"Podróżnicy mówią, że nie ma nic jaśniejszego na twarzy Ziemi niż Kair (...)

Ten, który nie widział Kairu, nie widział świata. Jego kurz jest jak złoto, jego Nil jest jak cud, jego kobiety są jak czarnookie niewiasty z raju, jego domy są jak pałace (...)

I jakże mogłoby być inaczej, skoro Kair jest Matką Świata?"

(opowieść żydowskiego lekarza)

14 sierpnia 2012

Zmiany u szczytu…


14 sierpnia 2012, godzina 16:30

W pierwotnym założeniu blog miał być apolityczny i ahistoryczny. Stało się inaczej… życie codzienne przeplata się ze zmianami politycznymi, trudną sytuacją ekonomiczną i wydarzeniami historycznymi. Wobec wydarzeń z ostatnich kilkunastu miesięcy trudno przejść obojętnie, trudno ich nie zauważyć, czy też pominąć ich znaczenie. W końcu zmiany jakie dokonują się we współczesnym Egipcie mają znaczenie historyczne i są nierozerwalnie związane z życiem codziennym Egipcjan. Mam wrażenie, że wszystko ulega przemianie i że życie nie jest już takie jak dawniej, jak jeszcze dwa lata temu… W związku z powyższym pomiędzy wpisami o życiu codziennym i o planowaniu wakacji w kraju faraona, pojawiają się (i pojawiać się będą) wpisy dotyczące wydarzeń bieżących.
Krwawy atak na żołnierzy na Półwyspie Synaj zapoczątkował odważne zmiany w Egipcie – przez wielu nazywane również rewolucyjnymi. Jako pierwsze prezydent Morsi unieważnił zapis mówiący o tym, że ministrów w resortach siłowych powołuje Naczelna Rada Wojskowa. Tym samym prezydent Morsi ma w swoich rękach władzę ustawodawczą i wykonawczą. Kolejnym posunięciem prezydenta było wręczenie najwyższego odznaczenia państwowego – orderu Nilu - marszałkowi Tantawiemu: Szefowi Naczelnej Rady Wojskowej i zwierzchnikowi Sił Zbrojnych. Krótko potem, Morsi zażądał od marszałka odejścia w stan spoczynku, a na jego miejsce powołał dużo młodszego wojskowego. Wszystkie decyzje personalne wywołały radość jednej części społeczeństwa oraz oburzenie innych. Część Egipcjan zaczyna się obawiać władzy skupionej w rękach jednej osoby – w rękach prezydenta, który wywodzi się z Bractwa Muzułmańskiego. 

9 sierpnia 2012

Ostrzeżenie MSZ


09 sierpnia 2012, godzina 19:00

„W związku z powtarzającymi się incydentami powodującymi znaczne utrudnienia w poruszaniu się po niektórych rejonach Egiptu i potencjalnie zagrażającymi bezpieczeństwu turystów, Ministerstwo Spraw Zagranicznych zdecydowanie odradza wszelkie wyjazdy indywidualne i grupowe poza ośrodki turystyczne na terenie Egiptu.
MSZ jednocześnie uznaje za możliwe z puntu widzenia bezpieczeństwa obywateli wyjazdy zorganizowane z Polski do egipskich ośrodków turystycznych nad Morzem Czerwonym.”


Taki komunikat wydało wczoraj polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Powodem, dla którego MSZ odradza wyjazdy do Egiptu na własną rękę są krwawe wydarzenia z ostatnich kilku dni… A wszystko, nie po raz pierwszy, zaczęło się na Synaju. Do ataku o charakterze terrorystycznym skierowanym przeciw służbom bezpieczeństwa Egiptu doszło przy granicy z Izraelem w niedzielę. W wyniku ostrzału z broni palnej zginęło wówczas 16 egipskich strażników granicznych. O przeprowadzenie ataku Egipt oskarżył islamskich bojowników ze Strefy Gazy. Kolejne dni wstrząsnęły mną jeszcze bardziej, bo okazało się, że niedzielny atak był początkiem lawiny… obecnie trwają walki, w które zaangażowane są już nie tylko egipskie wojsko i policja oraz islamscy bojownicy, ale również Beduini, agenci Mossadu… i nie wiadomo kto jeszcze. Wojna o Półwysep toczy się regularnie od momentu obalenia prezydenta Mubaraka w lutym ubiegłego roku.

Czy polskie MSZ ma rację wydając oświadczenie? Z przykrością stwierdzam, że tym razem nie do końca „dmucha na zimne”, bo sytuacja w kraju robi się naprawdę coraz mniej stabilna, szczególnie w rejonach Półwyspu Synaj. Niezadowolenie społeczne rośnie z każdym dniem, a to z kolei prowadzi do wzrostu agresji najbiedniejszych Egipcjan – szczególnie Beduinów.
W związku w powyższym przyłączam się do myśli MSZ w tym zakresie, że po raz kolejny odradzam podróżowanie po Synaju – zarówno na własną rękę, jak i w grupie zorganizowanej. Niestety… Chociaż wciąż mam nadzieję, że sytuacja wkrótce zacznie się stabilizować… (oby tylko amerykańskie wojska nie zechciały się przyłączyć do trwającego od lat konfliktu o Synaj.)

Czy odradzam wakacje w Egipcie w ogóle? Hmmm, nie chciałabym mieć żadnego życia ludzkiego na sumieniu… nie chciałabym, aby jakiemukolwiek turyście stała się krzywda z mojego powodu. Powiem tak – gdybym miała możliwość powrotu do Egiptu, to nie zastanawiałabym się nawet sekundy. Po prostu kupiłabym bilet na samolot, spakowała walizkę i poleciała do Kairu. Tyle tylko, że nie pojechałabym tam w celach turystycznych i nie musiałabym ani zwiedzać Piramid w Gizie, ani biegać z aparatem fotograficznym zawieszonym na szyi po centrum miasta. Poza tym jestem „fighterem” i nawet Rewolucja nie zmusiła mnie do powrotu do Polski. Decyzję o wakacjach w Egipcie pozostawiam do indywidualnego rozpatrzenia… tym razem.  

więcej o ostatnich wydarzeniach w Egipcie: (w języku angielskim)



1 sierpnia 2012

Egipcjanie ratują polskich turystów


01 sierpnia 2012, godzina 22:00

Pamiętam, że miałam pisać o przelocie do Egiptu na własną rękę, bez pomocy biur podróży… jednak wydarzenia sprzed kilku dni zmusiły mnie do małej zmiany planów. W gruncie rzeczy wpis będzie dotyczył lotnictwa, ale jednak z trochę innego punktu widzenia.
Kilka dni temu rozpoczęły się poważne problemy finansowe jednej z polskich linii lotniczych. Zapowiedziano zawieszenie większości połączeń krajowych, co miało nastąpić w połowie sierpnia. I nagle, późnym wieczorem 26 lipca, połączenia zostały odwołane, o czym klienci OLT Express dowiadywali się najczęściej będąc już na lotniskach. Utknęli podróżujący w Poznaniu, Krakowie, Gdańsku i Warszawie. Na zwołanej dnia następnego konferencji prasowej prezes zapewniał, że połączenia czarterowe będą obsługiwane zgodnie z planem i nic nie wskazuje na ich zawieszenie. Szybko okazało się, że były to tylko puste słowa… obietnice bez pokrycia. Ostatniego dnia lipca turyści wybierający się na wakacje do Egiptu utknęli na polskich lotniskach z powodu zawieszenia wszystkich lotów obsługiwanych przez OLT Express. Nie pamiętam sytuacji, w której turyści nie mogliby skorzystać z wymarzonych i opłaconych wakacji z powodu upadku linii lotniczych – zazwyczaj wakacje nie dochodziły do skutku lub były drastycznie i nagle przerywane z powodu problemów finansowych biur podróży. Ale, jak się okazuje, w Polsce wszystko jest możliwe.
Na pomoc polskim turystom, którzy w większości mieli wypoczywać na plażach Morza Czerwonego przyszły egipskie – a dokładniej kairskie, linie lotnicze Air Cairo. Wyczarterowały one kilka samolotów, które kilkanaście godzin później pojawiły się na polskich lotniskach (między innymi w stolicy Wielkopolski) i zabrały turystów na wymarzone wakacje do kraju faraona.

na kairskim niebie...

