyć przyznawanie rozmaitych dotacji (w tej chwili dość spore dotacje są przyznane na przykład na chleb oraz benzynę). Czym to grozi? Możliwości jest kilka... po pierwsze pogorszeniu ulegnie sytuacja najbiedniejszych mieszkańców Egiptu...aż trudno sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało życie najbiedniejszych, którym dotacja na chleb pozwala przeżyć z dnia na dzień. Czy nadal będą mogli pozwolić sobie na zakup chleba po likwidacji tej dotacji? (jeżeli ona nastąpi, bo tego premier nie powiedział - mówił tylko o cięciach budżetowych i zaciskaniu paska, rozwiązaniach jakże dobrze mi znanych z telewizyjnych wystąpień premiera Polski oraz innych przywódców europejskich). Kolejną możliwą do wystąpienia sytuacją w Egipcie jest... masowa emigracja mieszkańców Egiptu, a w szczególności mieszkańców dużych miast, takich jak Kair czy Aleksandria, do... no właśnie dokąd? Do Europy to chyba nie, bo tutaj sytuacja wcale nie przedstawia się lepiej, z każdym tygodniem na skraju bankructwa stają kolejne państwa - Grecja, Włochy, Węgry, Hiszpania, Portugalia... a więc może emigracja do krajów Półwyspu Arabskiego, może do jakże lubianej przez Egipcjan Turcji, może do Australii, czy też Kanady... Kolejnym problemem z jakim być może będzie musiał sobie poradzić Egipt, jest fala masowych protestów przeciw wprowadzanym oszczędnościom - znane nam doskonale z takich państw jak Grecja, czy Portugalia.
A co może „uzdrowić” gospodarkę Egiptu? Najważniejszym źródłem dochodu dla tego afrykańskiego państwa już od dłuższego czasu jest TURYSTYKA. Turystyka, a więc ta gałąź „przemysłu”, która chyba ucierpiała najbardziej w wyniku wydarzeń jakie miały miejsce w Egipcie na początku 2011 roku. Z powodu Rewolucji, masowych protestów, demonstracji, rozruchów ulicznych turyści zmienili kierunek podróży omijając Egipt szerokim łukiem i w ten sposób w dość znaczący sposób przyczynili się do obecnej katastrofalnej sytuacji finansowej państwa. Czy jednak słusznie Egipt „zniknął” z mapy turystycznej świata? Czy naprawdę turyści mają się czego obawiać podczas wakacji spędzanych choćby nad Morzem Czerwonym? Moja odpowiedź jest bardzo krótka... NIE. Turyści są i będą bezpieczni w Egipcie. I właśnie w tym miejscu zwracam się z apelem do wszystkich tych, którzy już zaczynają myśleć o przyszłorocznych wakacjach, ale jeszcze nie podjęli decyzji dokąd pojadą. Z całego serca zachęcam do spędzenia wakacji w kraju faraonów!!!
Gorące i słoneczne plaże nad Morzem Czerwonym, Piramidy w Gizie, leniwie płynący Nil, zbiory Muzeum Starożytności w Kairze, zabytki z czasów starożytnych w Luksorze, Asuan, świątynia Abu Simbel, czy też klasztor św. Katarzyny na Synaju to tylko kilka z licznych miejsc wartych odwiedzenia w Egipcie. Tak więc Szanowny Turysto nie wahaj się już dłużej i wakacje roku 2012 spędź właśnie w Egipcie! Zostaw kilka funtów w hotelach, restauracjach, lokalnych kawiarniach, sklepach z pamiątkami... w zamian otrzymasz słońce, niezwykłą gościnność Egipcjan, trochę egzotyki i niezapomniane wrażenia... nie pozwól, by z powodów politycznych kraj, w którym narodziła się cywilizacja, a który stanął na skraju bankructwa, musiał zrobić krok w przód i wpaść w lawinę międzynarodowych pożyczek. Ja może nie wybiorę się na wycieczkę z biurem podróży, bo jednak lubię sama sobie organizować czas, ale jak tylko znajdę kilka groszy, to od razu kupuję bilet na samolot i wyruszam z powrotem do Kairu... być może spotkamy się pod Piramidami w Gizie? 