Pobyt nad Morzem Czerwonym: około 2500zł
Zwiedzanie Piramid: 60 egipskich funtów
Pomoc linii lotniczych Air Cairo: bezcenna!


26 lipca 2012

A w Polsce rewolucja?


26 lipca 2012, godzina 22:30

Drogi Czytelniku, wiem, że kolejny wpis miał dotyczyć przelotu do Kairu (Egiptu), ale w wyniku wydarzeń, jakie miały miejsce niecałe pół godziny temu, wpadła mi do głowy myśl, którą muszę się podzielić na Blogu. Obiecuję, iż niniejszy wpis stanowi jedynie małą dygresję i już następnym razem powrócę do tematu wakacyjnego pobytu w Egipcie bez pomocy biura podróży. Ale najpierw…
Wbrew tytułowi, sprawa wcale nie dotyczy rewolucji, walk ulicznych, obalania rządu – bo nie jest to miejsce, w którym zajmowałabym się polską polityką. Historia, która spowodowała dzisiejszą tęsknotę za Kairem, dotyczy zakupów w lokalnym sklepiku osiedlowym, o którym wspominałam już kilka miesięcy temu – chyba podczas pierwszych tegorocznych upałów.
Osiedlowy sklepik opiera swoją działalność o sprzedaż produktów spożywczych, prasy codziennej, tygodniowej, kolorowej, a także alkoholu i papierosów – te ostatnie, moim zdaniem, są podstawowymi produktami wypracowującymi zysk właściciela. Pomijając pieczywo i jednodniowe soki owocowo - warzywne, dostawy towaru odbywają się tu raz w tygodniu (naprawdę raz!). Nigdy wcześniej nie było problemu z brakiem towaru, ale od kilku tygodni w każdy czwartek – czyli dzień przed kolejną dostawą towaru – sklep zaczyna świecić pustkami. Do tej pory zazwyczaj brakowało papierosów i świeżego mleka, ale dzisiaj… Niestety, mój jedyny nałóg (poza laptopem, który w moim przypadku służy nie tylko rozrywce, ale przede wszystkim pracy, a przez to spędzam z nim średnio osiem godzin dziennie) zmusił mnie do wieczornej wizyty w osiedlowym sklepiku.  Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu brakowało już nie tylko papierosów i mleka, ale także biletów autobusowych (mniej więcej pięć godzin wcześniej jeszcze były – wiem, bo kupowałam) i pewnie kilku innych produktów, o które nie pytałam. Była godzina 22, a sklep przypominał mi sklep, w którym robiłam zakupy w Kairze. Z tą małą różnicą, że pewnych produktów ( przede wszystkim papierosów i kart telefonicznych) brakowało w Kairze tylko i wyłącznie podczas Rewolucji, kiedy ulice w naszej okolicy były po prostu zamknięte, a wokół trwały walki pomiędzy demonstrantami a policją. Przez rok czasu, kiedy mieszkałam w Kairze nigdy nie zdarzyło się, żeby brakowało mleka! A tutaj proszę bardzo – co tydzień, w czwartek nie ma! Rewolucja? A może powrót do czasów PRL? Sama nie wiem… ale chyba zacznę robić zakupy w innym miejscu.
Nasuwa mi się taka myśl, że organizacja pracy, przepływu towaru i dostaw towaru jest znacznie lepiej zorganizowana w afrykańskiej metropolii niż w dużym mieście centralnej Europy. Zaskakujące… naprawdę, zaskakujące. 

Bez biura podróży: potrzebne dokumenty


26 lipca 2012, godzina 15:00

Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami, kilka słów o organizacji wakacji w Kairze (Egipcie) na własną rękę, co w sytuacji kiedy upadają kolejne biura podróży (od początku wakacji upadło już pięć – ostatnie w chwili pisania tego postu), może okazać się najlepszym, a przede wszystkim najbezpieczniejszym, rozwiązaniem. Od razu powiem, że koszt takich wakacji organizowanych bez żadnych pośredników, jest wyższy. Należy jednak zadać sobie pytanie, czy w obecnej sytuacji warto ryzykować wyjazd na wakacje z biurem podróży? Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, czy kolejna upadłość nie przerwie nam wylegiwania się na plaży już po dwóch dniach, czy nie zostaniemy zmuszeni nocować na hotelowym korytarzu, na lotnisku, czy pod gołym niebem, czy nie będziemy zmuszeni płacić dodatkowych kosztów za posiłki, a także czy nie stracimy wpłaconych na wyjazd pieniędzy jeszcze zanim dojdzie on w ogóle do skutku… Ryzyko jest ogromne! Osobiście, poważnie rozważyłabym organizację wakacyjnego wyjazdu na własną rękę – może i bardziej kosztowne, może i bardziej czasochłonne, ale pewne!
Poniżej podaję wykaz dokumentów, o które musimy zadbać, i które bezwzględnie powinniśmy sprawdzić przed wyjazdem.

paszport, wiza i inne ważne dokumenty
(te same zasady obowiązują zarówno przy wyjeździe zorganizowanym, jak i na własną rękę).  Przed wyjazdem należy się upewnić, czy nasz paszport jest ważny przynajmniej przez kolejne sześć miesięcy, licząc od dnia wyjazdu z Polski. Krótszy termin ważności może spowodować, że nie uzyskamy wizy wjazdowej, a tym samym nie zostaniemy wpuszczeni na teren Egiptu – krótko mówiąc nasze wymarzone wakacje zakończą się na lotnisku.
Drugim wymaganym dokumentem jest wiza. Możliwości otrzymania wizy są dwie: możemy ją po prostu zakupić na lotnisku (w Kairze, Hurghadzie, Sharm el Sheikh). Cena wizy to 15 USD. Drugą możliwością uzyskania dokumentu uprawniającego nas do przebywania na terytorium Egiptu, jest złożenie wniosku do Ambasady Egiptu w Polsce (03-972 Warszawa, ul.  Alzacka 18). Wniosek, wraz z paszportem oraz opłatą za wizę, można złożyć w Ambasadzie osobiście lub przesłać pocztą. Okres oczekiwania na wizę wynosi około tygodnia. Koszt miesięcznej wizy to około 150zł. Wiza otrzymana w Ambasadzie jest dużo droższa (trzeba jeszcze doliczyć przesyłkę kurierem lub dojazd do Warszawy). Muszę przyznać, że nie słyszałam o przypadku, żeby jakiemuś turyście odmówiono wydania wizy na lotnisku – ale z doświadczenia wiem, że są turyści, którzy jeszcze przed wyjazdem muszą mieć wszystko dopięte na ostatni guzik.
Kolejnym ważnym dokumentem, o którym trzeba pomyśleć przed wyjazdem jest ubezpieczenie podróżne – dotyczy to zarówno turystów podróżujących na własną rękę, ale także szerokiej rzeszy turystów korzystających z usług biur podróży (o czym mało kto wie). Żadne biuro podróży NIE zapewnia bezpłatnej opieki medycznej, zwrotu kosztów leczenia, czy transportu do kraju w innym terminie niż planowany, a każdy podróżujący (nie tylko do Egiptu) powinien o tego rodzaju zabezpieczenie zadbać sam. Niestety, Polska nie posiada żadnej umowy o bezpłatnym leczeniu obywateli RP na terenie Egiptu i bez względu na posiadane ubezpieczenie, w sytuacji korzystania z opieki medycznej, będziemy musieli za nią po prostu zapłacić. Po co więc ubezpieczenie? Ubezpieczenie pozwoli nam odzyskać pieniądze, które wydaliśmy na wizytę lekarską, pobyt w szpitalu, czy lekarstwa. W sytuacji zagrożenia życia pozwoli także naszym najbliższym na przyjazd do Egiptu, a także na nasz wcześniejszy (związany z dalszym leczeniem) powrót do kraju.
Do dzisiaj pamiętam sytuację sprzed dwóch lat, kiedy małżeństwo w średnim wieku wybrało się na dwutygodniowe wakacje do Egiptu zorganizowane przez jedno z większych biur podróży. Podczas wakacji mężczyzna, mający już wcześniej problemy z sercem, doznał rozległego zawału serca, w wyniku którego zmarł. I tu zaczął się nie tylko dramat rodzinny żony, ale przede wszystkim problem związany z kosztami transportu zwłok męża do Polski. Okazało się bowiem, że ani żona, ani schorowany mąż nie wykupili przed wyjazdem żadnego ubezpieczenia, a biuro podróży nie miało obowiązku ponoszenia kosztów związanych z zaistniałą sytuacją. Przykład jest może  drastyczny, ale moim zamierzeniem jest uczulić wszystkich wyjeżdżających na kwestię posiadania ubezpieczenia, którego koszt wynosi zaledwie 30-50zł (w przypadku wyjazdu dwutygodniowego).

Podsumowując, jeszcze zanim zaczniemy planować wyjazd do Egiptu, należy sprawdzić termin ważności paszportu, pamiętać o konieczności posiadania wizy, a także wykupić ubezpieczenie podróżne.



Więcej informacji na temat potrzebnych dokumentów, szczepień i zdrowia w serwisie www.travel-cairo.com

(a już następnym razem – gdzie znaleźć tani przelot?)

23 lipca 2012

Omar Suleiman nie żyje


23 lipca 2012, godzina 14:30

Zanim, zgodnie z obietnicą, odpowiem na pytania dotyczące organizacji wyjazdu do Egiptu bez pomocy biura podróży, muszę wspomnieć kilka słów o bieżącej sytuacji w kraju faraonów.
W czwartek, 19 lipca 2012 roku, zmarł Omar Suleiman – były szef wywiadu w rządzie Mubaraka, bliski współpracownik obalonego prezydenta, a także vice-prezydent powołany na to stanowisko w czasie trwania Rewolucji. To właśnie on, 11 lutego 2011 roku, podał do wiadomości publicznej, że Hosni Mubarak zrezygnował ze stanowiska prezydenta Egiptu. Pamiętam, że kiedy 30 stycznia 2011 roku został on mianowany vice-prezydentem, na kairskim niebie pojawiły się myśliwce F-16. W taki właśnie sposób armia (a wraz z nią i Egipcjanie) świętowali powołanie Suleimana na stanowisko. 
W czwartek, 19 lipca, Omar Suleiman zmarł w Stanach Zjednoczonych, gdzie przebywał w na specjalistycznych badaniach lekarskich. Trumna z jego ciałem wylądowała w Kairze w sobotę, 21 lipca. W ten sam dzień odbył się także uroczysty pogrzeb wojskowy, z udziałem kompanii honorowej wojska i marszałka Tantawiego. Na uroczystościach nie pojawił się natomiast obecny prezydent Egiptu Mohammed Morsi.
Omara Suleimana żegnały tysiące Egipcjan, którzy z powiewającymi flagami narodowymi ustawili kondukt żałobny wzdłuż drogi prowadzącej z lotniska na cmentarz. Oczywiście, nie obyło się bez ostrych słów i wzajemnych obelg. Wśród żegnającego tłumu można było usłyszeć obraźliwe słowa skierowane w stronę Bractwa Muzułmańskiego, które cieszy się coraz mniejszym poparciem społecznym (szczególnie w stolicy). Była to odpowiedź na słowa wysoko postawionych islamistów, którzy publicznie wyznali, iż Suleiman był złym człowiekiem i nie zasługuje na żadną modlitwę za jego duszę.
Tymczasem stan zdrowia byłego prezydenta Mubaraka uległ poprawie, a co za tym idzie został on ponownie przetransportowany do więzienia, gdzie odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności. Przez ostatnie tygodnie Mubarak przebywał w szpitalu wojskowym, gdzie trafił kilka dni po ogłoszeniu wyroku. Jego stan zdrowia pogorszył się wówczas tak mocno, że niezbędna okazała się specjalistyczna i stała obserwacja lekarska. Podejrzewano także kolejny zawał serca, ale na podejrzeniach się skończyło. Dwa dni temu Mubarak ponownie trafił do więzienia Tora – pytanie tylko na jak długo i kiedy znów jego stan zdrowia ulegnie pogorszeniu? W końcu więzienny szpital, w odróżnieniu od wojskowego,  nie posiada żadnych luksusów, basenów, i nie pozwala na odwiedziny rodziny. 

14 lipca 2012

Ach, te biura podróży!