A jeżeli przed wyjazdem chciałbyś dowiedzieć się jeszcze więcej o Kairze, Egipcie, zabytkach, lokalnej kuchni... to zapraszam na stronę Przewodnika po Kairze online w wersjach: polskiej i angielskiej.

Muzeum Egipskie w Kairze
Cytadela w Kairze
Piramidy w Gizie
Sfinks - strażnik Piramid w Gizie
Pałac Abdin w Kairze

13 grudnia 2011

A jednak wygrali islamiści

04 grudnia 2011, godzina 22:00

Są już wstępne wyniki wyborów parlamentarnych w Egipcie. Partia Wolność i Sprawiedliwość (Freedom and Justice Party) założona wiosną tego roku przez Bractwo Muzułmańskie zdobyła ponad 35% głosów i zdecydowanie wysunęła się na prowadzenie w „walce” o miejsca w parlamencie. Na drugim miejscu uplasowała się „skrajnie konserwatywna partia muzułmanów salafitów”* z poparciem 24%, kolejna partia o „zabarwieniu” islamskim Wassat zdobyła ponad 4% głosów, a więc jak łatwo policzyć partie islamskie zdobyły razem ponad 60% wszystkich głosów. Na Blok Egipski, w którego skład weszły mniejsze ugrupowania o poglądach liberalnych zagłosowało 15%. Co to oznacza dla przyszłości Egiptu? Jak powiedział Ahmed Subai z Partii Wolność i Sprawiedliwość „naród egipski wkroczył na drogę prowadzącą do zbawienia...”* Partia Bractwa Muzułmańskiego, która jest zwycięzcą wolnych wyborów parlamentarnych nie zamierza jednak rządzić sama, ale wyciągnąć rękę do wszystkich pomniejszych ugrupowań, aby razem przejść przez trudny okres transformacji kraju. Nie można jednak pominąć faktu, że to jednak partie o charakterze mocno religijnym wygrały te wybory, i można się spodziewać, że wszelkie zmiany w prawie i konstytucji będą zmierzały w kierunku wprowadzenia Szariatu w kolejnych dziedzinach życia (w tej chwili prawo cywilne Egiptu oparte jest w dużym stopniu na Kodeksie Napoleona, natomiast Szariat obecny jest wyłącznie w prawie rodzinnym). Czas pokaże, czy wybór jakiego dokonali Egipcjanie był słuszny, a rządy nowego parlamentu będą zgodne z oczekiwaniami narodu...

12 grudnia 2011

Wybory parlamentarne

28 listopada 2011, godzina 19:00

Rozpoczęły się wybory parlamentarne - pierwsze wolne wybory od czasu obalenia prezydenta Hosniego Mubaraka. Odbędą się one w kilku etapach, co ma związek przede wszystkim z brakiem odpowiedniej ilości komisji wyborczych, aby wszyscy mieszkańcy kraju mogli głosować w tym samym czasie. W pierwszym terminie, a więc dzisiaj, głosują między innymi mieszkańcy Kairu, Aleksandrii oraz chrześcijańskiego Asjut. Dwa tygodnie później zagłosują mieszkańcy kolejnych części kraju, potem jeszcze kolejni. W sumie odbędą się trzy rundy wyborów parlamentarnych do izby niższej. Końcowe oficjalne wyniki będą znane w połowie stycznia 2012 roku. Następnie odbędą się wybory do izby wyższej (również w trzech etapach), a na sam koniec wybory prezydenckie - te ostatnie zapowiedziano na koniec czerwca 2012 roku, a więc ponad rok po ustąpieniu Hosniego Mubarka.
Trudno powiedzieć jaki procent mieszkańców Egiptu weźmie udział w pierwszych wolnych wyborach. Pewne jest tylko, że od wczesnych godzin porannych Egipcjanie stoją w kolejkach przed lokalami wyborczymi i czekają na ich otwarcie, aby móc zagłosować na wybranych kandydatów.
W zasadzie wybory przebiegły bez większych zakłóceń i bez agresji, a na Plac Tahrir powrócił względny spokój. Pytanie tylko na jak długo? 