14 lipca 2012, godzina 17:00

Biuro podróży „xxx” zawiesiło swoją działalność pozostawiając polskich turystów na plażach Hurghady i Sharm el Sheikh. Właściciele biura zniknęli bez śladu! – mniej więcej tak brzmiała medialna informacja o upadku kolejnego już, na przestrzeni ostatnich tygodni, biura podróży. Później dowiadywaliśmy się, że właścicielami byli Egipcjanie, następnie sprostowano, że byli to mężczyźni o arabsko brzmiących nazwiskach, którzy z dnia na dzień zamknęli swoje biura i po prostu zapadli się pod ziemię. A biedni turyści, którzy nie tylko zostali zmuszeni przerwać swoje wymarzone wakacje, to jeszcze w dodatku nie mają jak wrócić do kraju.  Kolejne doniesienia były o tyle smutne, że winnym całego zamieszania byli rządzący, czyli ustawodawcy… i to wcale nie egipscy, których można by jeszcze próbować tłumaczyć trudną sytuacją polityczną w kraju, chaosem i brakiem parlamentu, konstytucji itp… w całej tej sytuacji najbardziej zawinili polscy ustawodawcy, którzy od wielu lat nie potrafią zmienić prawa wykonawczego w Polsce. I w ten sposób marszałek jednego z województw został zmuszony wyłożyć rezerwy na sprowadzenie turystów do domu, co jak do tej pory kosztowało około 600 tysięcy złotych.
W całej tej sprawie zawinił ktoś jeszcze… jak mówił jeden ze „szczęśliwych” – nieszczęśliwych turystów, który bezpiecznie wylądował na lotnisku w Warszawie. Jego wypowiedź dowodziła o życzliwym stosunku pracowników jednego z hoteli w Hurghadzie do polskich turystów „nabitych w butelkę”. Mimo, iż pobyt tych Państwa był nieopłacony, pracownicy hotelu nie odmówili im ani napoi, ani przekąsek, ani posiłku, ani też miejsca na kanapie w hotelowym lobby. Manager hotelu mający na utrzymaniu żonę i dzieci (jak domniemywam) zachował się w całej tej sytuacji tak, jak zachowałby się każdy usługodawca, któremu odmówiono zapłaty za wykonaną pracę – bez względu na miejsce zamieszkania, czy też bez względu na miejsce świadczenia usługi. Natomiast zupełnie niezrozumiała, z czysto ludzkiego punktu widzenia, jest dla mnie postawa pani rezydent, której najważniejszym, jeśli nie jedynym, obowiązkiem jest pomoc turystom przebywającym na wakacjach. Tymczasem pani rezydent zachowała się jak STEREOTYPOWY mąż Arab, który zabiera żonie paszport, zamyka w domu i zmusza do niewolniczej pracy. Zabierając polskim, oszukanym turystom paszporty odebrała im równocześnie prawo do udzielenia pomocy w zakresie powrotu do kraju. Najchętniej sama zabrałabym tej pani dokument uprawniający ją do przebywania na terytorium Egiptu, odebrałabym jej również telefon komórkowy, w zamian wręczyła litr wody, śpiwór i wysadziła gdzieś na środku pustyni, mówiąc „do zobaczenia na lotnisku”.
W zaistniałej sytuacji warto docenić sprawność działania polskiej ambasady. Z mojego własnego doświadczenia wiem, że pracownicy polskiej placówki dyplomatycznej w Kairze nie są chętni do jakiejkolwiek pomocy  - nawet tym, którzy z nie swojej winy znaleźli się w dość kłopotliwej sytuacji. Ale to nie jest ani czas, ani okoliczności, żeby ten temat rozwijać. Pragnę tylko podkreślić, że jestem mile zaskoczona i wdzięczna polskim dyplomatom z ambasady w Egipcie za błyskawicznie podjęte działania w sprawie polskich turystów.  
Na koniec chciałabym powiedzieć, że nie chcę oceniać ludzi korzystających z usług biur podróży, ale ostatnie tygodnie udowadniają, że najlepszym przepisem na udane wakacje, jest zaufać samemu sobie i podróżować na własną rękę. W dzisiejszych czasach, kiedy wszystko można załatwić za pomocą internetu i kart kredytowych, nie jest to wcale takie trudne, jak się wydaje.
W najbliższym wpisie spróbuję odpowiedzieć na pytania: jak zorganizować wakacje w Egipcie na własną rękę i ile taki wyjazd kosztuje…

7 lipca 2012

Obecna sytuacja w Egipcie


07 lipca 2012, godzina 22:00

Rozwiązanie parlamentu, druga tura wyborów prezydenckich, w której zmierzyli się przedstawiciel Bractwa Muzułmańskiego Mohammed Morsi oraz przedstawiciel obalonego prezydenta Ahmed Shafiq, ogłoszenie zwycięstwa Mohammeda Morsiego, wielka fiesta w całym kraju, symboliczne złożenie przysięgi na Placu Tahrir oraz oficjalne zaprzysiężenie nowego prezydenta przed obliczem Sądu Konstytucyjnego… tak – w bardzo dużym skrócie - wygląda obecna sytuacja polityczna w Egipcie. Nie ma parlamentu, a więc i nie ma nowej konstytucji, jest nowy prezydent i wciąż jeszcze jest Naczelna Rada Wojskowa, która z bólem rozstaje się z władzą. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego… bowiem odkąd Egipt odzyskał pełną niepodległość w połowie lat 50 ubiegłego stulecia, na szczycie władzy zawsze stał generał – przedstawiciel sił zbrojnych. Najpierw był  Naser, później Sadat, a potem przez trzydzieści lat Mubarak. Zawsze wojskowy, zawsze generał. Tak więc można zrozumieć niechęć Naczelnej Rady Wojskowej i marszałka Tantawiego do oddania władzy nowemu prezydentowi. Tym bardziej, że nie tylko nie jest on generałem, ale wywodzi się, ze zdelegalizowanego za czasów Mubaraka, Bractwa Muzułmańskiego.
Armia próbowała jeszcze ocalić swoje przywileje, a także dodać do konstytucji (i innych przepisów prawnych) kilka kolejnych, ale sprawa utknęła w sądzie. Jaki będzie ostateczny kształt nowego systemu władzy, okaże się zapewne w przeciągu kilku kolejnych miesięcy. Trudno też wyrokować, jaka będzie prezydentura Morsiego… jedyne, co można o niej powiedzieć, to tyle, że będzie trudna. Nie wiadomo, jak potoczą się losy traktatu pokojowego z Izraelem, jak będzie wyglądała współpraca z Iranem, jak zachowa się Liga Arabska (mająca swoją siedzibę w Kairze), jak daleko nowy prezydent i nowy parlament będą próbowali wprowadzić Szariat (obecnie obowiązuje on przede wszystkim w prawie rodzinnym, poza tym przepisy prawne oparte są na Kodeksie Napoleona), w jakim kierunku będą przebiegały prace nad nową konstytucją… Pytań jest całe mnóstwo i czas pokaże, czy Egipt pozostanie otwarty na kulturę Zachodu, przy jednoczesnym zachowaniu własnej tradycji i przywiązania do religii, czy też zrobi krok w stronę radykałów islamistycznych i zamknie się wyłącznie w kręgu państw arabskich.  
Póki co, pytań jest znacznie więcej niż odpowiedzi… a najważniejszymi z nich na dzień dzisiejszy wydają się pytania o przekazanie władzy przez wojsko oraz o datę kolejnych wyborów parlamentarnych. 

26 czerwca 2012

Przeprosiny i promocja


26 czerwca 2012, godzina 11:00

W związku z moim czynnym udziałem w organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012, niestety nie miałam możliwości komentowania bieżących wydarzeń w Egipcie, za co przepraszam wszystkich Czytelników bloga. Obiecuję, że w kilku kolejnych wpisach przybliżę aktualną sytuację polityczną i społeczną kraju faraonów.

W ramach przeprosin przygotowałam specjalną promocję publikacji Marthy Lou. Tylko do 30 czerwca 2012 roku obie publikacje autorki: „Rewolucja w Kairze” oraz „mójkair.blogspot.com” dostępne są z 50% rabatem. 


 

3 czerwca 2012

Duch Rewolucji


03 czerwca 2012, godzina 12:00

Na Placu Tahrir w centrum Kairu odżywa duch Rewolucji – niedokończonej Rewolucji, jak twierdzi wielu młodych mieszkańców stolicy. O tym, że Rewolucja wciąż trwa przekonywał również jeden z kandydatów na prezydenta – Mohamed Morsy, obecny wczoraj wieczorem na Tahrir. Nawoływał on młodzież egipską do trwania w walce z reżimem Hosniego Mubaraka, do walki o lepszą przyszłość dla Egiptu, o czynny udział w drugiej turze wyborów.
Wczoraj wieczorem, w dniu ogłoszenia wyroku dla byłego prezydenta Mubaraka oraz jego współpracowników, z których większość została uniewinniona od stawianych im zarzutów współudziału w zabójstwie ponad 800 demonstrantów, na Plac Tahrir powrócił duch Rewolucji. Do późnych godzin nocnych mieszkańcy przybywali do centrum miasta, aby po raz kolejny zademonstrować swoje niezadowolenie.  
Niezadowoleni są również sami oskarżeni i, od wczorajszego poranka, skazani: były prezydent Mubarak oraz były minister spraw wewnętrznych Habib el-Adly. Obaj zostali uznani za winnych i skazani na dożywotnie więzienie (niektóre media podają, że el-Adly otrzymał karę 25 lat pozbawienia wolności).  Jego adwokat już zapowiedział apelację do Sądu Kasacyjnego, który miałby uznać byłego ministra za niewinnego. Podobną apelację zapowiada także adwokat Mubaraka, który od wczoraj przebywa w więziennym szpitalu. Media podają, że podczas transportu helikopterem do więzienia Tora, jego stan zdrowia znacznie się pogorszył i potrzebna była natychmiastowa obserwacja lekarska. Jak podają media arabskie, stan zdrowia byłego prezydenta jest nie najlepszy – podczas transportu do więzienia przeszedł on kolejne załamanie nerwowe, płakał i odmówił opuszczenia śmigłowca.  
Czyżby kara dożywotniego pozbawienia wolności miała być karą niezwykle krótką dla tego 84-letniego dyktatora, który podobno zmaga się z chorobą nowotworową? Zaryzykuję stwierdzenie, że więzienny szpital może spowodować kolejne załamanie psychiczne u byłego prezydenta, depresję i kolejne pogorszenie stanu zdrowia. Do tej pory Mubarak przebywał bowiem w Międzynarodowym Centrum Medycznym zarządzanym przez armię, gdzie nie tylko mógł korzystać z basenu, którego brakuje w więziennym szpitalu, ale mógł również spotykać się z rodziną – właściwie bez ograniczeń. Od wczoraj sytuacja zmieniła się o tyle, że były prezydent został uznany za winnego i przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze, gdzie został pozbawiony dotychczasowych luksusów.  

2 czerwca 2012

Winny! (i niewinny)


02 czerwca 2012, godzina 18:30

Radość, euforia, niedowierzanie, smutek, złość to emocje jakie towarzyszyły Egipcjanom tuż po ogłoszeniu wyroku w procesie byłego ministra spraw wewnętrznych Habiba el-Adly, byłego prezydenta Hosniego Mubaraka oraz jego dwóch synów: Gamala i Alee. I, o ile wyrok skazujący za współudział (lub niezaprzestanie) w zabójstwie ponad 800 demonstrantów podczas Rewolucji oraz kara dożywotniego pozbawienia wolności dla byłego prezydenta wywołała radość wśród mieszkańców Egiptu, o tyle uniewinnienie jego dwóch synów w sprawie przyjmowania korzyści majątkowych, wywołały oburzenie i wściekłość. Nie obyło się od przepychanek, protestów i bójek. Od zarzutów korupcyjnych oczyszczono także byłego prezydenta Hosniego Mubaraka. Mieszkańcy Egiptu nie kryją swojego oburzenia… tym bardziej, że wciąż nie jest wiadomo, kto zostanie nowym prezydentem kraju faraonów. Druga tura wyborów odbędzie się 16 i 17 czerwca… obawy o przyszłość kraju, a także o rzeczywisty przebieg kary Mubaraka są uzasadnione tym, że w drugiej turze zmierzą się Mohamed Morsy oraz były generał, były premier i członek reżimu Mubaraka – Ahmed Shafik. Obawy Egipcjan dotyczą tego drugiego kandydata, który będąc nowo wybranym prezydentem mógłby ułaskawić Mubaraka.
Po ogłoszeniu wyroku Hosni Mubarak został przetransportowany helikopterem do więzienia Tora w stolicy kraju, gdzie od razu trafił do więziennego szpitala. Stan jego zdrowia nie jest znany. W tym samym czasie na Placu Tahrir w centrum Kairu trwa wielkie świętowanie zwycięstwa Rewolucji nad Mubarakiem – mieszkańcy stolicy świętują wyrok skazujący za zabójstwo demonstrantów. 

1 czerwca 2012

Egipt znów wolny…


01 czerwca 2012, godzina 20:30

Wydawać by się mogło, że ten piątkowy poranek nie różnił się niczym szczególnym od pozostałych poranków, a jednak dzień 01 czerwca 2012 roku stał się dla Egiptu początkiem nowej ery – ery „wolności”. Po ponad trzydziestu latach został zniesiony stan wyjątkowy!
Stan wyjątkowy wprowadzony w Egipcie po zamachu na prezydenta Sadata, który miał miejsce w październiku 1981 roku, gwarantował władzy między innymi możliwość wprowadzenia poważnych ograniczeń w zakresie wolności, w tym wolności osobistej,  prawa do zgromadzeń publicznych, czy nienaruszalność prywatnych mieszkań. Możliwe było dokonywanie rewizji i przeszukań bez stosowania zapisów Kodeksu postępowania karnego, możliwe było aresztowanie i więzienie osób podejrzanych, czy uznanych za niebezpieczne bez wcześniejszego procesu czy wyroku. Ten ostatni zapis ustawy o stanie wyjątkowym, która powstała w roku 1967, był nadzwyczaj często stosowany przez obalone w lutym 2011 roku władze Egiptu w stosunku do wszystkich przeciwników politycznych. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w więzieniach więcej było opozycjonistów byłego prezydenta Mubaraka, niż przestępców. Ponadto wprowadzenie stanu wyjątkowego umożliwiało władzy kontrolowanie wszystkich mediów, a także cenzurę korespondencji prywatnych oraz ograniczenie wolności myśli i słowa. Stan wyjątkowy umożliwiał prezydentowi powoływanie sądów nadzwyczajnych, w których skład wchodzili przede wszystkim oficerowie wojska.  Sądy te rozpatrywały sprawy skierowane przez prezydenta, również takie, którymi powinny zajmować się sądy powszechne (i niezależne). Podsumowując, stan wyjątkowy dawał prezydentowi Egiptu władzę nadzwyczajną, dawał uprawnienia, które prowadziły do całkowitego podporządkowania się wszystkich instytucji państwowych i wszystkich obywateli  jednej tylko osobie – prezydentowi. Nic dziwnego, że w styczniu 2011 roku, po trzydziestu latach obowiązywania stanu wyjątkowego, Egipcjanie powiedzieli stanowcze „dość!” i po 18 dniach Rewolucji doprowadzili do obalenia prezydenta Hosniego Mubaraka. Niestety, na obalenie stanu wyjątkowego potrzebowali kolejnych piętnastu miesięcy. I tak dzień 01 czerwca 2012 roku zapisze się w historii Egiptu jako dzień zwracający obywatelom wolność - wolność osobistą, wolność myśli i słowa, wolność mediów, wolność korespondencji… oraz niezależność i niezawisłość sądów.
To ostanie wydaje się, w kontekście bieżących wydarzeń, najistotniejsze. Jutro ma bowiem zapaść wyrok w sprawie Hosniego Mubaraka oskarżanego między innymi o przyjmowanie korzyści majątkowych, a także o śmierć demonstrantów w czasie trwania Rewolucji. W przeciwieństwie do procesu, wyrok będzie transmitowany przez największe stacje telewizyjne nie tylko w kraju, ale również w całym regionie. 