4 grudnia 2011

Tysiące rannych w centrum Kairu

(20 - ) 27 listopada 2011, godzina 20:00

Pokojowa demonstracja zorganizowana w piątek przez Bractwo Muzułmańskie na Placu Tahrir przerodziła się w krwawe zamieszki trwające ponad tydzień. W Kairze, Aleksandrii, Port Said, Asyut doszło do starć protestujących z policją i wojskiem. Bilans tych wydarzeń jest przerażający - śmierć poniosły 42 osoby, a ponad 3200 zostało rannych (jak podają oficjalne źródła rządowe). Poza tym rząd premiera Essama Sharafa podał się do dymisji - chociaż żaden protestujący akurat tego posunięcia władz nie oczekiwał. Tłum zebrany przede wszystkim na Placu Tahrir w Kairze, domagał się ustąpienia marszałka Tantawiego i przekazania władzy w ręce cywilnego rządu. A tymczasem rządu nie ma... powołano również nowego - starego premiera, który ma stworzyć kolejny rząd (na to stanowisko został powołany Kamal el Ganzouri, który pełnił funkcję premiera w latach 1996 - 1999, a więc w czasach kiedy prezydentem Egiptu był, obalony w lutym bieżącego roku, Hosni Mobarak). I tylko pytam, po co te wszystkie zabiegi kosmetyczne skoro i tak sytuacja w kraju nie ulegnie żadnej zmianie?! Rząd w Egipcie nie ma bowiem żadnej władzy i są tu raczej tylko po to, żeby byli... a nie po to, żeby coś realnie zmieniać. Cała władza w kraju skupiona jest w rękach Naczelnej Władzy Wojskowej, na której czele stoi marszałek Tantawi. I właśnie jego ustąpienia domagali się demonstranci zebrani na Placu Tahrir przez ostatni tydzień.
Główne walki uliczne pomiędzy rozgniewanym tłumem a uzbrojoną w gaz łzawiący i gumową amunicję policją rozegrały się na ulicy Mohameda Mahmouda, która łączy Plac Tahrir z budynkiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dramatyczne wydarzenia, w których śmierć poniosło ponad 40 osób rozegrały się na ulicy, przy której mieszkałam przez ostatni rok... pod moim balkonem... zupełnie jak dziesięć miesięcy temu, podczas Rewolucji...
Przez ostatnie siedem dni moje życie ograniczyło się do siedzenia przez komputerem i śledzenia wszelkich przekazów telewizyjnych z Egiptu. Widziałam tysiące Egipcjan zebranych na Tahrir, widziałam krążące bez ustanku karetki pogotowia, widziałam powyrywane płyty chodnikowe służące demonstrantom za amunicję w walkach ze służbami bezpieczeństwa... i chociaż byłam oddalona od tych wydarzeń o 3000 kilometrów, doskonale wiedziałam, jak wygląda centrum miasta, jak czuli się jego mieszkańcy, jak gryzł gaz łzawiący... wiedziałam, bo przeżyłam Rewolucję, a przez ostatnie siedem dni na Placu Tahrir „zagościła” Rewolucja po Rewolucji... pytanie tylko, co będzie dalej?

(więcej szczegółów dotyczących Rewolucji jaka miała miejsce pomiędzy 25 stycznia a 11 lutego 2011 roku w Egipcie już wkrótce...)