graffiti na murze w centrum Kairu

26 maja 2012

Wstępne wyniki


26 maja 2012, godzina 15:00

Wstępne wyniki wyborów prezydenckich pokazują, że do ostatecznego rozstrzygnięcia niezbędna będzie druga tura. Żaden z kandydatów nie zdobył bowiem znaczącej przewagi i potrzebnego ponad 50% poparcia. Wstępne wyniki pokazują, że w drugiej turze wyborów zmierzą się Mohamed Morsy – kandydat Bractwa Muzułmańskiego oraz Ahmed Shafiq. Który z dwóch kandydatów wygra i zostanie nowym prezydentem Egiptu? Z odpowiedzią na to pytanie trzeba będzie poczekać przynajmniej do połowy czerwca – druga tura wyborów odbędzie się w dniach 16 i 17 czerwca 2012 roku.
Bez względu na ostateczny wybór Egipcjan, mam nieodparte wrażenie, że niewiele się w tym kraju zmieni. Realna władza nadal będzie pozostawać w rękach wojska w stopniu znacznie wyższym niż powinna. I to nie dlatego, że Naczelna Rada Wojskowa nie przekaże władzy nowo wybranemu prezydentowi, ale dlatego, że niecały tydzień przed rozpoczęciem wyborów wprowadziła zmiany w konstytucji, które gwarantują armii niezależność finansową - parlament będzie ustalał kwotę jaka rocznie będzie przekazywana wojsku, ale nie będzie miał wpływu na szczegółowy podział tych środków. Ponadto to nie parlament, ani nie prezydent, czy premier, ale właśnie armia będzie decydowała o wyborze ministrów w tzw. „resortach siłowych” (w tym Ministra Obrony, Ministra Spraw Wewnętrznych, Ministra Policji…).
Wracając jednak do wstępnych wyników wyborów, to najbardziej dziwi mnie fakt, iż Ahmed Shafiq - reprezentant obalonego w lutym 2011 roku prezydenta, ostatni premier w rządzie Hosniego Mobaraka, powołany na to stanowiska w dniu 29 stycznia 2011 roku, a więc już w trakcie trwania Rewolucji, a także były minister lotnictwa (w latach 2002-2011) uzyskał tak wysokie poparcie wśród wyborców. Zmusza mnie to do postawienia sobie pytania o sens Rewolucji, o sens śmierci poniesionej przez protestujących na Placu Tahrir zimą 2011 roku. Jest to jednocześnie kolejny dowód na to, że armia nie zamierza rezygnować z szerokich wpływów na politykę państwa i nie zamierza bez walki oddać władzy cywilnemu rządowi, prezydentowi i parlamentowi.

wojsko na ulicach w centrum Kairu - styczeń 2011
helikopter na kairskim niebie - luty 2011

Pytanie, kto wygra drugą turę wyborów i zostanie nowym prezydentem Egiptu, a także pytanie o to, co zmieni się po wyborach pozostawiam otwarte… przynajmniej do drugiej połowy czerwca. 

25 maja 2012

Ostry sprzeciw!


25 maja 2012, godzina 22:30

Zawsze myślałam, że jedną z podstawowych zasad istnienia telewizji publicznej jest pełnienie przez nią funkcji edukacyjnej. W popularnych serialach nie raz pojawiały się ważne problemy społeczne oraz dyplomatyczne podpowiedzi, jak te problemy należałoby rozwiązywać. Pojawiały się kwestie związane z niską dzietnością kobiet, z badaniami profilaktycznymi związanymi z chorobami nowotworowymi, prześladowaniami słabszych w szkole, tolerancją itp… Wydawać by się mogło, że telewizyjne seriale, które dosłownie wyrastają jak grzyby po deszczu, uczą, doradzają, kształcą… ale okazuje się, że nie zawsze… Czasami seriale wtapiają się w stereotypowy nurt myślenia i nawet nie zamierzają z tymi stereotypami walczyć. Drogi Czytelniku, zapewne zastanawiasz się teraz, dlaczego piszę o tym problemie na blogu poświęconemu stolicy Egiptu? Już wyjaśniam…
Pragnę w tym miejscu nie tylko skrytykować brak rzetelności w serialach prezentowanych w publicznej telewizji polskiej, ale pragnę również głośno i stanowczo zaprotestować przeciw stereotypowemu przedstawianiu Egipcjan. Aby uniknąć kryptoreklamy i błąkania się po sądach w związku z ewentualnym procesem o zniesławienie czy też o naruszenie dóbr osobistych twórców owego serialu (producenta, scenarzysty, reżysera, aktorów itp.), nie podam jego tytułu. Mogę tylko powiedzieć, że jest to dość popularny serial prezentowany od poniedziałku do czwartku w tzw. „telewizyjnej dwójce”.
Nie! Nie! I jeszcze raz nie! dla scenarzysty. Postać młodego Egipcjanin, który postanowił odwiedzić swoje polskie „koleżanki” poznane podczas wakacji w kurorcie nad Morzem Czerwonym jest tendencyjna, stereotypowa i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. I nie myślę o tym, że tacy Egipcjanie nie istnieją… Chcę tylko powiedzieć, że serial nie pokazał rzeczywistego problemu skupiając się jedynie na przedstawieniu biednego, „głodnego” pieniędzy mieszkańca północnej Afryki, który w zamian za dziesięciokrotne powiedzenie „you are beautyful, I love you” (jesteś piękna, kocham cię) oczekuje wdzięczności w postaci sponsoringu. Cóż… pytanie brzmi, czy mężczyzna, bez względu na zamieszkiwaną przez niego długość i szerokość geograficzną, mając na utrzymaniu żonę i być może dwójkę, albo nawet trójkę dzieci, odmówiłby kobiecie, która w zamian za tydzień lub dwa tygodnie „dobrej zabawy” zapewniłaby jego rodzinie byt?! Problemu nie stanowią Egipcjanie, którzy po obejrzeniu kilku ostatnich odcinków serialu wydają się być naciągaczami, oszustami, kłamcami… Problem stanowią Polki, które jeżdżą do Egiptu na wakacje wcale nie ze względu na słońce i czyste plaże, ale ze względu na szeroko rozumianą „seks turystykę”. Jeżeli blondwłosa – a więc dla Egipcjan egzotyczna – Polka jest wniebowzięta słysząc setki komplementów na swój temat, jeżeli godzi się na wakacyjny seks bez zobowiązań i jeżeli płacze na lotnisku twierdząc, że kocha, to niestety musi się liczyć z konsekwencjami swojego zachowania! I to nie znaczy, że Egipcjanin jest oszustem, kłamcą, że jest pazerny na pieniądze… on po prostu wykorzystuje okazję do zarobienia pieniędzy, aby móc kupić prezent żonie, posłać dzieci do szkoły, czy zainwestować we własny biznes, który zapewni godne życie jemu i jego rodzinie. Gdyby wyjeżdżająca na wakacje Polka szanowała samą siebie, wykazała się inteligencją i tolerancją dla innej kultury, byłaby również szanowana przez Egipcjan. Ale tego aspektu scenarzysta serialu nie dostrzegł… nie zauważył, albo zauważyć nie chciał (bo przecież „co złego, to nie my”), że winę za taki stan rzeczywistości ponoszą same Polki, a nie ich wakacyjni, egzotyczni kochankowie.
Osobiście ostro krytykuję serial i jego twórców, a także krzyczę donośne „NIE!” dla takiego przedstawiania rzeczywistości. A telewizja (utrzymywana także z moich pieniędzy), zamiast edukować i kształcić społeczeństwo, wtapia się w nurt myślenia stereotypami – bo tak jest po prostu wygodniej i znacznie łatwiej. Tylko komu ma to służyć?! 

23 maja 2012

Ostatni zakręt…


23 maja 2012, godzina 12:30

Pierwsza tura pierwszych wolnych wyborów prezydenckich rozpoczęta!
Od czasu obalenia Hosniego Mubaraka minęło piętnaście długich i niespokojnych miesięcy. Z początkowych zapowiedzi Naczelnej Rady Wojskowej wynikało, że wybory odbędą się w przeciągu pół roku, tymczasem Egipcjanie musieli na to, niewątpliwie historyczne wydarzenie, poczekać znacznie dłużej. Ale po piętnastu miesiącach narastającego niepokoju i niezadowolenia społecznego, doczekali się pierwszych wolnych wyborów prezydenckich.
Czy wśród ubiegających się o fotel prezydenta kandydatów jest ten, który już w pierwszej turze zdobędzie znaczną przewagę? Czy też głosy wyborców rozłożą się równomiernie na poszczególnych kandydatów i druga tura okaże się niezbędna?
Trudno wyrokować… podczas kampanii wyborczej były debaty telewizyjne, merytoryczne spory, spotkania ze społeczeństwem…, ale naprawdę trudno mi wnioskować, kto zostanie nowym prezydentem Egiptu.

Wśród kandydatów są między innymi:
Abdel Moneim Abouel Fottouh - były członek Bractwa Muzułmańskiego;
Abul Ezz al - Hariry – członek popularnej partii socjalistycznej;
Ahmad Shafik – były premier Egiptu;
Amr Moussa – minister Spraw Zagranicznych i szef Ligi Arabskiej;
Hisham al - Bastawisy – sędzia i wice-prezydent Sądu Kasacyjnego;
Khaled Ali – prawnik specjalizujący się w prawie pracy;
Mohamed Morsy – przywódca Bractwa Muzułmańskiego;
Selim al - Awa – pisarz islamski.

Mam tylko nadzieję, że nowo wybrany prezydent  będzie potrafił zbudować coś, co sama nazywam „islamską demokracją”. Znaczy to mniej więcej tyle, że chciałabym, aby nowy prezydent (wraz z niedawno wybranym parlamentem) potrafił połączyć demokratyczne zasady rządzenia państwem z islamem i wielowiekową tradycją. Nie chciałabym, aby Egipcjanie zgubili to, co cenię w nich najbardziej: radość życia (bez względu na otaczające problemy), chęć niesienia pomocy innym, życzliwość, silne przywiązanie do rodziny i do tradycji. Jednocześnie mam nadzieję, że nowo wybrany prezydent nie zamknie Egiptu w kręgu państw islamskich i nie będzie podążał drogą Iranu.
Uprawnionych do głosowania jest 53 miliony obywateli, z czego aż 11% mieszka w samym Kairze. 

19 maja 2012

Wybrakowany autobus


18 maja 2012, godzina 16:00


Tak się zdarzyło, że dzisiaj w tzw. „godzinach szczytu”, czyli około godziny piętnastej, kiedy uczniowie, studenci, ludzie pracujący masowo korzystają z komunikacji miejskiej, musiałam i ja skorzystać z przejazdu autobusem. Miałam jednak to szczęście, że wsiadałam zaledwie kilka przystanków od pętli autobusowej i praktycznie bez żadnego problemu znalazłam miejsce siedzące. I to mnie uratowało przez ściskiem i przed uczuciem jakie towarzyszy sardynkom zamykanym w metalowej puszce. Po przejechaniu połowy trasy okazało się bowiem, że kierowca nie jest w stanie zamknąć drzwi – powodem takiego stanu rzeczy nie była wcale usterka pojazdu, ale przepełnienie. Staliśmy na przystanku chyba dziesięć minut, podczas których kierowca bezskutecznie walczył z i tak już mocno ściśniętymi pasażerami. Problem polegał na tym, że drzwi zamykane są przy pomocy fotokomórki, a ta została całkiem zasłonięta stopami podróżujących, którzy byli spragnieni szybkiego powrotu do swoich domów. Kierowca krzyczał, aby pasażerowie przesunęli się do wewnątrz pojazdu, w którym i tak nie było już miejsca, fotokomórka odmawiała zamknięcia drzwi, a ja tak sobie siedziałam i myślałam nad możliwością zaistnienia podobnej sytuacji w Kairze. Być może wspominałam już wcześniej, że w stolicy Egiptu autobusy są w pewnym sensie pozbawione drzwi… co nie znaczy, że ktoś je po prostu ukradł, odkręcił, czy skutecznie popsuł… znaczy to tylko tyle, że w Kairze pozostają one otwarte, zarówno podczas „postoju” na przystankach, jak i podczas jazdy. Poza tym, że ułatwia to wsiadanie i wysiadanie z autobusu – można to zrobić praktycznie w każdym momencie podróży, daje to również pasażerowi poczucie swobody i wolności. Żadnego zamykania drzwi, żadnych fotokomórek, żadnych krzyków kierowcy… pełen luz. Mogłabym podróżować autobusem trzymając jedną nogę poza pojazdem i nikt nawet by tego nie zauważył… o krzykach i pouczeniach nie wspominając. A tu w Polsce, na każdym kroku człowiek spotyka się z przepisami, zakazami, nakazami… na wolność nawet nie ma miejsca… 

4 maja 2012

Goło i nie do końca wesoło


03 maja 2012, godzina 15:00

Długi weekend (a może długi tydzień) w pełni – w Polsce, oczywiście. Chociaż święto pracy przypadające 01 maja, obchodzone jest również w Egipcie, to jednak tym razem skupię się na Polsce. Biorąc zaledwie trzy dni urlopu, można było zyskać całkiem długi weekend, bo trwający aż dziewięć dni. Taka okazja nie zdarza się często. Pogoda, chociaż jeszcze kilkanaście dni temu nic na to nie wskazywało, dopisała jak rzadko kiedy. Zazwyczaj długie weekendy były deszczowe i dość chłodne. W tym roku jest inaczej: słonecznie i ciepło (niektórzy twierdzą, że jest wręcz upalnie, ale jak dla mnie jest zaledwie ciepło). Upalnie to zrobi się latem w Kairze, kiedy termometry będą nieprzerwanie przez dwa – trzy miesiące wskazywały 40 stopni Celsjusza. Pomijając jednak własne, całkiem subiektywne odczucia związane z temperaturą i pozostawiając na boku rozważania dotyczące różnicy pomiędzy dniem ciepłym a upalnym, chciałabym skupić się na zupełnie innym zjawisku. Zjawisku, które już podczas moich zeszłorocznych wakacji spędzanych w Polsce strasznie mnie uwierało. Mam oczywiście na myśli zrzucanie z siebie odzieży i bardziej pokazywanie niż zakrywanie. Naprawdę chciałabym teraz być w Kairze, gdzie nikt nie zmusza mnie do oglądania prawie nagich ciał kobiet, których spódniczki kończą się w połowie pośladków a skąpe bluzeczki zaledwie zakrywają sutki, bo przecież nie całe piersi. Oglądanie wszechobecnego cellulitu i wałeczków tłuszczowych zlokalizowanych na odsłoniętych brzuszkach, przyprawia mnie o mdłości. Zawsze twierdziłam, że to, co zasłonięte, kusi znacznie bardziej niż to, co zabiera miejsce wyobraźni.
Pamiętam mały sklepik w dzielnicy Garden City, w której mieszkałam podczas mojego pierwszego pobytu w Kairze (wiosną 2010 roku). Kwiecień w stolicy Egiptu był wyjątkowo upalny (a może tak mi się wówczas wydawało, bo przecież wyjeżdżając z Polski przyzwyczajona byłam do temperatury 15 stopni Celsjusza, a nie do 33). W tym naprawdę niewielkim sklepiku spotkałam Egipcjankę, która pracując około ośmiu godzin dziennie musiała znosić upał zakryta dosłownie od stóp do głów. Jedyną częścią jej ciała, która pozostawała niezakryta, były oczy. Cudowne, duże, czarne oczy pełne uroku, tajemniczości, przenikliwości. Do dzisiaj, chociaż minęło już półtora roku, pamiętam badawcze spojrzenie Egipcjanki, u której regularnie zaopatrywałam się w wodę butelkowaną. Miejsc, w których mogłam zakupić wodę, było mnóstwo, a może i jeszcze więcej, ale naprawdę  lubiłam odwiedzać ten mały sklepik z zakrytą od stóp do głów Egipcjanką.
I wcale nie twierdzę, że wszystkie Polki powinny teraz zakrywać się prześcieradłami albo wielkimi płachtami ciemnego materiału, które skrupulatnie ukryją nawet najmniejszy skrawek kobiecego ciała. Nie! Tylko, kiedy idę do sklepu, to oczekiwałabym, że sprzedawczyni nie będzie biegała pomiędzy regałami w szortach nie do końca zakrywających pośladki i topie ukazującym kolor ramiączek od stanika. W moim skromnym przekonaniu, jakieś zasady dotyczące ubioru powinny jednak obowiązywać, szczególnie w miejscu pracy. I nie mam nic przeciwko noszeniu w pracy spódniczki przed kolano i bluzeczki z krótkim rękawem, ale kiedy służbowy fartuszek jest dłuższy niż to, co ukrywa się pod nim, to już jest przesada. Ale może znów dochodzi do głosu mój tradycjonalizm? 

3 maja 2012

Zamieszek ciąg dalszy


02 maja 2012, godzina 20:30

Jak podaje egipski dziennik „Al Masry Al Youm”, w wyniku zamieszek jakie miały miejsce w okolicy budynków Ministerstwa Obrony zginęło już 20 osób. Początkowo mówiono, iż demonstracje zostały wywołane przez zwolenników odrzuconego przez Państwową Komisję Wyborczą kandydata na prezydenta z ramienia Salafitów – Hazema Abu Ismaila. Jeden z uczestników tych wydarzeń wyznał, iż protesty nie są związane z Abu Ismailem, ale są reakcją Egipcjan na rządy Naczelnej Rady Wojskowej.
Bez względu na prawdziwy cel demonstracji, pewnym jest, że 20 osób biorących udział w zamieszkach straciło życie. 

1 maja 2012

Nielegalna piłka


01 maja 2012, godzina 18:30

Piłka nożna to sport narodowy Egipcjan. Transmisje meczy zarówno ligi egipskiej, jak i lig europejskich, a także mecze rozgrywane w ramach turnieju Pucharu Narodów Afryki skupiają przez telewizorami dosłownie wszystkich Egipcjan: dzieci i dorosłych, dziewczynki i chłopców, kobiety i mężczyzn, mieszkańców miast i wsi. Piłkę nożną kochają tutaj wszyscy! (bez wyjątku). A może powinnam napisać, że „football” kochali tutaj wszyscy… aż do 01 lutego 2012 roku. To właśnie tego dnia na stadionie w Port Said wybuchły krwawe zamieszki. Obecnie toczy się proces sądowy chuliganów, którzy pierwszego dnia lutego zaatakowali fanów oraz piłkarzy kairskiej drużyny Al-Ahly i doprowadzili do śmierci 75 osób. W związku z zamieszkami pod budynkiem sądu oraz licznymi protestami mającymi na celu utrudnienie prowadzenia postępowania, proces został odroczony do połowy maja.
Kilka dni temu Egipska Federacja Piłki Nożnej podała do publicznej wiadomości informację o zawieszeniu wszystkich rozgrywek ligowych w sezonie 2011/2012. Powodem takiej decyzji jest oświadczenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, iż nie jest możliwe zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom rozgrywek: zarówno piłkarzom, jak i widzom. W związku z powyższym mecze zostały odwołane, a Puchar krajowy został zawieszony. Krótko mówiąc, narodowy sport Egipcjan został zdelegalizowany…

29 kwietnia 2012

Zamieszki w centrum miasta


29 kwietnia 2012, godzina 21:30

Zwolennicy Hazema Abu Ismaila, byłego już kandydata na prezydenta w wyborach, które odbędą się w połowie maja 2012 roku, zorganizowali demonstrację w Kairze. Od piątkowej nocy prowadzą protest okupacyjny w pobliżu budynków Ministerstwa Obrony, w centrum miasta. Protest związany jest z wykluczeniem Abu Ismaila z grona kandydatów ubiegających się o fotel prezydenta. Powodem decyzji o odrzuceniu kandydatury salafickiego kaznodziei był fakt, iż jego matka posiada dwa obywatelstwa: egipskie oraz amerykańskie, co jest niezgodne z obowiązującym w Egipcie prawem wyborczym.  
Zwolennicy salafickiego kaznodziei od piątku okupują okolice Ministerstwa Obrony i domagają się umożliwienia ich kandydatowi udziału w wyścigu o fotel prezydenta kraju. W niedzielę wieczorem, protestujący zostali zaatakowani przez grupę ludzi uzbrojonych w „koktajle Mołotowa” oraz kamienie. Po raz kolejny w ciągu ostatnich 14 miesięcy centrum Kairu zamieniło się w pole walki. Do szpitala trafiło już kilkanaście osób i trudno powiedzieć kiedy i jak skończy się ta awantura. Mam tylko nadzieję, że historia z końca listopada się już nigdy nie powtórzy. Tuż przed wyborami parlamentarnymi centrum miasta (okolice Placu Tahrir) zamieniły się w wielkie pole bitwy pomiędzy siłami bezpieczeństwa (głównie wojska) a protestującymi i bojkotującymi wybory. Bilans ofiar tych zamieszek był przerażający – śmierć poniosły 42 osoby, a ponad 3200 zostało rannych. Chcę tylko wierzyć, że kolejne wybory (prezydenckie) będą przebiegały w spokoju, bez użycia siły, i bez żadnych zamieszek.